Wyświetlono posty znalezione dla słów: Syzyfowe prace Czas akcji





Temat: Ksi¹¿ka!
W ostatnim czasie czytałem "Syzyfowe prace" i "Latarnika". Jeśli chodzi o Syzyfowe prace to nie doczytałem do końca i ta lektóra jakoś mi się nie podobała. Moim zdaniem była troche nudna i autor za bardzo opisywał przeżycia bohaterów oraz opisach miejsc. Akcja toczyła się tylko w dwóch różnych szkołach i nie była zbyt interesująca. A jeśli chodzi o nowele Sienkiewicza "Latarnik" to już bardziej mnie zainteresowała i była znacznie fajniejsza. Nieprzeczytałem jedynie fragmentów "Pana Tadeusza" jeśli chodzi o mnie to powieść poważna nie jest dla mnie nie potrafie czytać (może i nie chce). Strasznie mnie nudzą tego typu książki. Próbowałem czytać "Krzyżaków" ale skończyłem na 20 stronie i miałem dość.
Nio to by było na tyle.

-----------------------
Pozdawiam
Pchełek
(usmiechniety89)



Temat: Kącik książkowy
HP to dość ciekawa seria, przynajmniej dla mnie. Pasuje mi taki typ książki, gdzie cały czas jest jakas akcja, a nie jak np. "W pustyni i w pusczy", te opisy przyrody powodowały u mnie natychmiastowa senność, nie mogłem sie na tym skupić. "Syzyfowe prace" - nie lepiej. Miałem kontakt z 2 książkami Żeromskiego, tą 2 przeczytałem tylko dlatego, że miała 15 stron (o jakimś doktorze, co po śmierci jakiejś swojej sympatii sprzed lat zwolnił gosposie i chlał dalej). Nie wiem czy w LO są też jakieś lektury Stefana, ale już dzisiaj wiem, że jak sa to będe czytał streszczenie





Temat: Eksploracja jaskiniowa na Jurze

... Czy ktoś bierze udzial w akcjach sprzątania jury, jaskiń itp?
Uwarzam że takich akcji jest za mało - może wtedy by zmieniła się mętalność ludzka.

Nie biorę ponieważ nie mają one większego sensu - przeważnie zgania się kupę dzieciaków które ganiają z workami, zbiorą trochę śmieci z wierzchu, a worki zostają przy drodze i za jakiś czas ktoś/coś je targa i śmieci rozwiewa wiatr
Natomiast w sezonie jeżdżę zazwyczaj codziennie wieczorem rowerkiem i coraz częściej biorę mały plecak i sprzątam 'moje' ścieżki, ale to syzyfowa praca - po weekendzie zaczynam zabawę od nowa...
Bez porównania większe znaczenie ma edukacja by śmieci nie rzucać w krzaki/do lasu/rowu/... i tutaj jedyna nadzieja. Jesienią minionego roku odsłanialiśmy Skałki Rzędkowickie, aktualnie to samo robimy w Mirowie, zapewne nie zdajecie sobie sprawy ile tam w jałowcach było najróżniejszych butelek, papierków, puszek, itp.


możesz coś bliżej ? ja nie jestem od dłuższego czasu w towarzystwie i chyba mnie coś ominęło
Cóż Mariusza B. osobiście nie znam, ale ciężko nie zauważyć jego aktywności netowej i przy kilkukrotnej próbie skonfrontowania owych informacji w czasie rozmowy m.in. ze wspomnianym Jerzym Zygmuntem, czy też osobami związanymi z Parkami wyłania się obraz osoby nie do końca wiarygodnej...



Temat: Opowieść filozoficzna, z wątkiem autobiograficznym
A ja wole Kamienie od Syzyfowych Prac.
Był troje przyjaciół Rudy, Zośka i Alek. Wszyscy byli harcerzami, a jak zaczęła się wojna to walczyli. Z początku nie robili jakiś bardzo dużych szkód... rysowali żółwie, zrywali niemieckie flagi, brali udział w akcjach Małego Sabotażu, a potem to się rozkręcili i zaczęli czynnie brać udział w wojnie. Potem gestapo złapało Rudego i znęcali się nad nim, żeby uzyskać jakieś informacje, jego przyjaciele go odbili( w akcji pod Arsenałem, podczas której Alek dostał kulą, ale jeszcze żył )potem kilka dni Rudy i Alek byli w szpitalu, aż obydwoje umarli tego samego dnia. Po jakimś czasie zrozpaczony Zośka też umarł przy jakiejśtam innej akcji koniec.




Temat: Luźne rozmowy na różne tematy

Ile frakcji?
Jednakże zastanówmy się dobrze ile walk pomiędzy graczami było dobrze rozegranych?
To MG ma więcej radości z czytania obu stron niż sami gracze z grania
Nie powiedziałbym.

Tyle odnośnie posta, teraz co ja sądzę:
Porządne reaktywowanie forum wymaga:
krok 1) archiwizacja
a) dopisanie zakończeń misji (dyktat GM) - trudność 2/5
b) napisanie streszczeń WSZYSTKICH misji i ustalenie timeline'u 5+/5, syzyfowa praca
c) napisanie PORZĄDNEGO i konkretnego wykazu chronologii gry, który uwzględnia wszystkie wydarzenia które powinny być wiadome obu stronom 4/5.

krok 2) rekrutacja
a) znalezienie zainteresowanych grą 1/5
b) zmobilizowanie ich do gry 6/5, Rag coś już o tym wie.

krok 3) przesunięcie kalendarza
a) krok moim zdaniem niezbędny, postawienie grubej kreski i popchnięcie akcji do przodu o miesiąc 0/5
b) Dyktat GM ustala co się wydarzyło przez ten czas 3/5
c) gracze zobowiązani są do opisania co robiły ich postacie przez ten czas
2/5, wystarczy zatwierdzić

krok 4) porządki we frakcjach
a) aktualizacja stanu przynależności planet i flot 4/5 - cyferkologia
b) remanent systemu gospodarki 4/5

krok 5) rozpoczęcie gry
a) obrady wszelkiego rodzaju rad i senatów i ustalenie co dane frakcję mają zamiar robić...[/quote




Temat: BAS w Redlowie
przy obecnej aktywności graficiarzy akcje malowania nowego maskowania armat będą powtarzane co roku...
W tym roku zamiast skupić się na odrestaurowaniu kolejnej działobitni połowę czasu spędziliśmy na usuwaniu bazgrołów z armaty, która została odmalowana w zeszłym roku. Taka syzyfowa praca, ale jest przynajmniej okazja do spotkań ze znajomymi
Jak by co, to przed kolejną akcją dam cynk na tym forum.



Temat: Kosze na śmieci
Jeżeli chodzi o nieskoszoną trawę to niestety jeszcze jakiś czas trawa nie będzie koszona z powodu zepsutej kosiarki i braku funduszy na nową. A jeśli chodzi o akcję zimowego odśnieżania to jest to syzyfowa praca. Chodnik jest wcześnie rano odśnieżony a potem jedzie pług czyści jezdnię i niestety przy okazji znowu zasypuje chodnik. Już była poruszana sprawa wolniejszej jazdy przez pługi aby nie zasypywały chodników ale ktoś widocznie nie ma siły przebicia.



Temat: Co czytacie?
No, to musi być fajne. Najlepsze książki to właśnie takie, w których przez cały czas coś się dzieje, jest niezbyt dużo opisów, a jeśli już jakiekolwiek są, to żywe i opisujące akcję.
Póki co, przymierzam się do czytania "Kłamstw Locke'a Lamory" ("Pośredniczkę" odłożę chyba na wakacje). Przeczytałam fragment i spodobała mi się. Jak na razie muszę jeszcze dokończyć "Syzyfowe prace" i czeka mnie obejrzenie filmu :/ Robię postępy: jestem już na 94 stronie :lol:
Polonistka właśnie oznajmiła, że będziemy przerabiać jeszcze jedną lekturę, a mianowicie zamieszczone w podręczniku fragmenty "Balladyny". Umieram! Niech ktoś mi pomoże!!!




Temat: Humor szkolny

Danusia, chciałabym się znaleźć na Twoich lekcjach Moi koledzy piszą tylko, że Bolesław Prus to słynny polski impresjonista, a Sienkiewicz- symbolista.

Pascal był żeglarzem, Niemcewicz zakonnikiem, akcja "syzyfowych prac" dzieje się w czasie II wojny światowej

klasa z rozszerzonym polskim!




Temat: [G] MAPA MIASTA
Na potrzeby jednego opowiadania narysowałem plan Miasta, w którym rozgrywa sie akcja universum Thiefa.
Mapa jest zrobiona w lekko "złodziejski" sposób, czyli nie ma co się spodziewać super wyskalowania itd, to raczej pogląd porządkujący wyobraźnię.
enjoy ;P
PS: mapa nie musi sie zgadzać z tym, co widzieliśmy w grach. Nie dość, że one same nie są zgodne ze sobą, to w dodatku odwzorowanie wszystkiego w 100% by było syzyfową pracą. Ponadto mapa przedstawia Miasto w czasach dzieciństwa Garretta... sam ją zresztą narysował... ale o tym poczytacie w opowiadaniu (jak je napiszę, hehe).
PS2: mapa nie obejmuje terenów poza Miastem, co nie znaczy, że one nie istnieją.
PS3: radzę oglądać to na lupie, ze względu na małe szczegóły.

Co o tym wszystkim myślicie?





Temat: Stefan Żeromski
Ja nie czytałam "Syzyfowych prac". Jakoś nie omawialiśmy tego na lekcjach a z własnej, nieprzymuszonej woli nie sięgałam i chyba już nie sięgnę.
Natomiast czytałam "Ludzi bezdomnych" i "Przedwiośnie" jako, że są to lektury w liceum.

"Ludzie bezdomni" to jak dla mnie nic specjalnego. Nie zachwyciły mnie a momentami wręcz gubiłam się w fabule. Mnóstwo tam symboli i odniesień. Nawet tytuł nie jest wbrew pozorom taki oczywisty, ale żeby zrozumieć go w pełni trzeba książkę przeczytać. Czasem było tak nudno, że nie dało się czytać, np: pamiętnik Joasi Podborskiej, który ominęłam
Niemniej jednak właśnie z tej lektury pisałam maturę próbną i aż sama byłam zdziwiona, że tak dużo pamiętałam

"Przedwiośnie" to już zupełnie coś innego jak dla mnie. Czytało się lepiej i przystępniej. Już nie było takich przeraźliwie nudnych momentów a i sama treść jakoś łatwiej dała się zapamiętać.

