Wyświetlono posty znalezione dla słów: szczyrk warunki narciarskie





Temat: Sezon 2006 rodziny M.
No to pora na relację.
Niedzielny poranek był finezyjną zapowiedzią kolejnego strasznie gorącego dnia.
Jednak my niezrażeni tym pokazem siły słońca i czując ciążącą na nas odpowiedzialność względem potencjalnych współpiechurów, którzy mogą na nas czekać na Białym Krzyżu, jak również współforumowiczów, czekających z niecierpliwością na moją relację, z kolejnej walki na rozwolnienie i suchoty z najtrudniejszymi górami w Polsce, wsiedliśmy do naszego ukochanego Desert Storma.

Po krótkiej jeździe dotarliśmy na Salmopol, a tam ... tłumy. No to poczekaliśmy parę chwil, łudząc się, że może ktoś zrezygnuje z wspólnego maszerowania i udaliśmy się we dwójkę, nie licząc psa, w kierunku Kotarza szlakiem czerwonym. Generalnie oprócz jednego rowerzysty po drodze nie spotkaliśmy nikogo więcej i tak po 45 minutkach rozpoczęliśmy nasz pierwszy odpoczynek. Córka poprosiła o kanapkę, co przyjąłem ze sporym ździwieniem i zwaliłem na efekt "przygrzania czerepka", no ale nic, jak woła jeść to ojciec dać musi. Dla psa miałem butelczynę wody, ale jak na razie odrzuciła moją propozycję i zajęła się łapaniem latających brudnic mniszek. A niech jej tam niech.

Potem było ciekawe przejście przez bukowy lasek z mnóstwem menhirów gotowych do wysyłki - szkoda, że targałem ze sobą wiernego, ale tym razem jałowego Zenita, więc ze zdjeć nici. Gdy wyszliśmy z lasku oczom naszym ukazała się piękna panorama (pi razy oko 180*) - od południa Czantoria a od północy Skrzyczne, jeśli się nie mylę. To była Hala Jaworowa i tutaj popełniłem błąd z punktu widzenia walorów wizualnych, ale jednak był to błąd, który ocalił nam życie w tym tam gorącym dniu - poszliśmy dalej w dół szlakiem (niebieskim) wzdłuż granicy lasu, zamiast pójść na przełaj grzbietem żeby zobaczyć więcej. Następnym razem się poprawi.

Dalej było tylko złażenia w dół bez specjalnych widoczków, co jest typowe dla tych jakże surowych gór, które nie są takimi easy loverami jak np. Tatry. Potem była mała porażka, bo zaczęło się monotonne schodzenie po asfalcie do Brennej Hołcyny (ku przerażeniu moich stóp, które wiedzą co to oznacza, gdy się ma na sobie Meindle), które w związku ze zmęczeniem wspóltowarzyszy musiałem przerwać. No i wtedy piesek pokazał jak ma dość tego wszystkiego i zanurzył się po samą szyję w potoku i tak leżał targany prądem (nigdy się nie ruszam w góry bez swojego małego 33Ah 12V) przez następne pół godziny.

Po odpoczynku przeszliśmy sobie przez centrum Brennej - rewelką było szukanie szlaku między straganami, no i opuściliśmy tą zawaloną leżącymi w rzece turystami mieścinę szlakiem zielonym, który... rozpoczynał się ostrym 15-minutowym podejściem po stoku wyciągu narciarskiego. Wszystko to w promieniach parzącego słońca i jak to mówi współczesny poeta "You can run, but you can not hide", musieliśmy przyjąć to z pokorą i dobić się do najbliższego lasku. Potem mała przechadzka przez las, z małą zmyłką żeby nie było zbyt łatwo (oznakowanie nie za specjalne było w tym młodniku) i dotarliśmy do skrzyżowania z czarnym szlakiem. Tu odpoczynek, kolejne tankowanie kompotu porzeczkowego z 2-litrowego bukłaka firmy Deuter/Source i dalej udaliśmy się w kierunku Horzelicy. Tu kolejna panoramka, którą nie za długo się rozkoszowaliśmy i udaliśmy się w kierunku Starego Gronia i Grabowej. 2 godziny byliśmy wystawieni na działanie słońca, ale przeżyliśmy i mimo zapalenia się kontrolki rezerwy a potem kompletnego opróżnienia bukłaka dotarliśmy do Grabowej, by ponownie wrócić na Salmopol czerwonym szlakiem. Wszystko zajęło nam 7 godzin, 10 minut brutto, co nie jest złym wynikiem na około 17 km w takich warunkach temperaturowych.

Po powrocie do domu pies wskoczył do przydomowej studzienki i odmówił z niej wyjścia. Stan psa na trasie trafnie skomentowała wcześniej córka, która na pytanie mojej żony: "Jak się ma Kruszyna?" odpowiedziała rezolutnie "Wyśmienicie. Zaraz zdechnie."

Jako, że cyfrówka jest już w drodze, to mam nadzieję, że następną relację z wyprawy okraszę już zdjęciami, chociaż jestem przecież tak elokwętny, że chyba to będzie "wisienka na torciku".

