Wyświetlono posty znalezione dla słów: Syzyfowe prace gotowce





Temat: Teksty
Oto fragment wywiadu z Kayah przeprowadzony na potrzeby pisemka "Tom kultury" przez Magdalenę Walusiak:
Tom kultury:Kiedy możemy spodziewać się DVD "Kayah Unplugged w MTV"?
Kayah:Pod koniec marca, już nie mogę doczekać się tej płyty, aczkolwiek muszę powiedzieć, że temat MTV trochę mnie zmęczył. Musiałam trochę odpocząć, przyjrzeć się temu z daleka. Kosztowało mnie to mnóstwo nerwów i pracy, ale efekt jest bardzo zadowalajacy. A co potem? Potem "Skała", nad którą już powinnam siedzieć, ale mi sie nie chce (śmiech). Melodie są gotowe, gorzej z tekstami. To zawsze syzyfowa praca i trwa bardzo długo, niekiedy nawet pięć miesiecy. Tyle czasu zajęło mi napisanie tekstu do piosenki "Prócz Ciebie nic" dla Krzyśka Kiljańskiego.[/b




Temat: dobry edytor WYSIWYG


Zapomnij. Twoje rozwiązanie ma jedną wadę - nie nadaje się dla prostych
pracowników, którzy nie chcą i nie muszą widzieć jakiegokolwiek HTMLa.
Owszem, nadaje się to może dla kogoś, kto ma być "firmowym łebmajstrem",
ale jeżeli mamy firmę, w której jest fafnaście osób odpowiedzialnych za


Na szczesice, to nie sa prosci pracownicy ;) W wiekszosci
doktorzy/profesorowie i inni [przyszli] noblisci :)

Produkuja dokumenty tekstowe w duzych ilosciach, raporty, podsumowania,
konferencje itd itd, wiec mysle ze:

1. prosze pisac zwykly tekst
2. wazne fragmenty mozna oznaczyc przez <b...</blub <i...</i
3. zdjecia wstawiamy piszac <?ImgLoc('nazwa.jpg')?
4. odnosniki piszac <?LinkLoc('strona2.php')?

to cos co typowy doktor nauk scislych umie zastosowac (a jezeli nie to
przyklady, support na miejscu itd).

Pozatym, to jedyne wyjscie, przeciez nie bede sam przpisywal dziesiatek
dokuemtnow .doc na XHTML - bo to syzyfowa praca, najpierw jedna osoba sie
meczy aby tekst pooznaczac w wordzie, a potem druga sie meczy aby te
zaznaczenia skasowac - a mozna to przeciez robic odrazu.

Dodatkowo, dla sekretariatu, kadr i innych mniej-technicznych dzialow sa
proste szablony, wpisujesz w <input /potrzebny tekst, klikasz OK i gotowe
- prosciej chyba sie nie da :) ?

System jest w trakcie budowy, tak naprawde dobrze to bedzie dzialal dopiero
za dluzszy czas (bo sam to robie i mam inne zadania), jak bedzie juz dawalo
ciekawe wyniki to sie pochwale na grupie i licze na konstruktywan ;)
krytyke...







Temat: Ankieta - ulubione... i nie tylko
1. Imię:Gosia
2. Wiek:15
3. Kolor oczu:piwne
4. Ulubieni aktorzy(do 3):Johny Depp,Orlando Bloom, Dewon Sawa
5. Ulubione aktorki(do 3):Ewa Longoria, Julia Roberts, Jessica Alba
6. Ulubiony serial:Lost, Gotowe na wszystko, Św.wg.Kiepskich
7. Twoje zwierzęta:pluszowy miś
8. Ulubiony sklep:Cropp Town, Butik, Tally Weil, H&M
9. Ulubione filmy(do 3):POTC, Władca Pierścieni, Scary Movie
10. Najnudniejszy film:Ring-japońska wersja;/Blair Witch Project
11. Ulubione książki(do 3):Eragon, Władca Pierścieni, twórczość Meg Cabot-all
12. Ulubieni bohaterowie książkowi(do 3):Aragorn, Frodo, Eragon
13. Ulubieni bohaterowie filmowi(do 3):Jack Sparrow, Jessi z Dude Where is my car, Sawyer z Lost
14. Najgorsza książka: Syzyfowe prace
15. Ulubione piosenki(góra trzy):I just wanna live,Unfaithful, Give it up to me;)
16. Ulubiony zespół muzyczny/wokalista:GreenDay,SeanPaul,Eminem,LinkinPark
17. Najprzystojniejsi aktorzy(do 3):Johny Depp,Orlando Bloom,Josh Holloway
18. Najładniejsze aktorki(do 3):Ewa Longoria,Keira Knighley, Jessica Alba
19. Ulubiony przedmiot szkolny:Angielski, Historia
20. Najładniejszy samochód:Porshe;)
21. Ulubiony film animowany:Św.Wg.Ludwiczka,
22. Ulubiona potrawa:pizza, lasagne, frytki
23. Ulubiony kolor:czarny, niebieski, zielony
24. Ulubiony sport do oglądania:nie lubie ogl.sportów...maybe skoki narciarskie
25. Ulubiony sport do uprawiania:pływanie, wspinaczka wysokogórska
26. Najgorszy aktor:e...nie wiem...
27. Najgorsza aktorka:Paris Hilton
28. Ulubiona zabawka z dzieciństwa:misie, samochodziki
29. Ulubiona gra komputerowa: Syberia, Prince of Persja
30. Ulubiony szampon do włosów:Sunsilk,Garnier