Jeśli mam wybierać to zdecydowanie "Przedwiośnie". Notabene, ciekawe jest to, że te dwie książki cały czas mi się mylą: bohaterowie, akcja, jakieś fragmenty powieści o_O



Temat: Syzyfowe prace

W 1991 roku Amerykanie i ich sojusznicy przez ponad 40 dni
prowadzili naloty na Irak a nastepnie przeprowadzili
gigantyczna ofensywe przeciwko jego armi ladowej, uzywajac
sil jakie nie byly uzyte od czasu II wojny swiatowej. Po 7
latach okazuje sie, ze wszystko to trzeba powtarzac.
Zastanawia mnie skutecznosc akcji militarnych. Jak dotad
byly w stanie tylko i wylacznie odsunac zagrozenie irackie
od Kuwejtu i Arabii Saudyjskiej. Nie spowodowaly natomiast
trwalego rozwiazania problemu. Jak czesto trzeba bedzie
takie ataki powtarzac i czy ma to w ogole jakis sens?
Pozdrawiam
Rafal





Temat: Program naprawczy- zestaw cwiczeń kl. III gimnazjum
Rozwiązanie zadań należy dostarczyć do 22 maja 2008 r. Więc bardzo proszę jeśli ktoś by umiał rozwiązać któreś z zadań bym był bardzo wdzięczny.

1. Określ czesci mowy i czesci zdania w podanych nizej zadaniach.
a) Po obiedzie czytałem ciekawą książkę.
b) Promień słoneczny zajrzał przez wysokie okno.
2. Odmień przez przypadki w l.poj i l.mn. rzeczowniki: mróz i droga.
3. Z podanego tekstu wypisz do tabeli zdania i równoważniki zdań.
- Zapraszam na herbatkę.
- Wieczorem?
- Najlepiej. Wtedy będę miała wolny czas.
4. Spośród podanych wyrazów wyróżnij:
(niech, nad, oraz, hura, zza, oj, iż, ładnie, by, staw)
-spójniki:
-wykrzykniki:
-partykuły:
-przyimki:
5. Określ rodzaje zdań złożonych, nazwij je.
a) Czuł coś takiego, co czuje zwierz.
b) Morze burzyło się, bo przypływ wzbierał.
c) Kto bywa na koniu, bywa i pod koniem.
d) Pójdę na spacer albo obejrzę film.
e) Odrobię lekcję i pójdę do kolegi.
6. Od rzeczownika (głos) utwórz: rzeczownik, przymiotnik, przysłówek, czasownik.
7. Dokonaj klasyfikacji głosek:
ś-
ą-
d-
f-
8. Dopisz wyrazy o zabarwieniu dodatnim i ujemnym.
palec-
nos-
język-
9. Wyjaśnij znaczenie związków wyrazowych.
Koń trojański-
Miec węża w kieszeni-]
Syzyfowa praca-
Salamonowy wyrok-
10. Wyjaśnij znaczenie wyrazów.
monolog-
morał-
epizod-
fabuła-
wątek-
akcja-
wydarzenie-
11. Nazwij środki stylistyczne.
błękitna laguna-
chytry jak lis-
las śpiewa-
12. Podaj wyznaczniki rodzajów literackich:
epiki-
liryki-
dramatu-
13. Podaj: rodzaj, gatunek, autora, bohaterów, tematykę następujących lektur:
Antygona-
Siłaczka-
Syzyfowe prace-
Stary człowiek i morze-
14. Napisz kilka zdań o wybranym bohaterze z lektury kl. III np. Syzyfowe prace.
15. Jakie znasz elementy świata przedstawionego? Wymień elementy świata przedstawionego w wybranym przez siebie utworze literackim.
16. Zredaguj:
- list do kolegi
- 3 argumenty do rozprawki na temat: Czy warto się uczyć?
- autocharakterystykę
- zaproszenie
- ogłoszenie



Temat: Reprezentacja Polski | mecze towarzyskie
Taak, no tak... Juz predzej sie porazki polskich siatkarzy spodziewalem niz naszego remisu z Portugalia.

Sprawiedliwie trzeba przyznac, ze jeden punkt za bardzo nam sie nie nalezal. No, ale taka jest pilka - cuda sie zdarzaja.

Dwie nasze bramki bardzo szczesliwe i po bledach Ricardo. Przy pierwszej odbil pilke przed siebie, a przy drugiej... no comment

Druga polowa w naszym wykonaniu byla juz zdecydowanie slabsza niz pierwsza. Jezeli w pierwszej ostro, agresywnie i skutecznie krylismy poszczegolnych graczy to w drugich 45 minutach dawalismy Portugalczykom zdecydowanie za duzo swobody.

Przy golu Ronaldo mialem pewne watpliwosci czy aby za wysoko nogi nie uniosl. Tak czy siak powodow do narzekan nie mam zadnych, a powinienem chyba przyznac sie do tego, ze po prostu w Polakow nie wierzylem. Na cale szczescie pokazali pazur i udowodnili takim niedowiarkom jak ja, ze od czasu do czasu potrafia nawiazac walke z najlepszymi.

Jednak w jednym zdania nie zmienilem. O wiele wazniejszy bedzie mecz z Finami. Wydawac sie moze, ze skoro zremisowalismy z Portugalia to przeciw Finlandii wszystko pojdzie nam z gorki. Tak jednak raczej nie bedzie i aby wywalczyc trzy punkty bedzie sie trzeba naprawde mocno spiac i zagrac lepiej niz dzis.

Drugie mecze polskiej reprezentacji zawszy byly gorsze. Oby w tym przypadku odnowa biologiczna i przygotowanie kondycyjne do nastepnego starcia staly na lepszym poziomie niz mamy to w swoim zwyczaju. Jezeli polegniemy z Finlandia to punkt z Portugalia moze okazac sie zupelnie zbyteczny. A takiej syzyfowej pracy nikt by sobie nie zyczyl.

Dobra, dobra MaG. Optymisci gora, a pesymisci (choc mi nadal bardziej pasuje tutaj 'realisci') niech zamilcza na wieki. No przynajmniej do meczu z Finlandia...

Ano tak, na przelomie calego meczu Portugalia byla druzyna zdecydowanie lepsza. Mielismy dwa strzaly, z ktorych wyszly bramki i akcje Smolarka. Tyle. Druga polowa to juz rozpaczliwa obrona. Byly momenty w ktorych Portugalczycy zamykali nas w hokejowym zamku. Bylismy gorsi, ale wynik tego nie ukazuje.

Jezeli przegramy z Finlandia i Serbia to raczej punkt z Portugalia bedziemy mogli sobie gdzies wsadzic. Czytaj cale zdania, a nie wyrywaj slow wyrwanych z kontekstu, bo wyraznie traca sens. Bo to co zacytowales zdecydowanie jest herezja, jednak cale zdanie wyglada inaczej.



Temat: Recenzje "Gigantów"
Witam ! (Po dość długiej przerwie)
Hmm...nie ma recenzji tomu 93 - "Ale Akcja" - a więc postaram się coś z tym zrobić.Będzie krótko ponieważ nie mam zbytnio czasu

1."Ale Akcja" - Rysunki Fecchi'ego,piłka nożna,nawiązanie do gwiazd sportu...TO JEST TO !!! Bardzo duży plus jak dla mnie,ponieważ uwielbiam komiksy o tematyce sportowej. 9/10

2."Odkrycie na strychu" - Komiks przeciętny, lecz nie najgorszy.Szczerze mówiąc zawsze większą sympatią darzyłem komiksy o Kaczorkach .Plus za ładne rysunki Carpi'ego. 6.5/10

3."Syzyfowe prace" - Komiks choć krótki - naprawdę dobry.Obrazuje Nam w zabawny sposób kto tak naprawdę jest największym pechowcem na świecie.Zakończenie po prostu genialne 8/10

4."Na ostro" - Ten komiks wywołał na mnie ogromne wrażenie.W końcu coś innego ! Sądzę,że jeśli komiks jest bardziej urozmaicony tym bardziej jest ciekawy.Fabuła dobra no i oczywiście genialne rysunki Fecchi'ego. 7.5/10

5."Grasz o superstaż" - Hmm...właściwie nie wiem co napisać,spodziewałem się czegoś lepszego...no ale w końcu nie każdy komiks jest doskonały.Ten nie był aż taki ciekawy ale "daje rade!" 7/10

6."Czas wielkiej ryby" - Tu złego słowa powiedzieć nie mogę.W końcu szczęście staneło po stronie Donalda !!! I bardzo dobrze,przejadły mi się już te wszystkie potyczki z Gogusiem.Komiks w miare dobry. 8/10

7."Antyk-wariat" - Śmieszna a zarazem ciekawa fabuła sprawia iż komiks bardzo dobrze się czyta.Ukazanie postaci Glaudiusza to duży plus. 8.5/10

8."Pies na klopsy" - Zdawać by się mogło,że komiks z Braćmi Be w roli głównej lecz tak naprawde najważniejszą rolę w komiksie odegrał pies - Bereks.Komiks ogółem nie najlepszy ale i nie najgorszy. 7.5/10

9."Kweuro 2012" - Komiks naprawdę bardzo dobry.Interesująca fabuła,ładne rysunki Cavazzano,agenci K.A.W.A - Wszystko to bardzo pozytywnie wpływa na ocenę końcową komiksu. 9/10

Cały komiks ogółem rzecz biorąc jak zawsze dobry,śmieszny i ciekawy.Myślę, że godny polecenia. 8.5/10



Temat: Stań pod murem
http://www.tvs.pl/informacje/7488/




Sztuka na najwyższym poziomie, kicz czy zwykły akt wandalizmu? Katowice nie chcą grafficiarzy w centrum miasta. Artystyczne graffiti, które widniało pod wiaduktami przy kinie Rialto i ulicy Mikołowskiej - a było zrobione za zgodą władz miasta - zniknęło bezpowrotnie ponad dwa lata temu. Od tego czasu na ścianach ciągle przybywa wulgarnych napisów, które straszą mieszkańców. Urzędnicy idą jednak w zaparte: graffiti tak, ale nie w centrum miasta.

W kapturze i pod osłoną nocy. Tu na Mikołowskiej malować można tylko w ten sposób. W centrum Katowic nigdzie nie można robić tego legalnie. Graficiarze podkreślają, że to, co widniało na wiaduktach, miało dużą wartość. Jak mówią graffiti było dość dobrej jakości i było doceniane nawet przez ludzi zza granicy.

Dzisiaj zamiast sztuki ulicznej, są wulgarne napisy, które straszą przechodniów. Są tacy, którzy dobrze pamiętają te ściany sprzed kilku lat.

Rzecznik katowickiego magistratu, tłumaczy, że zamalowywanie to nie jest urzędniczym kaprysem. - Wielu mieszkańców zwracało się z bezpośrednimi petycjami do prezydenta, do radnych, do urzędu miasta, aby przywrócić w tych wiaduktach czyste ściany i na bieżąco to czynimy - wyjaśnia Waldemar Bojarun, rzecznik UM w Katowicach.

Dr Krzysztof Bierwiaczonek twierdzi, że działania magistratu to walka z wiatrakami. - Jest to przykład swoistej gry o przestrzeń. My pokazujemy swoje, że tu jesteśmy, tu żyjemy, takie mamy poglądy, takim drużynom kibicujemy. Można to zamalowywać, ale to jest raczej taka syzyfowa praca - uważa dr Bierwiaczonek.