Co dalej? Mam na oku drugą pętelkę wokół Brennej lub wyrypę wokół Szczyrku, ale tą drugą zostawię sobie może na lepszą okazję, żeby pognębić takiego jednego, co to mam nadzieję mnie odwiedzi w sierpniu. Jak coś ustalę znowu Was poinformuję.

To pisałem ja me(ga)loman klasy zerowej.



Temat: ...::SPAMERIADA::...
No i jak Aither...z tym Waszym Forum?
Cinema City się nie wyrobiło w czasie na 1 czerwca, a i nieco posunięto termin otwarcia całego Centrum-teraz koniec czerwca (też kiepsko to widzę). Owszem kino było już gotowe-ale kino-maniacy nie mieli by co do ust wsadzić...gastronomia wtopiła! Cóż...Porażka i tyle! A te bilbordy, reklamy...wstyd!
Jutro wybywam-a jak raz się żyje! Kolejny dłuuuugi lik& za pasem więc w domu siedzieć nie wypada! Tym razem kierunek Przemęcki Park Krajobrazowy. Ruszam jutro o 5 rano i myślę, ze ok 9:30 będę na miejscu (z 2-3 postojami po drodze)-ok. 350 km. Autko wypucowane-błyszczy się jak trzeba (ciekawe kiedy lunie). Pozdrawiam i życzę wszystkim miłego, udanego i pogodnego lik&u-jeśli oczywiście takowy macie-mam nadzieję, ze tak.

[ Dodano: Sro 06 Cze, 2007 ]
A tu jeszcze taka ciekawostka spod samiućkich Tater...

Czy Adam Małysz zamieszka w Zakopanem? Władze miasta prowadzą na ten temat rozmowy ze skoczkiem. Sportowiec chce zmienić miejsce zamieszkania, bo koło jego domu w Wiśle powstaje wielki blok.

Nasz mistrz nigdy nie miał spokoju w swoim domu, pod który do Wisły zjeżdżały pielgrzymki kibiców – taka jest cena popularności.

Teraz obok jego posiadłości szykuje się wielka deweloperska inwestycji. Według nieoficjalnych informacji rozpowszechnionych przez media, skoczek zamierza wynieść się z miejsca zamieszkania. Dwa lata temu skoczek kupił działkę w okolicach zakopiańskiej skoczni. Starał się nawet o warunki zabudowy, ale teren ten nie jest przeznaczony pod zabudowę i nikt – nawet Małysz nie dostanie tam zgody na budowanie.

– Cały czas prowadzimy rozmowy z państwem Małyszami – tłumaczy jednak wiceburmistrz Zakopanego Jan Gąsienica Walczak. – Chcemy zaproponować im w zamian inną działkę, na której będzie można zbudować dom. Na razie nic nie jest jednak przesądzone. Nie wiemy, czy nasz mistrz chciałby zamieszkać w tak popularnym miejscu. Ale gdyby postawił dom w Zakopanem, byłaby to wspaniała promocja dla miasta.

Burmistrz Wisły Andrzej Molin zapowiada, że zrobi wszystko, aby Adam Małysz nie wyjechał z Wisły.

– Nasz mistrz mieszka w bardzo uciążliwym miejscu, a teraz dochodzi jeszcze budowa w okolicy deweloperskiej inwestycji. Rozmawiałem z Adamem Małyszem kilka razy na ten temat i w grę wchodzi jego wyprowadzka z tego domu, ale skoczek powinien pozostać w naszym mieście. Nie przeszkadza to jednak w tym, aby na wakacje jeździł do Zakopanego, gdzie również świetnie się czuje.

Wisła już niedługo może rywalizować z Zakopanem również o organizację wielkich zawodów, w tym także Pucharu Świata w skokach. Powstaje tam druga w Polsce duża skocznia narciarska. Ostatnio pojawiły się jednak trudności spowodowane obsunięciem się ziemi na zeskoku.

– Niedawno prace ruszyły ponownie. Dyrektor inwestora, czyli Centralnego Ośrodka Sportu w Szczyrku, ma nadzieję, że skocznię uda się zbudować na Święta Bożego Narodzenia. Byłby to gwiazdkowy prezent dla Adama Małysza i wszystkich mieszkańców Wisły – dodaje burmistrz Molin.





Temat: Historyczny skok Adama Małysza
Odległość 126 metrów osiągnął Adam Małysz w pierwszym skoku na zmodernizowanej skoczni w Wiśle Malince. Skoczkowie testowali obiekt HS-134 w środę, a 26 września rozpoczną się na nim letnie mistrzostwa Polski w skokach i kombinacji norweskiej.

"To bardzo fajna skocznia, choć trudna technicznie. Trochę baliśmy się rozbiegu, który dziś był dość suchy. Na szczęście popadało. To świetnie, że jest ten obiekt. Nie tylko pod kątem zawodów, ale i treningów. Nie będziemy musieli tracić czasu na wyjazdy zagraniczne mając wszystko pod nosem. Szkoda tylko, że budowa tak długo trwała. Często tu ostatnio przyjeżdżałem, żeby popatrzeć na postęp prac. Skocznia może się podobać" - powiedział Małysz.

"Na pewno skocznia w Wiśle to duże ułatwienie naszej pracy. Najlepsi polscy skoczkowie będą mieli bardzo dobre warunki do treningu" - dodał trener kadry Łukasz Kruczek.