GOSIA:D dnia Pon 15:57, 04 Gru 2006, w całości zmieniany 1 raz



Temat: G. Rossy zależność czasu trwania imperium od czasu powstania
Dubitacjuszu,
podziwiam wytrwałość, ale nie sadzę byś doczekał się od GR konkretnych odpowiedzi na zadane pytania. To drążenie - to syzyfowa praca.
Dlatego nieśmiało postuluję byś tu dał sobie spokój a zaoszczędzoną energię skierował na tematy polityczne.
Estymacja parametrów funkcji regresji, a zwłaszcza regresji nieliniowej wymaga zachowania szczególnej dyscypliny formalnej i rzetelności. Między innymi rzetelnego opracowania danych statystycznych badanej próby, określenia tzw. punktów centralnych, zbadania charakteru rozkładu (normalność?),określenia kierunku i siły ewentualnej współzależności, przeprowadzenia odpowiednich testów itp.
Nie przypuszczam, że p.GR podszedł do tematu w ten sposób.
Przypuszczam natomiast, choć powtarzam to tylko moje przypuszczenie, że po prostu wrzucił (albo ktoś inny) na komputer (np.program Statistika) swoje jakieś niedopracowane dane i być może otrzymał jakieś gotowe parametry funkcji (do czego z niewyjaśnionych powodów nie chce się przyznać).
To by wyjaśniało również dlaczego nie potrafi( nie chce?) wyjawić skąd się wzięło 86%. Znowu przypuszczam, że program automatycznie poza parametrami funkcji regresji wyznaczył również tzw."współczynnik korelacji", określający siłę i kierunek współzależności badanych cech zjawiska. Wynik +0,86 wskazywałby, że jest dodatnia zależność korelacyjna między nimi, natomiast nie ma zależności funkcyjnej(wtedy wsp.korelacji musi wynosić 1=100%).
Nie jest w końcu ważne czy p.GR potwierdzi moją interpretację, czy znowu zacznie coś kręcić.
Ważne jest Dubitacjuszu byśmy nie brnęli w niepotrzebne bicie piany, które najczęściej towarzyszy temu polemiście.
Dlatego ja niniejszym kończę dyskusję w tym wątku i postuluję o to, co na wstępie.

PS. Dla wyjaśnienia - z zawodu jestem statystykiem od ponad 20 lat zajmujacym się modelami inwestycyjnymi.



Temat: GOSPODARCZO-SPOŁECZNE
Najpoważniejsze błędy w CV

Gazeta Wyborcza - 15-01-2009
Życiorys to nasza wizytówka dla pracodawcy. Ale nawet najlepsi fachowcy na rynku nie znajdą pracy, jeżeli będą popełniać błędy w CV.Podobno nie ma nic prostszego od napisania własnego CV. Wystarczy włączyć komputer, znaleźć kilka gotowych szablonów lub ściągnąć tzw. gotowca z sieci. Kolejny krok to wpisanie swoich danych osobowych i wysłanie gotowego dokumentu na wskazany przez pracodawcę adres mailowy.

Jak pisze "Gazeta Wyborcza" rzeczywistość pokazuje, że dla wielu osób stworzenie swojego profilu to droga nie do przejścia. Skutkiem tego jest ciągle milczący telefon od pracodawcy. I nasze narzekania, że nikt się do nas nie odezwał, a wysłaliśmy przecież kilkadziesiąt maili do najróżniejszych firm. Dlaczego tak się dzieje? Należy pamiętać o kilku szczegółach, na które większość kandydatów nie zwraca uwagi, a które od razu rzucają się w oczy konsultantowi np. adres e-mail, z którego nasze CV jest wysyłane

Błąd pierwszy: liski i sarenki odpadają

CV wysłane z konta "misiaczek007" "kotka57" lub "diabeł tasmański" wzbudza uśmiech rekrutera, ale niekoniecznie dobrze świadczy o przyszłej księgowej, kierowniku lub asystencie.

