Wyświetlono posty znalezione dla słów: szablon Prezydenci Rosji





Temat: Polityka
Nie no ja cię rozumiem całkowicie. Idąc tym tropem można też stwierdzić, że w 39 Niemcy też się bronili wyłącznie odpowiadając na "atak" na pocztę Gdańską i radiostacje w Gliwicach.

Takie pytanie - Gruzja odzyskała niepodległość i stała się wolnym państwem 9 kwietnia 1991 roku, to nie trochę dziwne,że dopiero po 18 latach od niepodległości, nagle jakaś prowincja sobie przypomina, że oni wcale nie są częścią Gruzji.
Trochę to bezsensu, nie?

Sprawa wygląda tak,że Osetia, Abchazja oraz Adżaria są częścią Gruzji, tak jak Wielkopolska, Mazowsze czy Śląsk są częścią Polski.
Natomiast całe halo dotyczy strefy wpływów w tamtym rejonie. Po odzyskaniu niepodległości Gruzja odsunęła się nieco od Rosji (choć były prezydent- i były radziecki minister spraw zagranicznych - Eduard Szewardnadze wstapił do WNP) więc Rosja zachowała się jak typowy pies ogrodnika - albo odzyskać, albo zniszczyć i nie dać nikomu innemu.
Stąd wojny domowe które od dłuższego czasu targaja tym krajem.

Widzisz Kantku, tu nie można patrzyć na sprawę szablonem " kto pierwszy oddał strzały" bo to inny świat. Zacznij patrzyć na ten konflikt z innego punktu widzenia - kto na nim zyska i dlaczego. Pierwsze strzały oddali rosjanie - nie kałaszem, ale polityką i swoimi agentami.

Dunn



Temat: Sendeckiego rozmowy z Żydówkami

czekam na rewanż

Jessu, napina się pan jak na ringu, a ja nigdy nie miałem zamiaru rzucać rękawicą... Pisze pan tak, jakby zależałoby panu na wyjaśnieniu, że ciepłe uczucia jakie żywią 'polscy narodowcy' w stosunku do Rosji, narodu rosyjskiego i władz Kremla nie są niczym zdrożnym.. Otóż ja, jako obywatel kraju, który znajdował się pod rosyjską okupacją prawie 180 lat uważam podobnie... Rosjanie to nasi przyjaciele, zawsze nimi byli, są nimi nawet teraz, nie przyznając się skwapliwie do zbrodni katyńskiej, w nadziei, że tacy 'narodowcy' jak pan zrzucą ją w całości na Żydów... Zresztą kto by tam pamiętał o takich zaszłościach, skoro przed nami rysuje się piękna, kolorowa przyszłość, usilnie sponsorowana nam od czasów transformacji ustrojowej przez takich patriotów jak pan.. Nie dziwi mnie też zbieżność jaką wykazujecie z Kremlem w dbaniu o interesy naszej ojczyzny.. Rosjanie byli przeciwko wstąpieniu do NATO - 'polscy narodowcy' też, Rosjanie byli przeciw Polsce w Unii Europejskiej - 'polscy narodowcy' też, Rosjanie byli przeciwko tarczy antyrakietowej - 'polscy narodowcy' również, przykłady narodowo-endeckiego patriotyzmu kremlowskiego można by jeszcze długo mnożyć... Niestety Polacy nigdy nie docenili waszych starań i to chyba dlatego ugrupowania "narodowo-patriotyczno" rzadko kiedy przekraczają magiczną granicę jednej dziesiątej procenta poparcia społecznego...

Wie pan, ja doskonalę zdaję sobie sprawę z waszych sympatii i antypatii politycznych... I po części znam wasze życiorysy, odrysowywane według jednego szablonu.. A propos - zna pan Bolka Tejkowskiego?...

Bolesław Tejkowski (ur. 15 grudnia 1933 w Kruszwicy) - socjolog i polityk.