Zdaniem prezesa Polskiego Związku Narciarskiego Apoloniusza Tajnera skocznia będzie "przyjazna dla zawodników" z racji lokalizacji w bezwietrznej dolinie. "Nie powinno tu być takich kłopotów z wiatrem, jakie czasem mają organizatorzy zawodów Pucharu Świata. Dzięki nowoczesnej infrastrukturę łatwo też będzie ten obiekt naśnieżyć" - dodał prezes.

"Marzy nam się organizacja u nas zawodów Pucharu Świata. Skocznia jest ważna dla rozwoju Wisły. Planujemy wybudowanie w sąsiedztwie kompleksu sportowo-rekreacyjnego. Pamiętajmy także o trwającej modernizacji pobliskich tras biegowych i strzelnicy biathlonowej na Kubalonce. Skocznia będzie nosiła imię Adama Małysza w podzięce za radość, jaką dostarczył mieszkańcom i rozsławienie Wisły na świecie" - stwierdził burmistrz Wisły Andrzej Molin.

Pierwszy projekt przebudowy skoczni powstał w 2001 roku. Wtedy koszt inwestycji oszacowano na 8 mln 799 tys. złotych. Akt erekcyjny podpisano we wrześniu 2003 i po pięciu latach skocznia - posiadająca sztuczne oświetlenie i nawierzchnię igelitową - została oddana do użytku. W międzyczasie - m.in. na skutek osunięcia się ziemi na zeskoku - koszty wzrosły do 47 milionów złotych.

"To była najtrudniejsza budowa mojego życia" - przyznał p.o. dyrektora Centralnego Ośrodka Sportu w Szczyrku Zbigniew Łagosz.

Skocznia ma punkt konstrukcyjny 120 m, a punkt jury - 134 m. Na MP przygotowano 1206 miejsc siedzących, a w sumie zawody obejrzeć będzie mogło ok. 10 tys. kibiców. Postawienie trybun przy zeskoku kosztowałoby ok. 9 mln złotych.

Na razie nie wiadomo, ile będzie kosztowało roczne utrzymanie skoczni. "Koszty są szacowane. Sam podatek inwestycyjny to około 940 tys. złotych rocznie (2 proc. od kwoty inwestycji). Do tego dochodzą opłaty stałe i etaty dla przynajmniej 6-osobowej obsługi. Rozmawiamy z burmistrzem na temat ewentualnego zwolnienia z podatku" - wyjaśnił Łagosz.

Pierwsza, poprzedniczka obecnej, skocznia w Wiśle-Malince powstała w 1933 roku.

PAP



Temat: podsumowanie sezonu narciarskiego

To prawda że ostatni sezon, jeżeli można go tak nazwać był wyjątkowy - takiej ciepłej zimy nie pamiętają najstarsi górale, a jak nie najstarsi to z pewnością najmądzrzejsi (patrz ABORYGEN).
Faktem jest, że obsługa mosornego robiła wszystko co w jej mocy albo nawet więcej, niż to możliwe i dzięki tym staraniom można było na MG trochę pojeździć.
Jednakże dla kogoś kto jeździ na mosornym od początku jego istnienia te anormalne warunki pozwolą wysunąć kilka spostrzeżeń:
Ośrodek przestał się rozwijać, nastąpił wyraźny regres.
Nie wystarczy już podać w internecie, że warunki są ok., dla wielu którzy rozczarowali się wcześniej to za mało...
Już parę osób o tym mówiło: brak jakiejkolwiek reklamy mosornego, Radio Roxy fm to kropla w morzu potrzeb. (Przykład:w grudniu przygotowywałem dodatek narciarski do Gospodarki Śląskiej, w którym zaprezentowałem kilkanaście bedkidzkich i podhalańskich ośrodków. Z MG nie bylo możliwości kontaktu, na tym etapie nie wiadomo było czy w ogóle ruszą)
Nie mówmy, że Zawoja ma świetne położenie, no chyba gdyby latać na miotle... z Krakowa dojazd jest taki sobie- jadąc zakopianką mamy kasinę, rytro, lubomież czy też białkę... ze śląska trzeba jechać ponad 100 km podrzędnymi drogami, często zapchanymi.( o drodze dojazdowej przez grzeczność zamilknę). Dla ślązaka atrakcyjnejsza będzie Wisła czy Szczyrk no chyba, że przyciągnie go coś wyjątkowego...
O zaletach trasy nie trzeba nikogo przekonywać ale jest ona za trudna dla początkujących. Nie preferuje również przyjazdów całych rodzin - przy takim natężeniu mało kto decyduje się na przyjazd z małymi dziećmi.
Aby mosorny się nadal rozwijał potrzebne są nowe inwestycje, bez nowych tras i wyciągów będzie to góra dla wybranych co nie zagwarantuje przychodów na odpowiednim poziomie.
Nie znam szczegółów ale w mojej ocenie potrzebne jest nowe otwarcie - wejście nowego inwestora, może potrzeba większej aktywności gminy.
W przeciwnym wypadku będziemy se gadać o tym czy o tamtym a ludzie zaczną zawoję omijać szerokim łukiem.
A tak po za tym to idzie wiosna lodowce czekają ,
dnia przybywa, motylki fruwają, trawka rośnie
święta za pasem a z nimi zajączek i w ogóle fajnie jest!!!
Pozdrawiam wszystkich


