Wyświetlono posty znalezione dla słów: sytuacją wychowawczą w szkole





Temat: SZKOŁA i jej rola wychowawcza
SZKOŁA i jej rola wychowawcza
Przez moment mówiło się dużo o szkole, ale nie zaczęli strzelać do
nauczycieli i temat przestał być atrakcyjny. Jednak przy okazji dyskusji o
Państwie Obywatelskim, Elytach i wchodzeniu do UE może by jeszcze raz na ten
temat podyskutować?

Może ta dyskusja mogłaby się toczyć wokół takich pytań:

- Czy kiedy chodziłeś/chodziłaś do szkoły pełniła ona funkcję wychowawczą w
większym stopniu niż dzisiaj? Jaki to miało wpływ na bezpieczeństwo na
ulicach, a jaki na tworzenie się elit?

- Czy szkoła jest głównym odpowiedzialnym za wychowywanie młodzieży, czy
tylko przechowalnią, żłobkiem dla młodzieży? W jakim stopniu za wychowanie
odpowiada rodzina, sytuacja gospodarcza, środowisko, szkoła (10% - 90%)?

- Czy to, aby szkoła, (jeżeli tak nie jest) lepiej spełniała zadania
wychowawcze zależy bardziej od szkoły, jej organizacji, zasobów, stawianych
zadań, czy bardziej od samych nauczycieli? Czy poszczególne szkoły mogą
zmienić się same z siebie, czy muszą się zmienić zadania jej stawiane i
system organizacji szkolnictwa?

- Czy Polska szkołą jest zła, a niemiecka, brytyjska czy rosyjska lepsza?

Slon




Temat: W płockim gimnazjum uczeń zaatakował nauczyciela
Mieszkam od polowy lat 80 tych poza Polska. Jednak bylem w Polsce
wielokrotnie .Dwa razy przebywalem dluzej .Za kazdym razem uczylem w szkole
jezyka angielskiego dzieci w wieku gimnazjalnym .Bylo to w 1993 i potem w 2001
roku . Warunki nauczania w szkole pogorszyly sie strasznie.Mozna smialo
powiedziec , ze zarowno mlodziez jak i szkola jest chora .Na dzieciach odbija
sie sytuacja rodzicow .Jednak zasadnicza sprawa jest zdemoralizowanie polskiego
personelu pedagogicznego .Dyscyplina ,to cos ,co Polski nauczyciel i rodzic
kojarzy z przemoca i molestowaniem ucznia .Dzieci rowniez znaja te kolorowe
pisemka , w ktorych sa same "intelektualne " nowinki pedagogiczne z zagranicy .
Dzieci w Polskiej szkole sa rozpuszczone do granic mozliwosci .Skromny procent
rodzin wysyla swoje pociechy do prywatnych szkol,bo panstwowa coraz czesciej
nie tylko nie uczy mlodego czlowieka , ale go demoralizuje lub niszczy
psychicznie i fizycznie .Nauczyciele powinni otrzasnac sie z tych pseudonowinek
pedagogicznych i wrocic do tradycyjnych starych metod , to jedyne wyjscie .
Tego ucznia trzeba jak najsurowiej ukarac.Tymczasem pani dyrektor szuka dla
niego usprawiedliwienia .Kiedys ten chlopak zabije , bo do tego zmierza logika
wychowawcza jego wychowawcow .





Temat: Wyniki magistrackiej kontroli w "Młodym Lesie"
Sytuacja wychowawcza, szkolna i pracownicza ZAWSZE była w PO bardzo trudna.
Panowały tam niekorzystne układy, wychowawcy i nauczyciele nie współpracpowali
ze sobą, zwłaszcza nauczyciele byli zostawiani sami sobie. To ważna uwaga -
nalezy pamietac, że w szkole przy PO pracowali "normalni" nauczyciele, a
przeciez mieli do czynienia niejednokrotnie z młodymi przestepcami,
oczekujacymi na zakład poprawczy, z młodzieżą trudną, czesto z patologicznych
środowisk. Likwidacja tej szkoły jest nieprzemyslaną decyzją kogoś, kto nie ma
zielonego pojęcia o specyfice pracy z takimi uczniami. Połączenie PO z domem
dziecka jest decyzją cymbała, sorry!!
Specyfika PO to:
-wzajemne donosy i podszczypywania
-beznadziejna praca niekompetentnych dyrektorów
-wchodzenie w układy z młodzieżą
-brak jednolitości oddziaływań wychowawczych
-.....................