Jeden ze śląskich pracodawców z zażenowaniem wspomina ubiegłoroczne poszukiwania kilkudziesięciu pracowników do pracy biurowej w swojej firmie. Ich głównym zajęciem miało być utrzymywanie dobrych relacji z ważnymi klientami firmy. - Większość osób, które przysłały do firmy swoje CV kryła się za mailowymi pseudonimami. Czekałem na poważne oferty, a ludzie potraktowali mnie jak kolegę ze szkoły - mówi "Gazecie" właściciel firmy.

Szefowa działu kadr otrzymała polecenie, by nie zatrudniać żadnych "lisków", "sarenek" czy "miśków" i "grubasków", tylko osoby, które w profesjonalny sposób potrafią kontaktować się z pracownikami innych firm.

Błąd drugi: zdjęcia z wakacji

Oprócz podstawowych informacji o kandydacie równie ważne jest zdjęcie, które dodajemy do życiorysu. CV jest dokumentem i ma swoje określone przeznaczenie oraz format. Zdjęcie w życiorysie powinno być typowym zdjęciem paszportowym.

Błąd trzeci: tzw. informacje zbędne

Head hunterzy podkreślają również, że nie warto być zbyt szczegółowym w staraniu się o pracę. A wielu kandydatów wykonuje taką syzyfową pracę podejmując się bezcelowego trudu. Informacje dotyczące przebytych chorób, ich ilości, wieku członków rodziny oraz zawodu dzieci i współmałżonków czy też treści dotyczące posiadania danej marki samochodu, lub jego braku (z podaniem przyczyny dlaczego) również są informacjami zbędnymi dla pracodawcy. CV przede wszystkim powinno być ono klarowne i precyzyjne.

Błąd czwarty: 10 stronicowe opowiadania

Ilość nie zawsze przekłada się na jakość. To jedno z ulubionych powiedzonek łowców głów. 10-12 stronicowe CV są za zdecydowanie za długie nawet dla head hunterów. Wielu rekruterów nieoficjalnie przyznaje, że nawet nie odpowiada na takie oferty.

Życiorys powinien być estetyczny. Należy konsekwentnie stosować ten sam rodzaj i wielkość czcionki, równe akapity i odstępy. Warto wyróżnić najważniejsze informacje bądź podkreśleniem, bądź wytłuszczeniem. Opis doświadczenia zawodowego najlepiej jest opisać w formie jednozdaniowych odnośników dotyczących kluczowych funkcji i obowiązków. Wystarczy jedna strona. W przypadku osób z dużym doświadczeniem dwie-trzy.

Błąd piąty: chaos i powtarzające się błędy

Kolejnym czynnikiem dyskwalifikującym nasze CV jest brak uwzględnienia podstawowych wymagań pracodawcy tj. znajomości danego języka obcego, wymaganego stażu pracy czy ukończenia pożądanego kierunku studiów. Bezsensowne jest rozpisywanie się na temat obowiązków wykonywanych na stanowiskach, które w ogóle nie są związane z posadą, na jaką aplikujemy.

Czynnikiem dyskwalifikującym pracownika w oczach pracodawcy może być także brak staranności i chaos w strukturze CV.

Innymi czynnikami, które zniechęcają pracodawcę do poświęcenia uwagi kandydaturze są: błędy ortograficzne, gramatyczne, tzw. "literówki", brak dokładnych dat zatrudnienia, brak zaznaczenia numeru referencyjnego czy nazwy stanowiska w tytule maila lub samej aplikacji.



Temat: Temat - nie tylko czytaj, pomyśl.
Jednym z najczęściej spotykanych epitetów stosowanych przez elitę i kontrolowane przez nią media wobec adwersarzy politycznych jest określanie ich mianem mafii i złodziei. Jest w Szczecinku grupa ludzi których śmiem nazwać cynicznymi oszustami usiłującymi zbić polityczny kapitał na frustracji i rozgoryczeniu tzw. szarego człowieka i są oni przeciwieństwem mężów odpowiedzialnych za budowanie naszej małej ojczyzny . Na całe szczęście ta prosta filozofia nie odpowiada aspiracjom większości społeczeństwa, którą stanowią pracownicy najemni i tzw. narodowa klasa średnia (czyli w polskim przypadku osławieni "mali i średni" przedsiębiorcy). W takiej sytuacji użycie pojęcia-wytrycha „on jest z mafii” wobec każdego, kto sprawuje władzę, ułatwia krytykę - nie trzeba już wówczas żadnych argumentów.