nigdy ie uwazalem sie za najmadrzejszego - to raz - coz jeśli tak to odbierasz twoja rzecz ( nawiasem mowiac malo mnie to interesi) co do kilku twoich argumentow zgadzam sie - Slask nigdy nie bedzie dla Zawoi zarobkowy(lepsza infrastruktura - dojazd- sprzyaj brennej, wisle korbielow, etc - o tym wiemy, co do krakowa - tu bym polemizowal ale to inna kwestia
natomiast co do rozwoju - rzecza oczywista jest ze nie moze istniec ( mam na mysli zarabianie) oferujacy jedna trase zjazdowa majaca nota bene klsyfkacje Fis na czerwona - spotkalem juz juniorow z wisly i Szczyrku ktorzy przyjezdzaja na MG celem dotarcia techniki gigantowej an tykach, zgoda - musi byc alternatywa i to najlepiej familijna ale jest to niestety dosyc spory wydatek - jest kilka mozliwosci rozowju ktore byly juz tu analizowane wiec ne bedziem o tym pisac
natomiast co do inwestora - mowisz nowy z potencjalem ( moze gmina)- tu to chyba nie znasz mozliwosci budzetowych czy kredytowych naszej gminy...dobra przyjdzei nazwijmy go St Claus i co dalej......co z ludzmi ktorzy wlozyli tam gotowke wczesniej? co wykupi pakiet wiekszosciowy - Kaziu nie badz smieszny przeciez wiesz o jakie kwoty rozbija sie temat....a nikt z potencjalnych nabywcow ( szymoszkowa, czy inne Clausy ) nie zainwestuje tak kolosalnych pieniedzy w ten obiekt chcac nim zarzadzac - i to z kilku wzgledow - raz kasa, dwa -ryzyko klimatyczne ( wieksze niz np zakopiec, szcyrk, rytro czy inne- zjawisko inwersjii) , z eteru wiadomo ze byli chetni an przejecie ale jak przyszlo do konkretow to .....cisza - to jest przejecie a dalszy rozwoj ( druga strona MG o ktorej sie pisze, mowi i rozwaza - przeciez to koszt ktory przewyzszy sam MG - bo satylko dwie alternatywy - zejscie na strone Zimnej dziury i dalej na Gornk albo na PAN - to sa odleglosci rzedu 3-4,5 km - pewnie ze sa grupy inwestycyjne, banki etc - ale za free nikt nie daje a wysokosc npm obecnej stacji dolnejMG ni edaje szans przy rozmowach z bankami - za wysokie ryzyko - obecnie Banki na swiecie udzielaja kredytow na takie inwestycje ale pierwzym warunkiem jest polozenie ( wys npm ) min 1500m - to trzebaby postawic stacej na Malej babiej .....
uwazam ze MG ma duze szanse stac sie odskocznia dla rejonow krakowa wlasnie i dla fanow nie familijnych wypraw bo takiej łąki jak bania czy kotelnica albo Witów to nie pobije nikt, ale dla mysle coraz liczniejszej grupy ludzi ktorzy cenia takie stoki jak MG.....
co do inwetorów jeszce to uwazam z etrzeba miec szacunek dla tych ktorzy sa i pomimo przeszkod i problemow probuja cos robic - krzykaczy jest wielu ale tak naprawde to MG trzyma sie kupy dzieki nim wlasnie i tyle
ale co bedziem bić pianę po próżnicy.....a jeszcze reklama - pewnie ze roxy fm nei jest koncem swiata - ale umieszcenie MG w ktoryms z inforamtorow ski czy tp tez nie wiele zmieni- moim zdaniem najlepsza reklama sa imprezy gdzie media same przyjezdzaja - ale to wszystko nie moze spoczywac na barkach samego MG - od czego jest gmina - to jej winno zalezec na reklamie ..tylko ze tam nie ma ludzi ktorzy czujaten temat i tu jest problem....drugi to fundusz gminy na te sprawy - pamietam familiy cup na MG - byla zajbista impra ? byla - byly media - byly - szkoda tylko ze udzial gminy z tego co sie wtedy mowilo w calej tej imprezi byl maly
nic dobrej nocy zycze
pzdr salwator and 4 all



Temat: Puchar Świata w skokach narciarskich 2009/09
Wywiad z Adamem Małyszem!

[quote]Tuż przed wyjazdem na ostatnie treningi na śniegu kadra naszych skoczków narciarskich pojawiła się na krótko w Warszawie. Na spotkanie z dziennikarzami, prezes PZN, Apoloniusz Tajner przyprowadził cały sztab szkoleniowy i ośmiu kadrowiczów. Ubrani w nowe stroje sygnowane przez samego Adama Małysza i zaprojektowane przez firmę 4FSport Performance, prezentowali się znakomicie. Oczywiście najbardziej oblegany był mistrz z Wisły, z który ze stoickim spokojem udzielił kilkunastu wywiadów. W tym także portalowi SportoweFakty.pl.