Inaczej jest w Czeladzi. Tu na dwustumetrowym murze przy ulicy Krakowskiej, w kwietniu ubiegłego roku, powstała wystawa prac. Wcześniej zobaczyć można było wiele ... niekoniecznie cenzuralnego.

Młodzi ludzie ze spray'em w rękach dostali więc od władz Czeladzi nie tylko zielone światło, ale i pieniądze. - Urząd miasta w Czeladzi nie tylko daje przyzwolenie na takie akcje, ale stara się je wspierać, organizacyjnie, pomagając załatwić miejsce, dając farby i tak dalej - stwierdza Wojciech Maćkowski, UM Czeladź.

Uliczni twórcy nie chca niczego robić na siłę. Na razie dostosowuja sie do urzędniczych metod. Będą pisać ... petycje, nie malować. Miasto ma przecież na głowie znacznie poważniejsze problemy.




Temat: Gdzie moja poczta czyli... o Thunderbirdzie słów kilka...
"A Ty seeker co robisz? Też informatyk?"

Na smierc bym sie zanudzil.
Oficjalnie hydraulik.
Jako pasjonat technologii wszelakich (no prawie..., choc za gnojka i szydelka umialem uzyc),
zagladalem tu i owdzie w celach poznawczych.
Tez od Atarynki zaczynalem ( POKE 54018,52 ). Zrobilem swego czasu nawet jakies lampki na UCY 74154 (szesnastowyjsciowy demultiplekser), sterowane tym pudelkiem (codziennie inaczej). Koledzy sie na mnie wkurzali, bo im zabieralem kompa (wlasnego) i nie mogli tyle grac, ile by chcieli.

Potem zobaczylem Ami w akcji i "umarlem" z zachwytu. Zeszlo z 10 latek...
Wspaniala przygoda z racji ciekawego srodowiska i przyjaznego systemu.

Generalnie skupiam sie na poznawaniu zasad dzialania, aby nie ulec przytlaczajacej obsesji "czarnej magii". Branza moze byc dowolna.
Szukam rozwiazan niektorych problemow, a najchetniej uproszczen (technicznych),
oraz standaryzacji i czasami nowatorstwa.
To po prostu lubie i oczywiscie nature, ze szczegolnym naciskiem na kataklizmy, choc raczej wizulne, niz faktyczne. Takze z przyczyn glownie poznawczych.

"A słyszeliście kiedyś o języku Cow? IMO lepszy od brainfucka"

Nie mam az tak wielkiego parcia w tym kierunku, jednak dowcip z BCPL polegal na tym, ze ten jezyk byl czesto wykorzystywany (i chyba zgodnie z przeznaczeniem) do pisania systemow operacyjnych, a szczegolnie ich pierwotnych wersji.
Slusznie wiec Janusz dostrzegl, ze mowa o "przyspieszonym kursie" na forum fotograficznym jest grubym przegieciem .

" * albo informatycy gremialnie biegają z aparatami
* albo fotograficy z przerwach między sesjami dłubią w komputerach."

To akurat "najprawdziwsza prawda" .
Wszak obrobka zdjec, to przetwarzanie danych w najczystszej postaci.

Ami, podobnie jak Linux, wywodzi sie ze srodowiska UNIXa, choc przybrala docelowo nieco inna postac, wiec moj sposob postrzegania jest bardzo zblizony do Januszowego, a logike mamy niemal identyczna.
Lata praktyki nauczyly, ze drogi na skroty, czy proby naciagania faktow, sa pozbawione sensu i stanowia "Syzyfowa prace".
Jesli mam robic cos takiego, to wole sobie polezec.




Temat: Luźne rozmowy na różne tematy

Sądzę, że gracze, jeśli naprawdę im zależy to wykażą zaangażowanie i cierpliwość w oczekiwaniu na posty GM-a i drugiej frakcji, a jako gracz muszę zapewnić, że granie przeciw botom nie rajcuje nawet w 10% tak jak przeciw innym graczom.
Opóźnienia czasowe nie przeszkadzały mi wcale bo przecież podróże hiperem też ich wymagały, a wręcz owe opóźnienia dawały pole do popisu dla wyobraźni bo można było wtenczas coś poerpegować, stworzyć otoczkę wokół postaci.
Zamiast całych kampanii lepiej zabawić się w rajdy mniejszymi siłami. Więcej miejsca na pisanie niż liczenie i tym samym można czerpać więcej przyjemności (mam nadzieję).
Nemo - nie grałem jeszcze wtedy w pełni ale czytałem tę misję, IMO to kwestia chorób wieku dziecięcego forum.
Tyle odnośnie posta, teraz co ja sądzę:
Porządne reaktywowanie forum wymaga:
krok 1) archiwizacja
a) dopisanie zakończeń misji (dyktat GM) - trudność 2/5
b) napisanie streszczeń WSZYSTKICH misji i ustalenie timeline'u 5+/5, syzyfowa praca
c) napisanie PORZĄDNEGO i konkretnego wykazu chronologii gry, który uwzględnia wszystkie wydarzenia które powinny być wiadome obu stronom 4/5.

krok 2) rekrutacja
a) znalezienie zainteresowanych grą 1/5
b) zmobilizowanie ich do gry 6/5, Rag coś już o tym wie.

krok 3) przesunięcie kalendarza
a) krok moim zdaniem niezbędny, postawienie grubej kreski i popchnięcie akcji do przodu o miesiąc 0/5
b) Dyktat GM ustala co się wydarzyło przez ten czas 3/5
c) gracze zobowiązani są do opisania co robiły ich postacie przez ten czas
2/5, wystarczy zatwierdzić

krok 5) rozpoczęcie gry
a) obrady wszelkiego rodzaju rad i senatów i ustalenie co dane frakcję mają zamiar robić...


Jako idealny wstęp. Obrady mogłyby posłużyć takowoż wprowadzeniu w RotE wszystkich tych, którzy dopiero zaczną tu przygodę.

Na koniec pytanie: czy zmiany wynikające z rozszerzenia kanonu zostaną uwzględnione? Wszak jest teraz nieco szersza lista postaci z okresu wojen klonów, wątków etc.

Dodać mogę, iż gotów jestem wziąć na się to, co zechcą zwalić Gmowie. ( Choćby wspomniane wyżej streszczenia misji) Pisać lubię .




Temat: Policja
Polska Policja sie nie zmienila od czasow zmiany ustroju. Orzelek i mundur jest wyznacznikiem wladzy i nie tykalnosci. Wiedza ze ludzi sie boja Policji. Policjanci wiedza ze jak nawet ci pobija przy kumplach to im gowno zrobisz, poprostu policjant drugiemu podpisuje zeznanie ze byliscie pijani i tyle, zatakowaliscie ich i juz. Dlatego droga prawna przeciwko policji to syzyfowa praca, potem sie tylko stajesz ich ofiara i cie zniszcza. To terror w bialy dzien, ludzie ktorzy maja nam pomagac, niszcza nam zycie, niszcza opinie, poparcie rodzicow spada. A oni ci sie smieja w twarz.
Stoisz sobie z kumplem wieczorem, podjezdzaja obrazaja ciebie, twoja rodzine, smieja sie z ciebie, bedziesz pyskowal to dostaniesz pala pod nogi. Dlaczego pod nogi, to stary sposob z lat zmian ustrojowych, bicie pod nogi grozi omdleniem, dostaje sie silnego bolu miesni calego ciala, a sladu widocznego niema, a ty kulejesz pare dni.

Dresiarze, czesto boicie sie przejsc osiedlem w nocy, czemu??. Bo policji niema, a oni wkoncu znaja problem napadow. Czyzby nie znali sposobu na to??, dziwne bo ja mam 16lat i znam. Wystarczy podstawic jakiegos picusiowatego gliniarze w cywilu z komorka w reku, zeby przeszedl sie po osiedlu, zanim zeby caly czas szla ekipa antyterrorystczna z bronia obezwladniajaca, jakis napad to profesionala grupa szturmowa policji zalatwi dresow w minute. Pare takich akcji i osiedle bezpieczniejsze. I czy to takie trudne , a moze ja jestem genialnym 16latkiem.

Jak kiedys, w nerwach powiedzialem do policjanta wczasie kontroli, jak mi kazal wywalac wszystko z kieszeni. Zadalem mu pytanie , co z dresami i napadami?? to nie trudne??, odpowiedz jaka dostalem to "szczylu wyskoczylbys na cala bande z jednym kumplem z sama palka??", powiedzialem zeby sobie wziol wiecej kumpli. Kazalem mu sie wypchac z przeszukiwaniem i spisywaniem bo ide do domu.

To tchorzliwa banda idiotow i cwaniakow. Jakos strazak tez mundurowy w slubie naszego bezpieczenstwa, a na jego widok sie wyciaga rece z kieszeni i grzecznie klania. Pozdro



Temat: JAKIE OSTATNIO FILMY WIDZIELISCIE?
glownie chodzi mi o nowosci-na pewno na forum jest wielu kinomaniakow a chcialbym odbic sie na moment od tematow stricte muzycznych

OLIVER TWIST -wczoraj widzialem w kinie,okropny dubbing,ogladalo sie to jak adaptacje,bardzo poprawna i kanoniczna -lektury szkolnej,jakies przedwiosnie czy syzyfowe prace.nie bylo w tym zadnego blysku.fakt,ze film nakrecono w studio-jest nazbyt widoczny,momentami widac nawet dorysowane szczegoly architektoniczne czy narysowane sztuczne slonce. poza tym kogo dzis interesuje archaiczna historia chlopca-sieroty? wszystkie drastyczne akcenty zostaly wygladzone a zamiast tego mamy sztafaz,momentami przedziwnie przetlumaczone dialogi i bardzo rwana akcja.ksiazka lepsza.pan polański poszedl na latwizne,z mizernym skutkiem. jak to napisal pawel mossakowski:

Film jest porządnie zrealizowany, choć niekiedy mimo świetnych zdjęć Pawła Edelmana widać, że przedstawia nie realny świat, lecz tylko staranną dekorację. I jeśli można mu coś zarzucić, to nadmierną, asekuracyjną konwencjonalność. Po Polańskim spodziewałem się większej przewrotności, jakiejś interpretacyjnej prowokacji. A tu wprawdzie ciemno, ale raczej grzecznie.
CHARLIE I FABRYKA CZEKOLADY -kapitalny bajkowy film.w tym przypadku dubbing nie zepsul filmu a johnny depp w roli pana wonki jest wprost do tego stworzony(nie wyobrazam sobie inneog aktora na jego miejscu!!),do tego rezyseria wiecznego dziecka-tima burtona i mamy naprawde zaskakujacy,swietny film.

CRASH(idiotycznie pzetlumaczony na MIASTO GNIEWU)-przypominal mi troche "na skroty" altmana ale inspiracje to jedno a oryginalnosc obrazu to drugie.tu mamy do czynienia z mnostwem odrebnych historii dziejacych sie w tym samym czasie w L.A. --dobrzy aktorzy-matt dillon,ryan philippe,don cheadle,sandra bullock(sic!),thandie newton,brendan fraser,ludacris (sic!) tworza tu wspanialy klimat.ten film to kpina z politycznej poprawnosci, wysmianie stereotypow rasowo-kulturowych.nie obywa sie bez amerykanskiego patosu ale to akurat nie boli zbytnio bo film ma rewelacyjna konstrukcje i puente.