Posługując się takim nazewnictwem na swój sposób mruga porozumiewawczo okiem do społeczeństwa mówiąc: "słuchajcie, jeśli macie już dość tych wszystkich politykierów, związkowców i innego tatałajstwa, które rwie się do żłobu, a nic nie umie, zaufajcie mi, ja jestem spoza układu". To oczywiście bajka dla grzecznych dzieci. Już przypadek Tymińskiego pokazał, iż w spoleczeństwie polskim po okresie kilkudziesięciu lat realnego socjalizmu pokutuje dziecinna nadzieja na przyjście bezstronnego arbitra jako alternatywy dla partyjnych kłótni.
Demokracja polega właśnie na tym, iż każdy głosuje na kogoś, kto działa zgodnie z jego interesem. Jednak sugerowanie, iż obrona praw bezrobotnych, bezdomnych czy pracowników najemnych może w obecnej sytuacji przynieść komuś jakiś oszałamiający wynik wyborczy, świadczy albo o naiwności formułującego taką opinię, albo o jego złej woli. Akurat ludzie biedni mają szczątkową świadomość własnego interesu i nie orientują się wcale w meandrach wielkiej polityki. Trudno też sobie wyobrazić, aby bezrobotni, samotne matki z dziećmi i inni znajdujący się w trudnym położeniu ludzie sponsorowali kampanię wyborczą . Osoby o słabym wykształceniu, zagubione w życiu, nie umiejące sobie poradzić do tego stopnia, iż grozi im utrata lokalu, zazwyczaj w ogóle nie biorą udziału w wyborach, bo nie dostrzegają związku między światem polityki a swoją sytuacją życiową. A jeżeli już, to decyzja ich jest z reguły oparta na tym, co podpowiedziano im "życzliwie" w mediach (np.:w „TEMACIE”), a nie na jakiejś osobistej refleksji. Jest to zjawisko odwrotnie proporcjonalne do tego co dzieje się wśród ludzi zamożnych i wyedukowanych. Wiedzą o tym dobrze różni szarlatani, którzy kokietują właśnie tę lepiej prosperującą część społeczeństwa, co na wybory chadza, a w swojego ulubieńca gotowa jest inwestować gotówkę zarobioną na słabo opłacanym „niewolniku”.

Różne społeczeństwa tworzą różne Państwa - to wiemy wszyscy. Jednak, kto wchodzi w skład tych społeczeństw uchodzi naszej uwadze. Statystyki podają ile procent społeczeństwa to; mężczyźni, kobiety, emeryci, ludzi z wyższym wykształceniem lub bez, mieszkających w mieście lub na wsi, pracujących, pozostających bez pracy itp. itd. Żadne jednak statystyki nie mówią nam nic o potencjale czyli wartości twórczych danych społeczeństw a jest to przecież sprawa najistotniejsza z punktu widzenia szans rozwoju kraju. Nie jest też taką miarą ilość ludzi wykształconych, bo poziom wykształcenia niestety nie idzie w parze z poziomem inteligencji. Jest bardzo wielu profesorów ale bardzo mało z nich reprezentuje jakieś pozytywne wartości. Większość naszego społeczeństwa, to ludzie bardzo egoistyczni, samolubni, małostkowi, konserwatywni, pozbawieni wyobraźni czyli mało inteligentni. A ponadto; leniwi, zazdrośni, zawistni i mściwi i dlatego ciśnie się na usta słowo - podli. Oczywiście wielu z Was, którzy to czytają, jak i ja, który to piszę, będziemy się buntować, mówiąc - nas to nie dotyczy. Niestety dotyczy. Każdy z nas, zwykłych ludzi jest tak właśnie przez innych postrzegany i to niezależnie od tego; co ma lub posiada. Tylko idol jest oceniany inaczej, bo jest "święty"(czytaj wybawca). Oceny pozytywne otrzymujemy rzadko, bo większość z nas ocenia "sercem" a nie umysłem i dlatego, aby je otrzymać musimy sobie na nie zasłużyć, czyli zdobyć sympatię oceniających. A na to recepta jest bardzo prosta. Wystarczy mówić i robić to, czego wszyscy oczekują. I tak powstaje błędne koło. Ciśnie się jednak na usta słowo współdziałać, ponieważ działanie w pojedynkę może oznaczać syzyfową pracę, prowadzącą do samounicestwienia, a w grupie przecież raźniej i skuteczniej.

Dlaczego więc politycy nie mogą ze sobą współpracować? Otóż mogą i co więcej współpracują – ale nie wszyscy. W szczecineckiej Radzie Miasta problemów we wszystkim doszukuje się jeden radny, a w Radzie Powiatu drugi radny. Obaj panowie są ulubieńcami czytelników „TEMATU”, co więcej poprzez pewne publikacje robią mieszkańcom wodę z mózgu. Szkoda mi tylko tych którzy dają się nabierać na słowa i to takie które sami mogliby wypowiadać – ale niestety nie mają przepustki na platformę.