Wojciech Potocki: Panie Adamie, możemy porozmawiać?

Adam Małysz: Co? Nie, nie będę odpowiadał, dziś ja będę zadawał pytania.

(Pomyślałem wtedy - trudno, spróbuję porozmawiać z trenerem. Małysz jednak nie byłby sobą, gdyby nie żartował. Po chwili rozchmurzony odpowiadał obszernie na tysiące pytań - przyp. red.)

Za chwilę wyjedziecie na ostatnie zgrupowanie na śniegu, a już 28 listopada pierwszy start w Pucharze Świata, w fińskim Kuusamo. Jak pan ocenia tegoroczne przygotowania? Latem, na igelicie nie było najlepiej.

- To jednak o niczym nie świadczy. Wcześniej, na przykład w ubiegłym roku, na igelicie skakaliśmy rewelacyjnie. Wygrywał Kamil Stoch, ja też byłem w bardzo dobrej formie, a potem na śniegu wyglądało to fatalnie. Teraz nie skakałem wspaniale, ale już z ostatnich startów byłem zadowolony. W Libercu pierwszy skok był doskonały, w drugim zrobiłem mały błąd, lecz w sumie jestem usatysfakcjonowany. Jak będzie na śniegu, dopiero się okaże.

Na igelicie nieźle pokazali się pana koledzy. Może to pierwszy krok do tego, byśmy mieli dobry zespół. Ciągle tylko Małysz i Małysz…

- Ja też liczę na dobre wyniki młodszych chłopaków. Kontuzję leczył Kamil Stoch, ale Marcin Bachleda, Piotrek Żyła, czy Łukasz Rutkowski powinni być widoczni. Zresztą Kamil po kontuzji też wraca do formy. Każdy z nich na pewno chce jak najlepiej, ale musimy trochę poczekać. Myślę, że do Turnieju Czterech Skoczni wszystko powinno się wyjaśnić.

Pierwsze zawody odbędą się tradycyjnie w fińskim Kuusamo. Czy już tam okaże się kto w tym roku będzie w czołówce?

- Nie sądzę. Ja osobiście tej skoczni nie lubię. Tam jest za duża loteria, Prawie nigdy nie ma równych warunków atmosferycznych, a często karty rozdaje po prostu wiatr. Do Turnieju Czterech Skoczni mogą zdarzać się niespodzianki, a czołówka ukształtuje się, moim zdaniem, właśnie w Austrii i Niemczech.

A pan? Ubiegły sezon był bardzo nieudany. Od lata pracuje pan z nowym sztabem szkoleniowym. Wróci dawny Małysz? Ten sprzed dwóch, trzech lat?

- Mam taką nadzieję. Czuję się naprawdę dobrze, a współpraca z Łukaszem Kruczkiem i całym sztabem układa się niezwykle korzystnie.

Znacie się z Kruczkiem i Mateją jeszcze ze skoczni. Jak wygląda wasza współpraca teraz? Liczą się z pana zdaniem?

- Łukasz sam był skoczkiem i wie, że warto czasami wziąć pod uwagę zdanie zawodnika. Bardzo często dyskutujemy, o tym co trzeba poprawić i w jaki sposób. Zawsze dochodzimy do porozumienia. Jego spostrzeżenia są bardzo inspirujące, zresztą znalazł wspólny język także z innymi zawodnikami. Teraz każdy może przyjść i otwarcie porozmawiać. Wcześniej, gdy trenerami byli Heinz Kuttin, czy Hannu Lepistoe wyglądało to różnie. Ja dawałem sobie radę, bo mówię po niemiecku, ale inni unikali rozmów, by się przypadkiem nie ośmieszyć. Po prostu zawodziła komunikacja. Teraz nie ma z tym żadnych problemów, a Łukasz jest bardzo otwarty na sugestie, nie tylko moje.

A nie próbuje w pana skokach czegoś zmienić? Poprawić?

- Jak każdy trener, ma uwagi, ale jeśli tylko pojawia się jakiś problem to dyskutujemy i dochodzimy do wspólnych wniosków. Jedno jest ważne - Łukasz nie chce na sił zmieniać moich nawyków. Ja już jestem za stary na zmiany (śmiech). I nawet jeśli robię jakieś błędy w locie, czy na rozbiegu, to nie warto wszystkiego rujnować, by je eliminować. Czasami te błędy trzeba po prostu zaakceptować, bo przecież popełniałem je nawet wtedy gdy wygrywałem. Na szczęście Łukasz to rozumie. Co jeszcze? Kruczek wprowadził wiele zmian w treningu, a najważniejsze jest to, że nie ma teraz długich zagranicznych zgrupowań. Trenujemy więcej w kraju i do tego bliżej domu. Jedna grupa w Zakopanem, druga w Wiśle i Szczyrku. Spotykamy się wspólnie na konsultacjach i to jak się okazuje wystarcza. Nowością były także treningi, na małej 30 metrowej skoczni. Ćwiczą na niej dzieciaki, ale łatwo tu poprawić technikę. Jednym słowem

Znowu współpracuje pan z profesorem Jerzym Żołądziem. To chyba też dobrze wróży?