Tam było po prostu strach wejść.Zamiast rozpiżyć całe to towarzystwo, łączy sie
pogotowie z domem dziecka, a przestępców kieruje do szkół masowych. Dla mnie to
skandal!!



Temat: Jak uniknąć przemocy w szkole
Między pomysłami na szkołę idealną,a naprawianiem szkoły przez dyletantów,
jest miejsce na uczciwe przyznanie,że przerwy między lekcjami w szkołach
publicznych to czas przerwy w wychowaniu,a nawet poprzez działania grupy czas
demoralizacji. Udawanie,że nauczyciele, poza skrajnymi przypadkami, panują nad
sytuacją nie pozwala na podjęcie działań naprawczych. Nauczyciele nie spędzają
przerw razem z uczniami na korytarzach realizując przy okazji jakiś opracowany
przez siebie program, w rodzaju "Relaks,wychowanie,opieka na przerwach",i
pewnie nie możemy od nich tego oczekiwać. Znane skutki przynosi jednak
sytuacja, gdy setkami uczniów "zajmują się" pojedynczy nauczyciele z grafika
dyżurów. Fakt, że objęcie uczniów skuteczną opieką wychowawczą podczas przerw
przerasta możliwości nauczycieli nie musi powodować oskarżeń nauczycieli (tym
bardziej dzieci czy rodziców),lecz może i powinien wyzwalać działania
umożliwiające szkole taką opiekę sprawować.Wierzę,że skierowanie środków na
załatanie dziury wychowawczej,jaką jest przerwa,pomoże zapobieganiu rodzącym
się w szkole patologiom. Pomysły,czy odbędzie się to przez zainteresowanie
finansowe nauczycieli tworzących grupy opieki,czy przez powołanie etatów
wychowawców "międzylekcyjnych",czy przez inne narzędzia,znajdziemy w samej
szkole. Ujawnienie tej potrzeby może zadziwić nas mnogością działań i łatwością
pozyskiwania źródeł ich finansowania.



Temat: Obszczekajcie pieski Talagę :)
Zmartwię Pana Lecha Galika - nie będę obszczekiwał Pana Talagi.

Ale chciałbym jakoś merytorycznie podejść do problemu.

Zapewne apolityczność szkoły wynika z art.56 ustawy o systemie oświaty, który
stanowi, iż w szkole mogą działać, z wyjątkiem partii i organizacji
politycznych, stowarzyszenia i inne organizacje, a w szczególności organizacje
harcerskie, których celem statutowym jest działalność wychowawcza albo
rozszerzanie i wzbogacanie form działalności dydaktycznej, wychowawczej i
opiekuńczej szkoły.
Moim skromnym zdaniem wydaje mi się, że Pan Talaga (nie jestem jego fanem, ani
jakimś zagorzałym przeciwnikiem) nie naruszył zasad "apolityczności" szkoły
rozumianej w sposób powyższy.
To są przecież osoby pełnoletnie, przestańmy traktować je jak dzieci. Jaka jest
różnica między zbieraniem podpisów przez Pana Talagę na lekcji (kiedy uczniowie
mogą dobrowolnie poprzeć swojego nauczyciela - jeżeli go lubią, lub nie muszą
tego robić - jeżeli nie darzą go sympatią) a np. sytuacją, kiedy ten sam Pan
Talaga zbiera podpisy swoich uczniów poza murami szkoły.
Według mnie problem powstałby wówczas, jeżeli Pan Talaga wykorzystywałby fakt
swoistej "nadrzędności", czyli jeżeli poparcie jego uczniów byłoby przez niego
wymuszone.