KAWA I PAPIEROSY - kto zna jarmuscha ten wie o co chodzi.leniwy klimat,snujace siepostacie,duzo gadania.tutaj jest tak samo,nie jest to arcydzielo ale zobaczyc warto bo niektore epizody sa przezabawne (n. rza,gza i bill murray------SUPER!)ale generalnie niekoniecznie.

czekam na wasze typy
do roboty!



Temat: Uśmiechnij się... :) Dowcipy! :D
Określenia rzeczywistości szkolnej zaczerpnięte z „Nowego Słownika Gwary Uczniowskiej”:

SPRAWDZIANY, KARTKÓWKI: atak serca, chwila odpoczynku dla nieuków, męka Tantala, niespodzianka, syzyfowa praca, wypociny, zemsta bogów.

KLASÓWKI: bezludna wyspa, lekcja strachu, podróż w nieznane, randka w ciemno, rozmowa z kartką, herbatka na Saharze.

DYKTANDA: walka z bykami.

NIEDOSTATECZNA: chleb powszedni, ocena litości, smutna nowina
DOPUSZCZAJĄCA: bonus, dom pomocy społecznej, litościwa, miernas
DOSTATECZNA: dwubrzuszka, gorzkie zwycięstwo, szczerbaty wampir
DOBRA: bosko, krzesełko, radocha w domu, radość pod sufitem
BARDZO DOBRA: biały żagiel, gołąbek, jabłuszko, marzenie, raj na ziemi, samotnica, spełnienie marzeń.
CELUJĄCA: ani widu - ani słychu, celuś, szócha

RELIGIA: dotyk anioła, chrześcijaństwo, dwa światy, opowieści z krypty
JĘZYK POLSKI: humanistyczny jęzor, nudy narodowe
JĘZYK NIEMIECKI: dojcz, dżerman, szkop
JĘZYK ANGIELSKI: angiel, englisz
JĘZYK FRANCUSKI: franca, frania
JĘZYK ROSYJSKI: kraj rad, rusak, ruskowa języka
HISTORIA: biadolenie o przeszłości, historyjka obrazkowa, nauka po trupach do celu
GEOGRAFIA: discovery channel, gegra, lekcja rozrywki, national geographic
PRZYSPOSOBIENIE OBRONNE: piotrek ogórek, szkoła terenowa, kurs przetrwania
BIOLOGIA: archiwum x, biola, otoczenie
CHEMIA: chemiałka, H2O
FIZYKA: fiza, fizyk – ryzyk, lekcja naładowania
MATEMATYKA: czarna magia, kabaret, miliard w rozumie
INFORMATYKA: informa, komputeros
WYCHOWANIE FIZYCZNE: aerobik, gimnastyka kości, taniec platfusów, wygibasy
WIEDZA O SPOŁECZEŃSTWIE: sztuka rządzenia
WIEDZA O KULTURZE: woczek - wywłoczek
PODSTAWY PRZEDSIĘBIORCZOŚĆ: gosposia, gazdowanie
WYCHOWAWCZA: gadanka, godzina szczerości, skargi- wnioski-zażalenia
PRZYSPOSOBIENIE DO ŻYCIA W RODZINIE: bajka o bocianach

OKREŚLENIA LEKCJI - ogólnie:
czas akcji, czas minął, wakacje – koniec lekcji,
cisza w eterze – spokój na lekcji,
czerstwy kawior – wykład nauczyciela, dwie godziny męczarni
martyrologia – bardzo trudna lekcja, męki, nuda,
łamanie języka – lekcja języka obcego,
odpoczynek – wolna lekcja,
okienko – wolna lekcja,
milczenie owiec – nielubiana lekcja,
spanko – nudna lekcja,

OKREŚLENIA NAUCZYCIELI
KSIĄDZ, KATECHETA: aniołek, batman, pastuszek.
JĘZYKA POLSKIEGO: mądrala, znieczulica społeczna.
JĘZYKA NIEMIECKIEGO: Helga, Niemra.
ANGIELSKIEGO: anglica, Mary, John
JĘZYKA FRANCUSKIEGO: bonżurka
JĘZYKA ROSYJSKIEGO: babuszka, rusałka
HISTORII: historyczka, pani historia
GEOGRAFII: Azja, geografistka
PRZYSPOSBIENIA OBRONNEGO: dowódca, saper
BIOLOGII: australopitek
CHEMII: alchemik, czarodziej, pani od wybuchów
FIZYKI: babcia grawitacja, doświadczalski
MATEMATYKI: alfa, kalkulator
INFORMATYKI: dysk twardy
WYCHOWANIA FIZYCZNEGO: cyrkowiec, Herkules
DYREKTOR SZKOŁY: anioł stróż, papa smurf, prezes

OKREŚLENIA KLAS, SAL, BUDYNKÓW
SALE LEKCYJNE: cela,
GABINET DYREKTORA: jaskinia lwa
SALA GIMNASTYCZNA: katownia, pudło, sala tortur, ujeżdżalnia
LICEUM OGÓLNOKSZTAŁCĄCE: Lekko Obłąkani, Liga Orłów, zbiór kujonów
MPO - Młodzież Po Liceum
POKÓJ NAUCZYCIELSKI: dom Wielkiego Brata, miejsce zwierzeń, świątynia bogów, zbrojownia
SEKRETARIAT: stemplownia
BIBLIOTEKA: dziupla sowy, zestaw bajek

TUR – Technikum Unikania Roboty (wagary)
COM – Całodzienny Obchód Miasta (wagary)



Temat: Program naprawczy- zestaw cwiczeń kl. III gimnazjum
4.
niech- partykuła
nad-przyimek
oraz- spójnik
hura-
zza-przyimek
oj-
iż-
ładnie-
by-partykuła
staw-

7.
ś-spółgłoska bezdźwięczna, miękka
ą-samogłoska dźwięczna, twarda, nosowa
d-spółgłoska dźwięczna
f-spółgłoska bezdźwięczna, twarda, miękka

9.
Koń trojański- jest synonimem podstępnego, przynoszącego zgubę podarunku.
mieć węza w kieszeni- niechętnie wydawać pieniądze; być skąpym lub nazbyt oszczędnym.
syzyfowa praca- wymagająca ustawicznych i często bezskutecznych wysiłków; trud ciężki i bezcelowy.
salomonowy wyrok- mądre i sprawiedliwe rozwiązanie, wypływające z głębokiej mądrości.

10.
monolog- to wypowiedź jednego podmiotu, będąca całością znaczeniową i formalną, w przeciwieństwie do dialogu, składającego się z wypowiedzi niesamodzielnych,wyraża myśli i uczucia mówiącego

morał- uwaga, nauka umoralniająca; puenta końcowa o charakterze pouczającym, objaśniająca symbolikę zdarzeń przedstawionych w utworze literackim, zwykle w bajce.

epizod-jest drugoplanową rolą aktorską z co najmniej jednym zdaniem dialogu.

fabuła- układ zdarzeń w świecie przedstawionym utworów epickich i dramaturgicznych, a także filmów.

wątek- część składowa fabuły utworu literackiego, filmowego itp. Jest to ciąg zdarzeń o więzi przyczynowo-skutkowej, skupionych wokół jednej postaci lub grupy osób, a dotyczących ich wzajemnych relacji.

akcja- całość zdarzeń przedstawionych w utworze. Składają się na nią wszystkie wątki: główny, poboczne i epizodyczne. Akcja obejmuje wyłącznie wydarzenia, których jesteśmy "bezpośrednimi" uczestnikami, czytając utwór.

wydarzenie-

11.
błękitna laguna-
chytry jak lis-porównanie
las śpiewa- animizacja

13.
Antygona- Rodzaj literacki: dramat.Gatunek literacki: dramat antyczny – tragedia grecka.Autor: Sofokles.Bohaterowie: Antygona – córka Edypa, Ismena – jej siostra, chór tebańskich starców, Kreon – król Teb, Strażnik, Hajmon – syn Kreona, Tyrezjasz – wróżbita, Posłaniec, Eurydyka – żona Kreona.Temat: spór między bohaterami: Kreonem a Antygoną obrazujący problematykę moralną dotyczącą sprzecznych prawd: pomiędzy tym, co boskie a tym, co ludzkie (prawa pisane i niepisane - obyczajowe), rozumem a uczuciami, dobrem jednostki a dobrem społecznym, wolą, wyborem a przeznaczeniem.

Syzyfowe prace- Rodzaj literacki: epika.Gatunek literacki: powieść modernistyczna (młodopolska).Autor: Stefan Żeromski.


Stary człowiek i morze
- Rodzaj literacki: epika.Gatunek literacki: powieść.Autor: Ernest Hemingway.Główni bohaterowie: Santiago i Manolin.Tematyka- zmagania samotnego człowieka z siłami przyrody.

14. Stary człowiek i morze
Santiago- Jest to główny bohater książki Ernesta Hemingwaya "Stary Człowiek i morze". Jest to stary kubański rybak, którego wszyscy w okolicy uważają za pechowca. Mieszka w domku zrobionym z liści palmowych.Jest wdowcem, ale niesamotnym: przez cały czas towarzyszy mu jego ukochany przyjaciel – Manolin. Jest człowiekiem biednym, doświadczonym przez los, lecz nie poddaje się. Santiago lubi spędzać wolny czas na Oceanie, gdzie ma spokój.



Temat: Czytatnik

A co polecam: każdy zna "Kod Leonarda"Niestety, też uważam że to straszne.

to ja zaproponuje "Aniły i demony". A ja odradzę, dalej będzie, dlaczego.
Intryga ciągnie się wokół papieża.Fakt, to wystarczy, żeby nasze żądne sensacji społeczeństwo ustawiło tę książkę na półce z bestsellerami.
Klimat rodem z thrillera typu Piła czy Seven, czyli to co uwielbiam ;]No to kiepska rekomendacja, porównanie do Piły, a zestawienie tej drugiej z Siedem jest moim zdaniem szalenie krzywdzące (dla Siedem).
Mówiąc wprost, moim zdaniem pan Brown to jest ten typ, który opiera się na schemacie, dopisuje teorię spiskową dziejów, niedobry kościół, superwartką akcję (z rozdziałami na dwie strony i językiem) opartą na dość topornie ciosanej fabule, a potem dostaje laury za "Najinteligentniejszy thriller roku" (na tylnej okładce "Aniołów i demonów"). A teraz tu, w "Aniołach...", mamy oprócz tradycyjnego spisku w kościele jeszcze bonus w postaci negatywnego (a jakze!) Araba. I jeszcze antymateria, nie zapomnijmy o antymaterii! W pudełku. I wyłupana gałka oczna, a wszystko okraszone tą samą masą błędów historyczych (bo powtórzę się, religijne mnie nie bolą) co w "Kodzie...", absurdem i naginaniem ogólnie znanych faktów do fikcji mimo że na ogół robi się odwrotnie. Klaaasyyykaaa. Polecam każdemu, kto szuka niekoniecznie głębokiej, acz dającej wrażenie obcowania z fielkom literaturom, powieści napisanej prostym, szybkim językiem, przy którym nie trzeba myśleć. A jeśli już się myśli, to bez problemu można przewidzieć kolejne wydarzenia i zanudzić się na śmierć.