- Też tak myślę i bardzo się cieszę z jego powrotu. Profesor częściej kontaktuje się z trenerem i z nim wszystko ustala. Ja jednak też dzwonię do niego i zdaję relację z mojej pracy. W tym roku trochę przesunęliśmy akcenty. Hannu Lepisto większą wagę przykładał do treningu kondycyjnego. Teraz, tak jak dawniej, ważniejsza jest świeżość i power w nogach. (śmiech)

W ubiegłym roku narzekał pan na zmęczenie i brak motywacji. Po minie widać, że to wszystko minęło.

- Nie miałem zbyt długich wakacji, bo tylko tydzień odpoczywałem z rodziną w Chorwacji, ale bardziej niż fizycznie, byłem zmęczony psychicznie. Nie lubię tego całego zgiełku wokół mnie. Teraz trochę się wyciszyłem, więcej czasu spędzam w domu. Na zdrowie nie narzekam, więc jeszcze trochę poskaczę. Obiecałem sobie i trenerom, że wystąpię na olimpiadzie w Vancouver.

Zakończył karierę Jane Ahonen, teraz pan jest najstarszy w tym całym towarzystwie.

- Aż tak źle nie jest. Starszy, i to o kilka lat, jest Noriaki Kasai, a ja mam jeszcze coś do udowodnienia młodym skoczkom.

Pana najlepsi koledzy już zawiesili narty "na kołku". Teraz pan jest wzorem dla wielu skoczków na świecie. Jak to jest na zawodach? Podchodzą i pytają mistrza o rady?

- Młodzi? Raczej nie. Chyba się boją (śmiech). Jedynie Gregor Schlierenzauer potrafi pogadać. Może dlatego, że razem startujemy w teamie Red Bull? A poza tym to bardzo sympatyczny chłopak. Lepszy kontakt mam z tymi trochę starszymi, takimi jak Simon Amman, Andreas Kuttel, a nawet Tomas Morgernstern. Ostatnio dostałem nawet od Andreasa SMS. Pytał co słychać, jak idą przygotowania i umówił się na pierwszy start w Kuusamo. Napisał, że ma nadzieję, iż obaj będziemy walczyć w tym sezonie o najwyższy stopień podium.



Temat: Jak nauczyĂŚ siĂŞ b. d. jeÂździĂŚ
Cd.

Po tych dziecinnych, narciarskich wyrypach na wsi, nastąpiła przerwa gdzieś do roku 1964. Na drugim roku studiów na AGH pojawiła się szansa na "prawdziwy" obóz narciarski w Zakopanem. Należałem wtedy do Klubu Tatrzańskiego w Krakowie. Zdobyłem okazyjnie narty "Zubki". Narty "prawdziwe", bo robione przez warsztat pana Zubka na Krupówkach. Narty były klejone, z krawędziami metalowymi, ale bez plastiku. Wiązania, jeśli się nie mylę, miały jakiś bezpiecznik, przynajmniej z przodu.

Uczył nas na obozie instruktor, goprowiec z Zakopanego. Nazwisko Cwietniak. Miał najprawdziwsze Kaestle, z "langrimenami". Na kursie pod Gubałówką "brylowałem". Najlepszy w grupie. Coś tam jednak z dzieciństwa pozostało w ruchach i ciele. Pod koniec kursu zjechałem z Gubałówki. Zachęcony swoją "klasą" pojechałem na Kasprowy. Zjazd przez Goryczkową wyglądał tak, że leżałem co parę metrów.

Potem był kolejny kurs, na którym instruktor był niewiele lepszy ode mnie, jeśli chodzi o skuteczność jazdy. Jeszcze później kilka wskazówek kolegi z Zakopanego, który należał wcześniej do kadry juniorów. I to wszystko jeśli chodzi o oficjalne szkolenie.

Dalsze szkolenie to była praca własna - teoria z książek i próby na stoku. Pierwsza książka to "Śmig" - szkoła austriacka z przeciwskrętami. Jak nauczyłem się francuskiego to była "Ski de France". Duże dzieło z mnóstwem rysunków, dostępne w księgarni górskiej niedaleko Kurii w Krakowie. Siedziałem tam godzinami i studiowałem to "dzieło". Tak je nazwał G. Joubert w swojej książce "Pour apprendre soi meme a skie", która kupiłem ją w księgarni obcojęzycznej na Rynku Głównym. Została ona przetłumaczona później na język polski.

Głównym "modelem" Joubert'a był Patrick Russel, zdobywca dużej kryształowej kuli. Joubert pisze, że podpatrzył pewne ewolucje Patryka i później je teoretycznie przeanalizował. Chodzi tu głównie o odciążenie nart przez "zejście" dół i niejako "podniesienie" nart siłą mięśni ud i brzucha do góry, przy jednoczesnym oparciu na kijku. Taki sposób odciążenia i inicjacji skrętu był później generalnie stosowany, min. przez Thoeni'ego.

Ćwiczenia praktyczne odbywałem głównie na Kasprowym, lub w Szczyrku na Skrzycznym. Czasami się dało załapać na Nosal. Gdzie był zawsze horror. Góra( po zejściu z krzesełka) była wąska i wydrapana przez narty do lodu. A jest tutaj nieco stromo. W dodatku zawsze miałem narty gorsze od umiejętności. Z Szaflar, rzadko ostrzone.