Urodzony w rodzinie o tradycjach endeckich. Założyciel Polskiego Związku Wspólnoty Narodowej, jeden z uczestników Października '56 w Krakowie. Pierwotne imię Bernard zmienił na Bolesław w latach 60. Członek i działacz PZPR , tajny współpracownik służb bezpieczeństwa Polski Ludowej. Od 1990 roku przewodniczący nacjonalistycznego stronnictwa - Polska Wspólnota Narodowa, powstałego z PZWN. Zagorzały przyjaciel Rosji i zwolennik polityki Kremla. Działacz Międzynarodowego Komitetu Słowiańskiego i Soboru Wszechsłowiańskiego. W wyborach prezydenckich w 1995, 2000 i 2005 nie zebrał wymaganych 100 tys. podpisów popierających jego kandydaturę. W 2002 nieskutecznie ubiegał się o stanowisko prezydenta Stargardu Szczecińskiego. W 2006 roku połączył swoją Polską Wspólnotę Narodową z Stronnictwem Narodowym - OPN Bohdana Poręby i stanął na czele nowego ugrupowania Stronnictwo Narodowe - Polska Wspólnota Narodowa (SN - PWN)

Autor książek: Walka o Polskę i Geopolityczne uwarunkowanie wspólnot słowiańskich.