Syzyfowe Prace są okropne!! A ja to właśnie omawiam. Strasznie trudno się to czyta. Tyle zupełnie nieznanych i inaczej brzmiących słów. Język staropolski różnił się od obecnego i dlatego nie lubie większości książek autorstwa Polaków z tego okresu.
ale raczej IMo nie mozna do nich zaliczyć słownictwa używanego na wsi, jakiego autor używa... A poza tym, staropolski czy nie, dla mnie jeden diabeł. I tak czyta się strasznie... Dawnych form i stylizacji nie lubicie? No cóż, mnie już nic nie zdziwi. Ale czy to znaczy, że trzeba czytać tylko książki współczesne? Czy, gorzej - uwspółcześnione na siłę? Ostatnio widziałam taki przekład Muszkieterów, bez stylizacji i napisany współczesnym językiem - toż to w oczy boli!

ÂŻeromskiego co prawda niekoniecznie lubię, za styl - ale nie język. Obecnie konczę "Ludzi bezdomnych" (Syzyfowych prac nigdy nie przeczytałam) i obiektywnie rzecz ujmując nie jest to zła książka, gdyby zmusić się do polubienia bohatera.
Nie tak dawno skończyliśmy omawiać Reymonta i "Chłopów". Co najmniej połowa klasy zachwycona, mnie również się podoba. Oczywiście, z Reymonta prędzej polecę "Wampira" - ale to bogactwo "Chłopów" jest niezaprzeczalne. Oczywiście, znajdą się tacy, którzy są nadwrażliwi na stary styl i to, że Pan Jezus już się ruchać nie mógł, a Witek pedał, będzie ich oburzać tudzież bawić , ale to nie zmienia faktu, że jeśli chce się docenić tą książkę, to można się przy niej naprawdę dobrze bawić. I skończyć ją całą (ja tego nie dokonałam jeszcze), mimo że obowiązkowa w liceum jest tylko Jesień.
Co do stylizacji jeszcze - a współczesna? Tlumaczenia Pereza-Reverte przez ÂŁobodzińskiego w wyd. Muza? Przeciez to bije Zeromskiego i Co. na głowę, czasem naprawdę się trzeba skupić, żeby przeczytać, a przecież to największy atut tych książek!

Heh, co do Nad Niemnem to mój stosunek jest taki: kiedy cię zmuszają nie przeczytasz.Przeczytałam.
To jest książka do poczytania w czasie wakacji, na łące albo nad rzeczką. Nienajgorzej się nad nią zasypia, fakt.
Wtedy naprawdę można się zachwycić pięknem opisywanej tam przyrody czy wzruszyć losem bohaterów. Moim zdaniem Orzeszkowa wzruszać i zachwycać nie potrafi. Ani bohaterami, ani opisami tym bardziej, bo o ile dobre opisy kocham, to tutaj przelatuję je tylo wzrokiem i nie mogę się na nich bardziej skupić, bo po prostu się nie da. I chyba należy utrzymywać choćby delikatną równowagę pomiędzy opisami a akcją, co tu jest zdecydowanie zaburzone.

Oprócz tego... "Hrabia Monte Christo". Wreszcie zdobyłam się na przeczytacie i powiem... nie żałuję.Zdziwiłabym się, gdyby było inaczej.



Temat: na weekend (34)


Grzegorz Jankowicz
-------------------------
List oceaniczny (recover)

   1
   Łatwo wyobraź sobie że płynę i piszę
   Do ciebie sam o samych takich wiem
   Niewiele a resztę poszerzam lub lepiej:
   Pomnażam i tym jestem bogaty więc
   Odłóż narzędzia bo noce o tej porze
   Bywają chłodne i nie daj się zwieść
   Nowości którą przyniesie posłaniec


Wiersz jest fajny ale trochę pojebany i dlatego zakręcę nim inaczej i zacznę
swoją interpretację od końca.
A jak go widzę?

                  List z Arktyki  (oprzytomnienie)

   Łatwo wyobraź sobie że płynę i piszę do ciebie.
   Sam o samych takich wiem niewiele a resztę poszerzam lub lepiej:
   pomnażam i tym jestem bogaty.
   Więc odłóż narzędzia bo noce o tej porze bywają chłodne i nie daj się zwieść
   nowości którą przyniesie posłaniec.

   Twoje pytanie może być koniem środkiem komunikacji.
    Już posiada własny krok. Kłus albo galop stosownie do drogi.
   Po prostu tętni póki pytasz - jakie lodowce? Jakie jutrzenki?
   Powiedz im lepiej: niezliczone.
   Celowe przejścia z dnia na dzień, czasem z minuty na minutę.
   Od skroni do skroni.
   Biegnik po witrynach, wystawach ekranach.
   Lubię to, lubię się i odnajduję po drugiej stronie miasta
   (oczywiście wszystko się układa).
   Zawiłe zdania kół które mnie naglą:

   chodzi o Tę odpowiadaczkę spłuczkę taczkę (zgodnie ze wskazówkami)
   która jak daje mi się teraz do zrozumienia zawsze przepadała
   za mną do szaleństwa z tylu powodów.

Wiersz mówi o czasie naglącym piszącego. Świadczą o tym "zawiłe zdania kół"
które zakreśla wskazówka zegara, "spłuczka" będąca dnem lejka klepsydry gdzie wpada
całe nasze życie, "odpowiadaczka" kojarząca się z tym, że na pewne pytania
człowiek może odpowiedzieć sam sobie dopiero po latach, "taczka" czyli odpowiednik
syzyfowej pracy, terkocząca nierówno po wybojach.
Ale tak naprawdę chodzi o tak zwaną "jedność poetyki", zasadę poetyki klasycznej mówiącej, że
akcja utworu nie powinna przekraczać jednej doby. Stąd całokształt swojej twórczości (życia) PeeL
widzi jako zawiłe zdania kół (taczki), które go naglą. Niestety, z treści wychodzi na to, że pozostało mu
niewiele czasu. Być może jest to starość, być może choroba? Sam określa to "wieloma powodami".
Tytuł "list oceaniczny (recover)" sugeruje raczej jakąś chorobę, prawdopodobnie umysłową.
Myślę, że schizofrenię z której zamknięty w samym sobie PeeLpisze list jak polarnik ze Stacji Badawczej:

   Łatwo wyobraź sobie że płynę i piszę
   Do ciebie sam o samych takich wiem
   Niewiele a resztę poszerzam lub lepiej:
   Pomnażam i tym jestem bogaty więc
   Odłóż narzędzia bo noce o tej porze
   Bywają chłodne i nie daj się zwieść
   Nowości którą przyniesie posłaniec

takimi jak niedawna Trade Center, tu raczej nowinami typu: słyszałaś, znowu mu się pogorszyło?.
Ale dopóki osoba z wiersza pyta - PeeL odnajduje w jej
pytaniu siły motoryczne do życia. Sądząc z fragmentu:

   Celowe przejścia z dnia na dzień czasem
   Z minuty na minutę od skroni do skroni
   Biegnik po witrynach wystawach ekranach
   Lubię to lubię się i odnajduję po drugiej
   Stronie

to jego ucieczką może być (nie musi) Internet. Świadczy o tym stwierdzenie "oczywiście wszystko się układa".
Tam, po drugiej stronie "miasta" PeeL wydaje sie człowiekiem zadowolonym, może nawet szczęśliwym?
Stąd stwierdzenie, że "po drugiej stronie miasta: oczywiście wszystko się układa".
Prawdziwą sytuację zna tylko adresat listu.

Pozdrawiam
niutoN





Temat: Syzyfowe prace
Witam Forumowiczów :D

Foreksem zainteresowałem się 2 tygodnie temu, ale inwestuję niezbyt systematycznie na GPW (tylko akcje) od samego początku jej powstania, per saldo na plus. Dopiero w ubiegłym roku zacząłem grać bardziej intensywnie, gdy pojawiła się możliwość składania zleceń przez internet.

Dzisiaj napiszę trochę więcej, ale w kolejnych postach będę się streszczał. :)
Trochę pomęczyłem demo a od poniedziałku zacząlem na koncie real w Admiral Markets. Jako depozyt wpłaciłem ok. 1/3 kwoty przeznaczonej na inwestycje na Foreksie (2/3 zostało na lokacie).
Zamierzam grać krótkoterminowo kierując się głównie poziomami wsparcia/oporu. Początkow na 15 min. ale chyba przerzucę się na interwał 30 minutowy. Zacząłem stosować wykres świecowy i czytam książkę Nisona na ten temat. Generalnie nie stosuję oscylatorów i innych wskaźników, bo już trochę jestem otrzaskany z wykresami i po samym wyglądzie mogę ocenić, czy rynek jest wykupiony czy wysprzedany w krótkim terminie. Gram na razie tylko na EUR/USD. Raz spróbowałem na złocie ale pacnęło mnie 1% stratą :P .

Początkowo przyjąłem zasadę 1% risk, ale musiałem ją obniżyć do ok. 0,2% bo na razie nie bardzo wychodzi mi "wyczucie rynku" i zacząłem mieć za duże straty.
Stosuję z góry ustalony SL, przesuwany zawsze zgodnie z kierunkiem pozycji i to SL decyduje o zamknięciu. Tutaj kieruję się radą przeczytaną w jednej z książek: graj za darmo tak często jak możesz. Tak więc, gdy mam ok. 20 pipsów zysku, przesuwam SL do poziomu gdzie transakcja wyjdzie na zero. Jeśli przesuwa się po mojej myśli, to przesuwam go dalej na odległość ok. 20-30 pipsów od szczytu zapewniając sobie gwarantowany profit. Nie stosuję więc TP aby nie ograniczać potencjalnych zysków. Taka taktyka niestety na początku przyniosła mi straty, bo stosunek liczby transakcji zyskownych do stratnych wyszedł mi ok. 1:1, natomiast stratne były większe niż zyskowne. W efekcie straciłem 3% kapitału, przy 45 zawartych transakcjach w ciągu 3 dni. Generalnie na skutek zbyt bliskich SL (ok. 20 pipsów od wejścia).
Nie było to czyste skalpowanie, bo większość pozycji utrzymywała się przez kilkanaście minut do kiku godzin.