Sensacją dla nas był pierwszy zjazd z Mont Blanc. Jechał jakiś dobry zawodnik francuski z miejscowym przewodnikiem. Nakręcono kolorowy film. W okolicy późnego Gierka też próbowałem jakiego "skialpinizmu". Zjazdy z Czerwonych Wierchów, z Krzyżnego ze dwa razy przez Dolinę Waksmódzką, z Żótej Turni. Trudniejsze z Kasprowego Żlebem pod Palcem., z Miedzianego w stronę schroniska w Pięciu Stawach i jeszcze inne. Nawet próbowaliśmy z kolegą przejść na nartach z biwakami na grani z Kasprowego po Wołowiec. Po dwóch biwakach, na Pyszniańskiej przełęczy "skończył" się nam urlop. Więcej się nadźwigaliśmy w górę dwudziestokilowych worów z gumowymi materacami, niż było zjazdów graniami. Zresztą jazda z takim plecakiem po przewianym śniegu, z różnymi kalafiorami, nie jest nadmierną przyjemnością. Wątpiłem w niektórych momentach, że umiem równolegle jeździć na nartach.

Zmieniały się narty, szlifowała technika. Podpatrywało się Zakopiańczyków, trenujących gigantowe wertikale na Kasprowym. Po kilku skrętach w wyrąbanych przez nich rynnach wylatywało się w bok. Szybkość i drgania nart w rynnie zaczynały przerażać. Rynny przy tyczkach znane były jako "łaminóźki". W pewien wiosenny dzień na Gasienicowej "Ałuś" Bachleda jeździł na jednej narcie. Drugą miał odpiętą. Zmieniał tylko nogi. Kasprowy objeżdżało się "off piste". Wszystko było off piste. Zjazdy Beskidu, z Liliowego, prosto w dół z górnej stacji wyciągu na Gąsienicowej, wzdłuż wyciągu na Goryczkowej, do Świńskiego Kotła.

Doszedłem do eleganckiego śmigu - nóżka przy nóżce tak, że na butach od wewnętrznej strony musiałem przynitować aluminiowe blachy, aby nie ściąć zupełnie cholewki. Kolega, którego syn pracował w hurtowni Bachledy namówił mnie swego czasu na kupno Salomonów z prolinkami. Dziubki zakręcone do środka. Narta za pół ceny, z wysoką oceną Bachledy. Kupiłem, a już na zachodzie nastawała era karwingów, ale ja biedny o tym nie wiedziałem. Zresztą jak w tym samym sezonie pojechałem na nich do Cervinii, to wszyscy jeszcze tam mieli taką samą boazerię, tylko tańszą. A może nie zauważyłem nowej mody.

Wreszcie nastała karwingomania. Zmieniliśmy z żoną styl. Dążymy do "idealnego" karwingu w każdych warunkach, tzn. już głównie na struksiku, ale o odpowiedniej stromiźnie, aby nie było nudy. Jakoś się jeździ. Może jeszcze nowy sprzęt. Tylko jakie narty? Wybierz tu człowieku narty uniwersalne. Długi i krótki skręt na niezłej, amatorskiej szybkości. Trzymanie na "lodzie". Miękkość w puchu i na muldach(bo mogą się zdarzyć!). Nie mogą szybko stracić sprężystości, rozlecieć się w drzazgi, kosztować 4 tys. itp. Uff! Ale się napisałem. A to wszystko przez te narty!

Pozdrowienia



Temat: ortografia - inne podejscie
Cześć! Nie widzę sensownego powodu, dla którego taka zmiana byłaby
potrzebna. Ania

nie będę już was tutaj zawalał tym co było w poprzednich
wątkach, powiedzmy że się z wami zgadzam, i narazie
odpuszczam sobie jakiekolwiek poważne zmiany, w rezultacie
ktĹŻrych to nowe pismo było by zupełnie niepodobne do starego

optuję tutaj za zmianą ortograficzno - kosmetyczną, czyli
znowu to nieszczęsne "ó"
jak się dowiedziałem czesi wywodzą swoje "ĹŻ" z takich
samych, lub podobnych historycznych pobudek co nasze "ó"

więc proponuję zastąpić naszą literę wersją czeską

co wy na to ?
i dlaczego nie ?

[[żadne pozostałe reguły ortograficzne się nie zmieniaja,
poprostu mechanicznie ó na ĹŻ ]]

na przypatrzenie się daję jakiś artykĹŻł z Onetu:
przeczytajcie i powiedzczie czy się trudniej czyta

PAP/26 stycznia 2005 13:50

MP: Małysz mistrzem z rekordem skoczni

Adam Małysz (KS Wisła Ustronianka) zdobył w środę w Szczyrku
tytuł mistrza Polski w skokach narciarskich na średnim
obiekcie.

W bardzo trudnych warunkach, przy padającym nieustannie
śniegu i porywistym wietrze, przeprowadzono tylko jedną
serię mistrzowskiego konkursu. Zdecydowanie najdłuższy skok
oddał Małysz, ktĹŻry osiągając odległość 93,5 m wyrĹŻwnał
rekord skoczni Skalite, należący do Krystiana
Długopolskiego.