Temat: ZBRODNIA W IMIĘ WYŻSZYCH CELÓW.
ZBRODNIA W IMIĘ „WYŻSZYCH CELÓW“
11. sierpnia 2008

Walki rosyjsko-gruzińskie w Osetii Południowej pokazały, że obszary separatystyczne stanowią stałe źródło konfliktów
Twierdzi się, a mieliśmy okazję usłyszeć to również od przedstawicieli Rosji, że tam gdzie postanie noga rosyjskiego żołnierza, Rosja będzie już władać. Nie powinniśmy demonizować takich szablonów; jak wiadomo, na początku dziewiętnastego wieku rosyjscy kozacy doszli aż do Paryża – ale zarazem ciekawa jestem czy ktoś wyprowadzi rosyjską 58. Armię z Osetii Południowej, i jak. Sądzę, że nikomu nie uda się to ot tak, ale prawdę powiedziawszy, ciągle jeszcze mniejszą katastrofą będzie to gdy wojna prowadzona przez Rosję przeciwko Gruzji skończy się tylko na tym, że w Osetii Południowej zamiast „błękitnych hełmów” Wspólnoty Niepodległych Państw nadal będą żołnierze regularnej armii rosyjskiej. Wojna może bowiem doprowadzić do czegoś znacznie, znacznie gorszego.
Moskwa po stronie separatystów Jeżeli Rosja twierdzi, że nie prowadzi wojny przeciwko Gruzji, lecz zapobiega „katastrofie humanitarnej“, jej przedstawiciele powinni następnie wyjaśnić, dlaczego bombardują infrastrukturę wojskową i obiekty cywilne poza Osetią Południową, czasem setki kilometrów dalej, albo dlaczego prowadzą desant żołnierzy w Abchazji. Oczywiście można zadać więcej pytań. Na przykład: Dlaczego, w imię zachowania swej integralności terytorialnej Rosja prowadziła wojnę z separatystami w Czeczenii – a obecnie jej żołnierze walczą po stronie separatystów przeciw integralności terytorialnej Gruzji.
Pytanie te mają jednak charakter raczej retoryczny, gdyż już od rozpadu ZSRR wiemy, że Rosja chętnie wspiera separatystów w swych niegdysiejszych republikach, że zaopatruje ich w broń, informacje wywiadowcze, pieniądze i zapewnia bardziej lub mniej zawoalowane wsparcie. Nie chodzi tu tylko o Osetię Południowa, ale także np. Abchazję czy mołdawskie Naddniestrze – separatystyczne „państwa“, które na początku lat dziewięćdziesiątych oderwały się od swego organizmu państwowego, ale których suwerenność nie została uznana przez społeczność międzynarodową, i gdzie rozlokowane są rosyjskie „błękitne hełmy”. Gniazda potencjalnego konfliktu, pewnego rodzaju pośrednie rosyjskie „kolonie“, które nawzajem się wspierają, nawzajem wysyłają sobie obserwatorów wyborów, których świat nie uznaje, zaś dla państw macierzystych stanowią znaczny problem. Dlatego teraz potencjalny konflikt w Osetii Południowej, który latami tlił się pod powierzchnią i czasem z lekka wybuchał w postaci potyczki, teraz wybuchł na całego. Strona rosyjska twierdzi, że chroni swych obywateli, którzy stanowią – lub stanowili – prawie osiemdziesiąt procent mieszkańców Osetii Południowej. Jawnie próbuje w ten sposób obejść fakt, iż jej żołnierze wkroczyli na terytorium innego państwa i walczą z jego armią, co zasadnie zwykło nazywać się zbrojną napaścią, przeciw czemu społeczność międzynarodowa bezspornie powinna ostro zaprotestować. Rosjanie twierdzą, że przyczyną ich akcji zbrojna interwencja wojsk gruzińskiego prezydenta Saakaszwili przeciwko południowoosetyńskiej stolicy Cchinwali. Dlaczego właściwie Saakaszwili wysłał żołnierzy do Cchinwali – po tych wszystkich latach kiedy Osetia Południowa wprawdzie formalnie była częścią Gruzji, ale w rzeczywistości istniała jako samodzielna enklawa? Wprost uprzedzam, że uważam to za krok nieodpowiedzialny, wręcz przestępczy [lub zbrodniczy – przyp tł.], który w niczym nie pomógł, a którym prezydent Gruzji wyrządził szkodę zarówno swojemu krajowi, jak i przede wszystkim nieszczęśliwym ludziom z Cchinwali.
Gruziński prezydent miał kilka powodów do interwencji. Już to własne słowa: przed pięciu laty, po „rewolucji róż” został wybrany prezydentem pod hasłem przywrócenia integralności terytorium gruzińskiego. W przypadku Adżarii udało mu się to stosunkowo łatwo – jego blok wyborczy wygrał tam wybory, miejscowy prorosyjski dyktator Abaszydze zbiegł do Moskwy a Adżaria przestała być „lennem“ Abaszydze, gdzie w istocie obowiązywały własne prawa.
Tyle, że z Adżarią – w odróżnieniu od Abchazji i Osetii Południowej – Gruzja nie prowadziła wojny na początku lat dziewięćdziesiątych. A adżarska ludność nie tęskniła za przyłączeniem do Rosji i nie dysponowała sowieckimi ani rosyjskimi paszportami; problemem była miejscowa dyktatura, a nie tęsknoty separatystyczne. [Odrębność Adżarii od reszty Gruzji ma charakter wyznaniowy, a nie etniczny – przyp. tłum.]
W Osetii Południowej rządził i rządzi prorosyjski, de facto marionetkowy reżim, a niewielkie terytorium jest jednym wielkim czarnym rynkiem, region nie odprowadza podatków do budżetu państwa a jurysdykcja gruzińska tam nie sięga.
Umotywowane politycznie podżeganie do konfliktu Bezpośrednią przyczyną ataku na Cchinvali według strony gruzińskiej były ataki separatystów na gruzińskie wsie, do których dochodziło od początku lata, a w ostatnim tygodniu doszło do ich gwałtownej eskalacji. Jeżeli rosyjska strona mówi o „czystkach etnicznych“, to chodzi o retorykę propagandową – ani wspomnianych ataków separatystów osetyńskich nie można określić mianem czystek etnicznych; jest jasne, że chodziło o umotywowane politycznie podżeganie do konfliktu. A to, że jakoby gruzińska armia wpadła do Cchinwali celem wygnania lub wytępienia Osetyńczyków, jest zupełnym nonsensem.
Operacja miała „przywrócić porządek konstytucyjny“ na problematycznym terytorium – i nawet nie ma się co dziwić, że moskiewski ruch Memoriał (który trudno podejrzewać o sympatie dla Kremla) na oświadczenie to zareagował odmownie i ostro: To samo już słyszeliśmy na temat Czeczenii, piszą sygnatariusze.
Saakaszwili, swoim niezrozumiałym, choćby i uzasadnionym krokiem dał Kremlowi pretekst do ataku. Nawiasem, moskiewscy neonaziści natychmiast zareagowali okrutną kampanią przeciwko Gruzinom i ludziom z Kaukazu w ogóle. A mieszkańcy Osetii Południowej, z powodu których rzekomo rozgrywa się ta wojna? Stracili domy, wielu straciło życie, a prawie połowa z nich uciekła do Rosjia. Trudno to postrzegać inaczej niż jako zbrodnię w imię „wyższych celów“.
***
Autorka odwiedza Gruzję (ostatni raz w maju br.), w 1999 roku była międzynarodowym obserwatorem wyborów w Batumi, w 2001 roku napisała scenariusz godzinnego filmu dokumentalnego o Gruzji
Petruąka Šustrová, komentator LN