Nie obszczekujmy się, tylko dyskutujmy :-)



Temat: Czy wg was szkola ma wychowywac dziecko?
A jednak istnieją szkoły, które podejmują wysiłek wychowywania. Pozwolę sobie wkleić fragmenty
programu wychowawczego pewnego gimnazjum (niepublicznego):

...Podstawową ideą wychowawczą jest w naszej szkole szacunek dla godności każdej osoby ludzkiej i
poszanowanie praw człowieka. Szkoła realizuje programy edukacyjne mające na celu przeciwdziałanie
wszelkim formom rasizmu i ksenofobii. Chodzi nam o stwarzanie warunków do czynnego uczestnictwa
uczniów w działaniach takich organizacji, jak Amnesty International, Polska Akcja Humanitarna czy
Komitet Helsiński. Uważamy, że wyrazem poszanowania praw człowieka jest stosunek do mniejszości
narodowych, rasowych i religijnych. Staramy się budzić przekonanie, że prawa mniejszości są podstawą
właściwie rozumianej demokracji.

Pragniemy kształtować w naszych uczniach postawę życzliwości, tolerancji i wrażliwości wobec innych.
Chcemy przygotować ich raczej do służby społecznej niż do bezwzględnej walki o osobisty sukces.
Uczniowie są zachęcani do uczestnictwa w akcjach charytatywnych i wolontariacie, do podejmowania
problemów związanych z sytuacją osób niepełnosprawnych, dzieci z domów dziecka, uchodźców
politycznych czy dzieci z wiejskich szkół na terenach zaniedbanych gospodarczo. Pragniemy wpoić
uczniom przekonanie, że ten, kto dużo otrzymał na starcie, ma obowiązek myśleć o tych, którzy mieli
mniej szczęścia od niego.



Temat: Gimnazjaliści pobili nauczyciela i szarpali się...
to efekt oszczędności
sytuacja w polskich szkołach jest bardzo zła. Uczniowie oporni na działania
wychowawcze demoralizują normalnych uczniów albo utrudniają im życie, a
nauczyciele nie mają narzędzi, aby z tym walczyć. Dyrektorzy szkół cieszą się,
że oni jeszcze mają spokój, ale to radość nieuzasadniona.
Zamiast zrobić mniejsze klasy korzystając z niżu demograficznego, robi się
oszczędności, co tylko utrudnia pracę wychowawczą.
Najgorszy jest generalny brak specjalnych szkół o podwyższonym rygorze, do
których można by kierować trudnych uczniów. Uważam, że każdy powiat powinien
mieć taką szkołę i każdy dyrektor powinien podesłać do niej po 2 albo 3
"wybrańców". Od razu by się atmosfera poprawiła wśród pozostałych...



Temat: Stosunki nauczyciel-uczeń
Witam
Jesteś wspaniałym młodym nauczycielem i sądzę, że dobrym człowiekiem. Przeczytałam wszystkie posty w tym temacie i myślę, że stąpasz po kruchym lodzie. Prawdą jest, że wszystkim nie pomożesz, prawdą jest też, że jeżeli uda Ci się jednej osbie wskazać droge w życiu, to powinieneś potraktować to jako sukces. Jest i trzecia prawda - wszystko w życiu jest dobre, ale z umiarem. A zatem jeżeli chcesz tak pracowac z uczniami, to może spróbuj to sformalizować, np. załóż jakąś grupę dyskusyjną. I rzeczywiście lepiej będzie, jeżeli te spotkania odbywać się będą w szkole, np. po lekcjach. Mogą być przy herbacie i ciachu dla rozliźnienia atmosfery. W Towojej pieknej postawie powinieneś zadbać też o siebie. W innym razie może zdarzyć Ci się jakaś nieprzyjemna sytuacja, po której trudno będzie Ci się podnieść. Szkoda byłoby takiego człowieka i pedagoga, gdyby na początku drogi zawodowej " dostał po łapkach" za to tylko, że chciał bobrze. Jestem nauczycielką z 20 letnim stażem, pracuje z dorosłą młodzieżą w medycznej szkole policealnej. Od lat obserwuję młodzież przychodzącą do mojej szkoły - niestety widać u niej duże braki wychowawcze. Mimo to, że struktura osobowości w zasadzie powinna być u nich już ukształtowana, zauważam że nie zawsze ma to miejsce, a postawy życiowe nie zawsze odpowiadają ogólnie przyjetym normom etycznym. Może to wynik między innymi braku w szkołach średnich takich ludzi, jak Ty (nie obrażając oczywiście "nauczycielskiej braci"), może niewydolność wychowawcza rodzin, które w dzisiejszym świecie borykają się z tyloma problemami. Tak czy inaczej z Twojej strony to świetna robota i nie rezygnuj z niej - raczej nieco zmodyfikuj. Życzę powodzenia.