Długopolski (AZS AWF Katowice), ktĹŻry rekord ustanowił przed
czterema laty, w środę popisał się także znakomitym skokiem,
osiągając 89,5 m, co dało mu tytuł wicemistrza Polski.
Brązowy medal zdobył 17-letni Kamil Stoch (LKS Poroniec)
skacząc 86 m.

Konkurs rozpoczął się punktualnie, ale gwałtowne podmuchy
wiatru spowodowały, że kilkakrotnie trzeba było zatrzymywać
zawodnikĹŻw na belce startowej, oczekując na poprawę
warunkĹŻw. Z uwagi na wiatr zawodnicy ruszali z pierwszej,
najniższej belki startowej i rozpoczynający konkurs młodsi,
mniej doświadczeni skoczkowie lądowali w granicach 60.
metra.

Emocje rozpoczęły się dopiero kiedy na rozbiegu zaczęli
pojawiać zawodnicy krajowej czołĹŻwki. Kilkutysięczna
publiczność, ktĹŻrej nie odstraszyło przenikliwe zimno i
śnieżyca, owacjami i dźwiękiem trąbek kwitowała każdą udaną
prĹŻbę, cały czas oczekując jednak na kulminacyjny moment
konkursu, czyli skok Adama Małysza. Zdecydowany faworyt
spokojnie czekał na swoją kolej, ale zanim pojawił się na
belce, sporo emocji dostarczył widzom rekordzista skoczni,
Krystian Długopolski.

Zawodnik katowickiego AZS AWF "przeskoczył" o pięć metrĹŻw
dotychczasowego lidera, Mateusza Rutkowskiego osiągając
odległość 89,5 m. Ponieważ Długopolski przekroczył 95
procent tzw. punktu HS (odległości bezpieczeństwa), ktĹŻra na
skoczni Skalite została wyznaczona na 93 metrze, jury
musiało przerwać konkurs i podjąć decyzję o ewentualnym
obniżeniu belki. Po krĹŻtkiej naradzie uznano, że można
bezpiecznie dokończyć pierwszą serię, tym bardziej, że na
swoje prĹŻby oczekiwało już tylko trzech skoczkĹŻw.

Z tej oczekującej na start trĹŻjki nie powiodło się tylko
Matei, ktĹŻry miał słaby skok (74,5 m, 88 pkt. - 17.
miejsce). Kamil Stoch zapewnił sobie pierwszy w karierze
medal mistrzostw Polski, a zamykający pierwszą serię Małysz
był bardzo bliski ustanowienia rekordu skoczni, wyrĹŻwnując
go i zapewniając sobie bezapelacyjne prowadzenie.

Wzmagający się wiatr i coraz mocniej sypiący śnieg nie
pozwolił już na przeprowadzenie drugiej, finałowej serii. Po
krĹŻtkiej naradzie jury postanowiło uznać wyniki pierwszej
serii za ostateczną kolejność mistrzostw Polski w konkursie
na średniej skoczni. Zdystansowani wyraźnie przez Adama
Małysza rywale będą wkrĹŻtce mieli okazję do rewanżu, bowiem
już 8. lutego, w Zakopanem, odbędą się mistrzostwa kraju na
dużej skoczni.

Wyniki mistrzostw Polski na skoczni Skalite (K-85)

 1. Adam Małysz (KS Wisła Ustronianka)      - 128,5 pkt
(93,5 m)
 2. Krystian Długopolski (AZS AWF Katowice) - 124,5 (89,5)
 3. Kamil Stoch (LKS Poroniec SMS)          - 118,5 (86)
 4. Mateusz Rutkowski (TS Wisła Zakopane)   - 113,0 (84,5)
 5. Wojciech Tajner (KS Wisła Ustronianka)  - 111,5 (83,5)
 6. Marcin Bachleda (AZS AWF Katowice)      - 110,5 (83)
 7. Grzegorz Sobczyk (AZS AWF Katowice)     - 103,5 (81,5)
 8. Mateusz Wantulok (KS Wisła Ustronianka) - 102,5 (81,5)
 9. Tomasz Pochwała (AZS AWF Katowice)      - 101,5 (79,5)
10. Paweł Urbański (Start Krokiew Zakopane) -  99,5 (79)
...
15. Stefan Hula (SSR SokĹŻł Szczyrk)         -  89,0 (74)
17. Robert Mateja (WKS Zakopane)            -  88,0 (74,5)
21. Tomisław Tajner (AZS AWF Katowice)      -  77,0 (70,5)

Foto: Australian Open: Dzień 10.

Foto: Szarapowa, Hantuchova...

Oberstdorf, Garmisch-Partenkirchen, Innsbruck,
Bischofshofen... Tam rodzą się legendy skokĹŻw narciarskich,
tam o prestiż i pieniądze rywalizują najlepsi zawodnicy na
świecie. Sprawdź swoją wiedzę w quizie na temat Turnieju
Czterech Skoczni!

Relacje na żywo, wyniki, tabele, statystyki, kompletne
składy drużyn i dużo więcej... Zobacz interaktywne serwisy w
wersji flash ligi angielskiej, ligi niemieckiej i ligi
hiszpańskiej!