W zyskownych dość dobrze sprawdziła mi się strategia powiększania pozycji przy poruszaniu się zgodnie z trendem. Teraz zaczynam od pozycji ok. 0,2 % kapitału przy SL w okolicach 30-50 pipsów. Przy zysku 20 pipsów przesuwam SL do poziomu neutralnego (0 zysku) i powiększam pozycję o kolejne 0,2% i tak dalej aż wszystkie SL zamkną się automatycznie. Jeśli trend nadal trwa, to zwiększam kolejne pozycje do 0,5%, jednak tak, aby przy odwróceniu trendu wyjść na plus.
Celem głównym na najbliższe 3 miesiące jest "wyjść na 0" i osiągnąć stosunek liczby transakcji zyskownych do stratnych 2:1. Celem optymistycznym jest osiągnięcie w tym okresie 10% zysku.

Ten dziennik zamierzam prowadzić raczej dla siebie i dokumentowania swoich poczynań, ale jeśli kogoś zainteresuje, to będzie fajnie. Transakcji będzie sporo i nie będę podawał ich wszystkich, raczej co jakiś czas aktualny stan kapitału i co bardzie spektakularne stratne/zyskowne ciągi z jakimś opisem czemu i dlaczego tak głupio.
Swoje wyniki będę podawał biorąc jako punkt odniesienia 100% kapitału. Czyli w momencie startu w poniedziałek miałem 100% a już w środę rano 97% :lol: .

Wczoraj jednak miała miejsce mocna obsuwa na EUR/USD i pokażę zrzut ekranu z moich kolejnych krótkich pozycji. Pozwoliło mi to zarobić ok. 3% i aktualnie mój kapitał wynosi 99,48% czyli bliski założonego celu :D .
Jak widać na rysunku poniżej w miarę spadku kursu składałem kolejne zlecenia "sell" (angażując ok. 0,5% kapitału - od nr 4 - na każdej), przesuwając SL na pozostałych tak, aby wyjść z pewnym zyskiem. Na koniec miałem już zajętych 7 takich pozycji. W nocy trend się odwrócił i wszystkie SL zostały zrealizowane dając niezły zysk. Drugi rysunek przedstawia odbicie ukształtowane w nocy.


Dzisiaj miałem 2 krótkie pozycje (godz. 6.00) każda po 0,2% zawarte przy poziomie ok. 1,5700 zamknięte przy 1,5750 z małą stratą.



Temat: Moje bazgroły
Nowe rozmyślania z Syzyfem w tle.

Znowu wróciliśmy do punktu wyjścia. Znowu drepczemy wokół syzyfowego kamienia leżącego u stóp góry.
Mamy nowy rząd, nowego ministra rolnictwa. I związane z tym faktem duże nadzieje..... jaką koncepcję będzie forsował?
Co powie na poniedziałkowym spotkaniu z przedstawicielami wszystkich resortów podległych temu ministerstwu. Jakie ma plany co do zagadnień weterynaryjnych, do planów powołania struktur nowej inspekcji, jak ustosunkuje się do naszych postulatów?
On jeden wyszedł do nas z sejmu w czasie naszej pamiętnej kwietniowej demonstracji w Warszawie . On jeden chciał z nami rozmawiać......Myślę, że już wtedy zapoznał się z naszymi problemami zawodowymi. I zapewne zdaje sobie sprawę z ogromu zadań stojących w przyszłym roku przed weterynarią.
Nie wiem ilu naszych kolegów dostało się do sejmu, czy ktoś nas będzie reprezentował?
Czy w sejmowej komisji rolnictwa znajdą się życzliwe dusze nam i naszemu zawodowi? Kto nas będzie popierał? Są tacy? Chyba niewielu.
Podobno w przyszłym budżecie są pieniądze na następne 800 etatów dla inspekcji, mają być jakieś podwyżki w całej budżetówce, jak duże, zobaczymy... Czy będą chętni do pracy?
A swoją drogą, ciekawe co dzieje sie z absolwentami naszych uczelni? Co roku kończy ich około 400. W terenie nic o nich nie słychać, w miastach nikt specjalnie nie dobija się do drzwi istniejacych gabinetów w poszukiwaniu pracy. Gdzie oni są? Czyżby tylu wyjeżdża za granicę?
Czy w ogóle podejmują pracę w naszym zawodzie? Interesujący temat.

A u nas na tapecie monitoring Aujeszk'y.
Większość kolegów nie wie jak się ma zachować. Podpisać umowę, czy odmówić? Jak postapić?
Z jednej strony kuszą pieniadze, których nikt na wsi nie ma za dużo, a z drugiej przeraża ogrom ciężkiej, szkodliwej dla zdrowia pracy. Czy to bedą naprawdę duże pieniadze?
Coraz więcej postów o nieopłacalności całej akcji. Wszyscy liczą....i dochodzą do wspólnego wniosku. Tego się nie da zrobić z doskoku z przerwach między badaniem w ubojniach, załatwianiem zgłoszeń i monitoringiem tbc, biał, br. Koszty uzyskania przychodu sa bardzo duże, a w przyszłym roku będą jeszcze wyższe, zatrudnienie technika, lub lekarza w lecznicy to jest rocznie koszt 20-30 tysiecy zł. I czy znajdą się chętni? Czy ten monitoring pokryje koszty etatu? A co zostanie?
Za dużo znaków zapytania. Nawet pomysł wykonania monitoringu siłami ZLZ jest nierealny. To są same jednoosobowe firmy.
Za tym muszą iść duże, naprawdę duże pieniadze.
I muszą w tych kosztach partycypować również rolnicy.
A wszyscy na górze zachowują się tak, jakbyśmy tu na dole w gabinetach nie mieli nic do roboty i tylko czekamy na taka "fuchę".
Jeżeli te nasze gabinety istnieją w dalszym ciągu, to znaczy że nasz dochód pozwala jeszcze na pokrycie składki ZUS i kawałek kromki chleba z masłem. Inaczej byśmy tu nie siedzieli....
Nie mówmy też o bonusach tego monitoringu! Ja ich wcale nie widzę.W zależności od wyników, tych szczepień może wcale nie być, bo te nieliczne stada mogą iść od razu pod nóż. A świadectwa? Kto je będzie pisał? Czy ci, co będą pobierać? Kiedy? Co one dadzą? Przecież zawsze znajdzie się uczynny sąsiad, co przygarnie pod swoje skrzydełka zakazaną trzódkę i sprzeda jako swoje własne.Chyba że powoła się nastepną armie urzędników, do robienia IRZ trzody chlewnej.
Polak potrafi niejedno.

Co dalej? Nie wiem.Czas pokaże.
A może etaty?



Temat: Moje bazgroły
Czy idzie nowe?

Gdyby nie kolejna ostatnia cyfra określająca następny rok w moim kalendarzu, mógłbym sądzić, że rok 2006 dalej obowiązuje, że wszystkie wydarzenia z roku 2007 były tylko snem na jawie. Że wszystkie nasze wysiłki legislacyjne, protesty, demonstracje warszawskie były naiwną mrzonką. Los zakpił sobie z nas totalnie. Do dzisiaj słychać jego szyderczy chichot w kuluarach ministerstw i sejmu.
Czy myśmy na to zasłużyli?
Czy zasłużyliśmy na dowolną manipulację wszystkich ośrodków politycznych w kraju naszą niezależnością zawodową, naszym zawodem. Kto pozwala na zastąpienie furtki prowadzącej do przynależności do do naszego zawodu bramą, przez którą może w tej chwili każdy wejść i wyjść bez żadnych konsekwencji? A zaczynają wchodzić już wszyscy magistrowie rolnictwa, zootechniki.
Bo podobno ktoś wpadł na pomysł zakwalifikowania naszego kierunku studiów, do kierunku magisterskiego i w związku z tym....... magister równy magistrowi......
A niektórzy sądzą, ze magister stoi wyżej od lekarza wet. .......
Boć to przecie weterynarz..... jaki magister!
Wszyscy ,bez wyjątku uważają naszą korporacje za malutkiego dzieciaka, któremu nie można dać droższych zabawek do ręki, bo może zepsuć, lub wyrzucić. Minister Finansów boi się nam dać do ręki pieniądze, bo uważa że my je nie potrafimy sami wykorzystać i nie będzie je można przeznaczyć na inne cele,chociażby na ratowanie sektora trzody chlewnej i płaczących drobiarzy, żądających od państwa odszkodowania za to, że ludzie przestali jeść kurczaki z powodu jakiejś tam, wymyślonej i wydumanej przez weterynarzy ptasiej grypy. To są „zaskórniaki” dla naszej władzy, zawsze można sięgnąć tam i uciszyć tego , czy tamtego....A weterynaria jest cierpliwa i poczeka....

Nowy rok 2008. zaczyna się tak samo jak poprzednie lata. Ktoś się obudził i doszedł do wniosku ze istnieją jeszcze niedokończone akcje monitoringowe, że nie jest dokończone zwalczanie białaczki, że ludzi na wsi do pracy z każdym rokiem dramatycznie ubywa, z naprawdę nie ma chętnych do tej pracy. Zamknięto zawory i cała para poszła w na akcje Tbc, Br i EBB. Odcięto rury kierujące parę na zwalczanie Aujeszk”y, na komputeryzację wszystkich monitoringów, zostawiając nam kartkę papieru i ołówek. Nikt nie potrafi pójść po rozum do głowy i zrobić porządek z beznadziejnymi terminami wykonania poszczególnych badań. Ta pętla zaciska się coraz bardziej , i za dwa lata trzeba będzie w ciągu 2 -3 tygodni stycznia zrobić wszystkie badania wszystkich stad w gminie, nawet jak odpadnie nam 2/3 ebb. A to będzie niewykonalne! Czy tego nikt nie widzi!

Jak Wy to robicie?
Ja w przyszłym roku z części będę musiał zrezygnować, bo po prostu nie dotrzymam terminów. Do końca lutego mam wykonać wszystkie monitoringi w całej gminie i wracając o 20 do domu klnę po cichu, po jaką cholerę tak się spieszyć! Czy nie można ten bzdurny przepis zmienić, ustalając np. wykonanie badań w w pierwszym półroczu. Czy to jest aż tak ważne?
Komu to jest potrzebne? I znowu wraca „jakoś tam będzie”.
Nikt już się nie pyta co z nowym cennikiem, co ze stacjami wytrawiania ,zakładanymi w naszych gabinetach, co z kosztami i dzierżawą tych lokali. Czy to jest zgodne z prawem? Nie ma już obwodów badania mięsa, forma wyznaczeń w tym zakresie pachnie pewnym anachronizmem. Powinna być zastąpiona umową wynajmu lokalu/pomieszczenia/, dzierżawy sprzętu i umową z wykonującym te badania na zasadzie prowizji, lub w innej formie. I podpisana z ZLZ, a nie z lekarzem jako osobą fizyczną.
Ja z zazdrością patrzę na koleżanki i kolegów, którzy mając swoje „pięć minut” wybrali inny profil swojej lekarskiej działalności poświęcając się zwierzętom towarzyszącym. Jest to jedyna część naszej korporacji, niezależna od nikogo, najbardziej zdrowa, tworząca pozytywny image naszej korporacji. A my, terenowcy pogrążamy się coraz bardziej trzymając się kurczowo lekceważonej Inspekcji, nie mając widoków na lepsze jutro.
Czy jest szansa na odbicie się od dna?
Czy to „nowe”, które podobno nadchodzi, nie okaże się znowu fatamorganą?
Czy niektórzy z nas nie za bardzo wierzą w to „Przyjazne Państwo”? Czy jest jakaś siła, ludzie, mogący zmienić naszą rzeczywistość? Czy my sami możemy to zmienić?
Czy to nas nie przerasta? Prze te dwa lata, cały nasz wysiłek okazał się syzyfową pracą.
Oprócz zmiany cennika, zresztą wymuszonego potrzebą chwili, wyłącznie z groźby utraty rynków eksportu, nie osiągnęliśmy niczego więcej. I to nie z naszej winy, z naszego zaniechania.
Czy w tej karuzeli kadrowej wśród polityków, trafimy kiedyś na „dobrą, życzliwą nam duszę”?

Podobno idzie „nowe”.
Podobno.
Jak zawsze.

Mamy rok 2008..........

PS. Coraz bardziej odchodzi mi ochota na pisanie. Niektórzy zapewne się z tego ucieszą.
Trzeba się brać za układanie sobie zycia na ostatnie lata przed emeryturą, zostało juz mało czasu. Może jeszcze zdążę. Na pewno weterynaria zajmie tylko niewielką część dalszego mojego zycia. Bo gdy miałem swoje "pięć minut" , poszedłem nie tą drogą co powinienem .Teraz juz nie ma szans, przynajmniej w tym co teraz robię, będąc terenowcem od zawsze.
Włodek idzie za stolarza, a ja.......



Temat: Dzień Bluesa...
Panie Tadeuszu, pisze Pan m.in. , że „(...) musimy powoli pokazywać i twórcom, i urzędnikom, i funkcjonariuszom kultury, że można i trzeba przekraczać granice wyobraźni. Szczególnie w kulturze.” (...)

Kształtowanie podejścia władzy samorządowej do zachodzących procesów i realizowanych projektów animacyjnych to jest - moim zdaniem - jedno z głównych zadań animatorów, ich realizacji pracy u podstaw, która ciągle, niestety bywa pracą... syzyfową.

Poniżej przedstawiam dwa przykłady lubińskie.

Przykład I.

Swego czasu (pracując w Miejskim Impresariacie Kultury) działałem w tym kierunku i próbowałem przekonywać władze samorządowe miasta, że warto wypracować coś na kształt Młodzieżowego Impresariatu Artystycznego (MIA).

W pierwszym etapie rozpocząłem od tworzenia podstaw systemu prezentacji i promocji najzdolniejszych muzycznie przedstawicieli młodego pokolenia - możliwych w owym czasie form wyszukiwania talentów i prezentowania ich najpierw w naszym mieście (Młodzieżowy Impresariat Muzyczny – MIM).

Ponieważ instytucja, na bazie której to realizowałem nie posiadała bazy lokalowej (sal ćwiczeniowych, sal koncertowych itp.) wyszukiwałem partnerów, którzy taką bazą dysponowali, i tak:

1. Wieczory Autorskie Lubińskiego Środowiska Muzycznego „SIMPLE DUO & FRIENDS” przez 1,5 roku organizowałem w Klubie Pod Muzami” (cotygodniowe muzykowanie lokalnych muzyków wszystkich generacji – recitale, koncerty, jam session).

2. Warsztaty Gitarowe organizowałem przez kolejne trzy lata w salach MDK (zajęcia warsztatowe z czołowymi gitarzystami RP) oraz w Klubie „Pod Muzami” (koncerty wykładowców i uczestników warsztatów).

3. Lubińskie Prezentacje Muzyczne – cykliczne koncerty młodzieżowych zespołów rockowych organizowałem przez cztery lata w sali MDK, w sali dawnego kina Polonia (dziś funkcjonuje tam pub Iguana) oraz w „Gwarku”.

4. W latach 1999-2002 wyróżniający się miejscowi twórcy, zdolni muzycy i ciekawe zespoły zapraszane były do wzięcia udziału w kolejnych koncertach plenerowych pn. Niedziela w Parku i Dni Lubina.

5.Wyższą formą prezentacji i promocji (realizowaną w 2002 r.) były występy naszych solistów i zespołów w konkursach i koncertach ogólnopolskich (Bogumiła Kwiatkowska, Świnka Halinka, Kundel Band i in.) i międzynarodowych (Piotr Jasiurkowski, zespół Percival Schuttenbach). Ponieważ udział w tych koncertach/konkursach był zasługą samych w/w muzyków, w ramach MIM otrzymywali oni wsparcie finansowe (pokrycie części kosztów dojazdu bądź zakwaterowania na miejscu występu – Niemcy, Białoruś, Lublin, Bolesławiec).

Do tych działań udało mi się zachęcić i zaangażować część lokalnego środowiska muzycznego. Rozwijało się to wszystko w dobrym kierunku - z czasem te działania miały przyjąć formułę MIA i objąć inne dziedziny artystyczne (plastykę, film, teatr ).

Dopiero po kilku latach rozwijania kolejnych form oraz ciągłego informowania, tłumaczenia w końcu udawało się niektórych przedstawicieli samorządu przekonywać do przekazywania symbolicznych środków finansowych z budżetu samorządu, które na tamtym etapie - wzmacniane środkami od sponsorów „zewnętrznych” – mogły być uznane za satysfakcjonujące.

W końcu przyszły jednak wybory samorządowe i wraz z nimi umarła idea MIA i MIM.

Przykład II (zaczerpnięty z internetu):

Internauta I.„A zatem stało się...
Półtora roku poświęciłem pisaniu scenariusza filmu właśnie o trzech gościach, którym się w życiu pie***.
Akcja dzieje się w Lubinie.
Myślałem, że przedstawione wydarzenia będą typowo lokalną historią, której nie zrozumie odbiorca z zewnątrz.

Ale co mi tam- wysłałem scenariusz na Międzynarodowy Konkurs Scenariuszowy o Nagrodę Hartley- Merill.
Okazało się, że dostałem wyróżnienie- cieszy mnie to nie tylko dlatego, że w Jury zasiadali ludzie szanowani w środowisku, ale głównie dlatego, że jest w tym naszym Lubinie piękno, które umiejętnie wydobyte, nawet w smutku i beznadziei, które zostało docenione przez ludzi, którzy pewnie nigdy tego miasta nie zobaczą”.

Internauta II. „Chyba w sprawie filmu o Lubinie, jako społeczność lokalna, jesteśmy bezsilni...

Internauta III. "...Czas ludzi cienia" został bardzo pozytywnie zaopiniowany przez znaczących przedstawicieli środowiska filmowego.

Jest gotowy scenariusz, jest chętny do reżyserowania, jest chętne studio filmowe.
Jedyne, czego brak to ruch ze strony lubińskiego samorządu, osób publicznych, instytucji i firm...”

Aż nie chce się wierzyć, że nawet przed wyborami samorządowymi nie można uzyskać patronatu honorowego tego czy innego lidera samorządowego dla kampanii społecznej na rzecz powstania filmu o Lubinie.

Przecież autorytet osoby publicznej, sprawowana funkcja i udział osobisty może posłużyć uwiarygodnieniu tego przedsięwzięcia w oczach opinii publicznej a pozytywna decyzja o udzieleniu patronatu honorowego pomoże w gromadzeniu pieniędzy od sponsorów. Patronat honorowy może też obejmować ewentualne współfinansowanie takiego przedsięwzięcia”.

Film taki chyba nie powstał do dziś.

Wniosek 1: Moim zdaniem te przykłady pokazują, że nie jest dobrze, gdy w instytucjach i placówkach kultury nie ma ciągłości działań edukacyjnych oraz gdy miasto ma słaby PR.

Dzisiaj te formy, odpowiednio rozwinięte merytorycznie i organizacyjnie mogłyby miastu przysporzyć m.in. dodatkowych środków finansowych dla lokalnych działań kulturalnych (np. z puli Ministerstwa Kultury).

Wniosek 2: Ani władze samorządowe, ani samorządowe jednostki kultury, ani organizacje pozarządowe, ani grupy nieformalne, ani indywidualni twórcy i animatorzy kultury nie mogą być zadowoleni z faktu, że nie ma nas tam, gdzie przydzielane są pieniądze na kulturę lokalną...

p.s.

W niedzielę opuszczam nasze miasto w celach podobnych, o których Pan wspomina i z tego powodu nie będę mógł skorzystać z zaproszenia do odwiedzenia Fabryki, za które serdecznie dziękuję.
Wobec tego może uda nam sie spotkać w innym terminie a o swoim stanowisku w zakresie edukacji muzycznej postaram się napisać do Pana.

Pozdrawiam serdecznie
Andrzej Ossowski



Temat: gdy rzeka płynie gdzie indziej


Ponarzekam, chcesz?


Narzekanie zawsze sobie cenię:)


Najpierw na jedną fajność (o jedną mniej dla  przyszłych piszących ;)
Przeczytałem bardzo szybko i pierwsze co mi  wpadło, jeszcze bez zrozumienia
tekstu to 'próbowałam'. Dlaczego nie  'czekałam'? I dalejże usprawiedliwiać:
no przecież ta peela, podobnie  jak słońce musiała się powolutku przesuwać w
kierunku zenitu  przyszłości.


Hmmm moim zdaniem próbowanie zakłada jakąś czynność, ale zenitu przyszłości
to z tym próbowaniem bym nie łączyła.


Ale to nie zmienia naddatku. No to może przez tę 'próbę'  przerzuciła
uosobienie na słońce, ale nie.


Przerzucanie uosobienia na słońce jest w słówku "jak" - ja prosta dziewczyna
jestem.


To może podkreśla, że to była tylko próba? No też nie.


A mi się właśnie wydawało, że to tę próbę podkreśla. Bo w próbowaniu mimo
wszystko jest jakiś wysiłek. Próba wiąże się zawsze z intencją ale też
działaniem. Czekanie - piękne słowo, ale na moją intuicję mniej ruchowe,
mniej energiczne. (jak to ktoś mi kiedyś powiedział pewien profesor: ma pani
kłopoty z wyrażaniem własnych myśli) Także jeśli czytelnik uważa, że zbędne
tzn autor nie potrafił uzasadnić ( w wierszu!) istotności danego słowa. Moja
wina.


Dzięki porównaniu ze słońcem uzyskuje się pewność, że to była tylko próba;
toć  przecież z góry skazana na porażkę.


Ja może jestem dziwna ale to, że z góry skazana na porażkę to nie wiem. Jeśli
założymy, że ostatniego wersu nie ma, to wydaje mi się, że jednak słońce
obyło się bez porażki. Ale to już moje takie tam filozoficzne lekko mysli
dotyczące tego na co czeka słońce. Poza tym cykliczność wschodów i zachodów
wcale nie musi wiąząć się z syzyfową pracą. Ale to już są bardziej dywagacje
i nadinterpretacje. Tylko, że mi się strasznie trudno do wierszy zdystansować
i oddzielić co w wierszu jest od tego co ja przez ten wiersz widzę.


(...)
'rąbek Katedry' - ciąg dalszy zestawień, ale tym razem powiązanie ma
odwrotny kierunek. Od gzymsu katedry, a właściwie Katedry, do rąbka
pościeli (łóżka).


to chyba jednak powinna być katedra:)


No i tu zaczynają się dla mnie schody. (...)
Trudno (mnie, być może ktoś inny nie mialby  problemu) zastanawiać się nad
tabu albo rozdzieleniem sacrum i profanum,  tym bardziej, że 'akcja'
rozgrywa się jedynie na obrzeżach sfer. Zabij,  a 'Katedry' z łóżkiem
połączyć nie potrafię.


Hmmm ja też nie. No można sobie wiele tu zmyślać. Ale ja wcale nie
zamierzałam łączyć katedry z łóżkiem. Rąbek nie jest może najtrafniejszy. Ale
to pierwsze słowo, jakie przyszło mi na myśli jak sobie obraz pomyślałam.
Chciałam uzyskać raczej punkt styczności. Między zwykłością powszedniości
a "sztuką" ( no nie do końca mi o to chodzi, ale nie wiem chwilkowo jak to
inaczej wyrazić) i żeby ten punkt styczny nie był zbyt jednoznaczny, zbyt
mocny, zbyt jaw(n)y, może bardziej senny.


Jest jeszcze jedno narzucajace się zestawienie. Ja - słońce. Zestawienie
nieoczywiste, bo utworzone tylko dzięki jednej nitce związku: dzięki
powolnemu, acz nieuchronnemu ruchowi. Nie mnie sądzić, ale przez tę
jednostronność jest chyba słabe.


A mi się zdawało, że to jest najbardziej oczywiste. Przecież tam jest "jak".
Hmmm. Ale ja piszę te moje wierszydełka raczej intuicyjnie niż
intelektualnie, a że intuicję mam czasem dziwną...


Ostatni wers, w którym poszukuję odkrycia, wyjaśnień. Pada. (...)A tam mam
tylko opozycje słońce-deszcz.


No tak. Moja wina. Pada końcówka. hmm Wydawało mi się, że dopiero to mówi o
wyniku czekania. ( z padaniem mam zbyt wiele skojarzeń, ale rozumiem, że źle


Włażąc głębiej z kopytami mogę jeszcze
nadinterpretować bardzo nieprawidłowo, łącząc to z płaczem. Nonsens z
mojej strony. Dzięki składni i oszczędnej interpunkcji mogę jeszcze
inaczej nadinterpretować czytając: ale padało! ale to też tylko
nadinterpretacja.


eh szkoda, że to nadinterpretacja. Ale przyznaję, że autor powinien tak


Wróciłem do tytułu, wyświetlając w pamięci wszystkie zapamiętane obrazki
z katedrą w Rouen. Wszystkie monety przy różnym oświetleniu i w różnych
modyfikacjach perspektywy; a do tego przynajmniej jedno przedstawienie
(nie pamiętam czyje), gdzie katedra jest pokazana z perspektywy rzeki
(wydaje mi się, że to było Rouen i że w rzeczywistości katedra jest
widoczna z nabrzeża, ale głowy nie dam), a na pierwszym planie kołyszą
się maszty. Idzie o czas, wiem (a przynajmniej tak mi się zdaje), ale o
czas szczególny, bo dla każdego płynący inaczej. To co zdaje się wieczne
(choćby wieczne w ciagłej zmianie) i to, co chwilowe.


Chciałaby to zobaczyć:)


Przyznaję się zatem do porażki. Poległem przy tym wierszu. Albo ja nie




I jeszcze w ramach:
http://minto.sd74.bc.ca/images/rouen.jpg

w.


Link u mnie nie działa:( może cosik zepsułam. sprawdzę jeszcze raz.

P.S. Panie wilczysko chylę czoła :) i dygam w podziękowaniu za poczytanie i
wypisanie takiego narzekania :) Proszę o jeszcze:)

pozdrowionka
Wiolka





Temat: Witam. Zamierzam "sprobowac szczescia" na GPW


Witam.
Mam zamiar "sprobowac szczescia" na GPW.
[...ciach...]
z racji zawodu nie mam w zwyczaju podejmowac decyzji /ot tak sobie - bo
mi sie tak wydaje/
Pozdr.
(maly) Leszcz(yk) z ulicy.


Hej, Leszczyku,
Kpisz Waść czy o drogę pytasz?
Dostałeś już trochę merytorycznych rad i wskazówek to ja trochu refleksyjnie
na podsumowanie się dołączę mym esejem...
Giełda i mnożenie zysku Cię wciąga. Chcesz w to wejść świadomie i na jak
najkorzystniejszych  warunkach. Zastanawiasz się jakby zminimalizować
nieuniknione przy tym koszty i korzystać z najlepszej dostępnej platformy z
mobilnością włącznie.  Ale to wszystko marność nad marnościami...
Prawdziwy sęk w tej giełdowej desce jest taki, że wszyscy bez wyjatku chcą
zarabiać... Czy to możliwe? Przekonasz się zapewne sam.
Na rynku rządzą profesjonaliści i "ich" kasa liczona MILIONAMI złotych do
dyspozycji każdego dnia. To oni podejmują kluczowe decyzje a reszta może
oglądać igrzyska na rynku  a nawet uczestniczyć na miarę swoich możliwości
w onym spektaklu z licznymi fajerwerkami pod tytułem giełda, wolność i
pieniądze. Im mniej płynny rynek tym gra (a i cyrk czasami) bywa większy i
doznania maksymalnie skrajne od paniki do euforii włącznie.
Ale jak w kultowym utworze Queen: "The Show Must Go On"  tak i rynek skazany
jest na ciągłe wymiatanie się/ścieranie popytu z podażą i odwieczną walkę
strachu z chciwością. Chcesz w tym zatrybić. Nie chcesz przegrać. Pytasz się

ważnym elementem sukcesu. Ale to tylko ledwo jeno poczatek syzyfowych,
niekończących się prac i przygotowywań przed czekającą Cię walką z wiatrakami
na drodze do finansowego eldorado... Otóż "próbując szczęścia" na giełdzie,
kupując akcje różnych spółek wchodzisz albo spokojnie (długoterminowo) albo
ryzykownie (krótkoterminowo) wskakując(!) do coraz to innych stojących,
podstawianych lub ruszających (czasem z kopyta) pociągów z domniemanym
napisem "Hossa"... Im bardziej chcesz aktywnie i krótkoterminowo (zdaje się
masz Day-Trading na uwadze) tym presja czasu będzie silniejsza na zdecydowane i
szybkie podejmowanie decyzji aby tylko znaleźć się w pociągu jako daytrader
chwytający wszak lokalne ekstrema w locie trzmiela...,intuicyjnie, bez
czasochłonnego rozpoznania, w pośpiechu bo papier ruszył a górki i dołki
czekać  nie będą. Tymczasem maszynista (pojedynczy giełdowy rekin lub wiodący w
stadzie) jest  jeden i to on DECYDUJE i ma moc sprawczą dać po garach z polotem
motocyklowych kamikadze i zainicjować wybicie a kiedy indziej stosować
kontrolowane hamowanko-dystrybucję z realizacją zysków i zmianą dotychczasowego
kierunku jazdy na wsteczny włacznie.
Wysiąść, niestety nie zawsze można natychmiast, gdy w końcu ochłoniemy i
zorientujemy się, że rynek wiezie nas nie tam gdzieśmy chcieli i postanowimy
zdecydowanie wysiąść..
Luki bessy to czasem najbliższe rynkowe przystanki na żądanie jeśli się
nie wysiadło z papieru na sesji. Ale wracając do meritum. Najważniejsze w tym
gladiatorskim sporcie extremalnym jest umiejetność rozpoznania intencji
siejących mamonę na rynku. Czy wrzucana w daną spółkę kasa jest
powodowana "szczerą" wiarą w fundamenty i perspekty wzrostu spółki
czy "przynętą" ino mającą zachęcić niezdecydowanych by otworzyli kieszeń i
sypnęli groszem... W teorii jest cacy. Analiza techniczna i fundamentalna są do
dyspozycji i wiele innych użytecznych danych/inf, internet, czasem nawet dostęp
do rach. via telefon z WAP itp. W praktyce jednak owo, możliwe
techniczne "uzbrojenie" w środki rynkowej walki ma się nijak do "rozpoznania"
prawdziwych intencji rynku i podjęcie decyzji jest nadal obarczone ogromnym
ryzykiem którego nie da określić najlepszą nawet wiedzą teoretyczną... Zatem
pytań i wątpliwości będzie ZAWSZE bez liku.
Czy, kiedy i jak wejść. Ostrożnie, wieloetapowo, niewielkimi kapitałowo
porcjami czy od razu z grubej rury PKC-em na "hura" narażając się  na
rozpoznanie i wyrzucenie z rynku przez "silne ręce" nie lubiące wozić drobnicy
na swój koszt...ale czasem się uda :)
Giełda przypomina często finansowe reality show z adrenalinogennymi prawami
dżungli w bezpardonowej walce o zysk. Jeśli w tak ekstremalnych warunkach
zaliczysz empirycznie swoistą "ścieżkę zdrowia" na początku "kariery" i nadal
będziesz się czuł "cool" i osiągał zyski to znaczyć bedzie, że trafiła... kosa
na kamień a swój na swego. Niewątpliwie, zrobi się ciekawie, ale pamietaj, że
giełda będzie chciała pochłonąć Cię wtedy zaborczo i bez reszty dla siebie a
nie jak teraz TYLKO po kilkanaście(!) godzin dziennie przed kompem jak
piszesz... Niewykluczone, że przy większym, osobistym zaangażowaniu także po
nocach, na jawie i we śnie będziesz śnij o... niej.
Czy tego aby na pewno chcesz?  Nie ma nic za darmo... Dobrze, chociaż, że nie
łudzisz się, że będzie lekko. Aby jako leszcz (z ewolucyjnymi mam nadzieję
planami zmian?) płynąć zawsze zgodnie z kierunkiem rynkowego prądu (jako
Energetyk pewnie wiesz w ciemno o co chodzi hehe) będziesz musiał jednakowoż
dążyć do doposażenia się w szósty zmysł albo nieustannie wypracowywać i
optymalizować taktykę geniusza strategii umiejącego odsiewać ziarna od plew a
intrygę od woli czy kaprysu mocarzy rynku.
Zważ, że dotąt miałeś "święty spokój" z giełdą i komfort z akcjami PKO którymi
się nie interesowałeś zanadto a i tak jakoś  urosły dorodnie...
Czy warto ryzykować codzienny stres? Ale jak masz mało i kusi Cię mieć więcej
to życzę Ci powodzenia w "próbowaniu szczęścia"  na giełdzie Don Kichocie...
Nie Ty pierwszy i pewnie nie ostatni masz szansę w niej zagrać wymarzoną dla
siebie rolę...  Wszak "The Show Must Go On".

Udanego Sylwestra i pęczniejącego porfela inwestycyjnego w nadchodzącym Nowym
Roku AD 2007r życzę.
Wigwam