Temat: krótki kurs nt. jak szanować nauczycielki
krótki kurs nt. jak szanować nauczycielki
Ostatnio w jednym z łódzkich liceów miała miejsce kuriozalna sytuacja...
Dyrektorka szkoły ukarała jedną z klas odebraniem im praw ucznia. Nie
dziwiłoby to nikogo, bo klasa jest tzw. trudna wychowawczo, gdyby nie powód
owej kary. Otóż uczniowie nie złożyli się po złotówce na zakup podarków
(kwiatów, czy czegoś tam...) dla nauczycieli z okazji ich święta (przyp. 14
października).
W mojej ocenie nie jest to najlepsza metoda na zwiększenie swego autorytetu,
czy sympatii uczniów do ciała pedagogicznego.
Swego czasu, w mojej szkole owszem kupowało się jakieś kwiaty nauczycielom,
ale było to raczej związane właśnie z żywionym do konkretnych pedagogów
szacunkiem, a nie organizacyjnym przymusem. Dodam tylko, że były to lata
osiemdziesiąte, czyli złoty wiek dla akademii "ku czci..." i masowego
dziękowania "za zasługi".
W sumie nie chodzi nawet o tą złotówkę, tylko o fakt, że być może uczniowie
widzą niewydolność wychowawczą swoich nauczycieli i niekoniecznie chcą lub
mają za co im dziękować. A może po prostu w atmosferze rozpadu grupy
zapomnieli o tym "najważnieszym" święcie.
Cóż pani Wiesławo... tym razem można powiedzieć, że "daliście ciała"



Temat: Nieuk uczył dzieci
Zgodziłabym sie z wiekszościa tez tej wypowiedzi. Ale nie ze wszystkimi: po
pierwsze kursy bywają różne - te robione pzrez fachowców i te robione przez
nieudany twór jakim są powiatowe ośrodki metodyczne nie zatrudniające fachowców
a tylko dyrektora, jego zastepcę i sekretarkę. Mogą co najwyżej robić kursy
typu - jak wesoło czuć sie w szkole. Prawdziwe ośrodki metodyczne zostały
prawie wszędzie już zlikwidowane. Jeśli chodzi o nowa kadrę - sami zobaczycie -
efekty będą żałosne - tyle tylko,że właśnie im nikt zbyt dużo do głów nie
wtłacza (nie byłoby po prostu studentów). Spora część nie zaliczyłaby swoich
przedmiotów (zwłaszcza ścisłych)w szkole w latach 70-tych. Jedynym ratunkiem
dla szkolnictwa ponadgimnazjalnego jest matura zewnetrzna. Sytuacja zmusi
uczniów do pracy a z kolei i uczniowie i ich rodzice zmuszą nauczycieli do
lepszej pracy. Zdecydowanie przydałby sie inny egzamin po gimnazjum bo tam jest
tragedia - dydaktyczna i wychowawcza.



Temat: Młodzi kupują, więc palą
Jak zwykle poszukuje sie winnego zachowań młodych nie tam gdzie
nalezy czyli w domu rodzinnym .
To rodziców nalezy karać za złe ,nieprawidłowe wychowanie młodych i
ich chęc palenia i picia ,a nie sklepikarzy .
Jaka role wychowawcza maja spełniac sklepikarze kontrolujacy dowody
i uswiadamiajacy młodsych o szkodliwości uzywek .
Młodzi- dobrze wychowani- nawet nie powinni zagladac do sklepów z
papierosami i tytoniem .
Podobna sytuacja ,tez nie karana ,jest z wypowiedziami młodych .
Ku... sie sypia za kazdym słowem , równiez narządy płciowe i ich
sposób użycia .
Czy tez za takie wychowanie "ktoś" musi ponosic odpowiedzilność.
Zwalic wszystkie problemy nieudaczności na szkołę , sklepikarzy .
Tylko nie rodzicę ,a to oni powinni zostac ukarani za brak
wychowania .
O najwiekszej Korporacji(Koś. Kat) nie wspominając, dla której
wychowanie dzisiejszych roczników młodych to porażka



Temat: Ocena pracy Strazy Miejskiej w Zabrzu
Styczen 2007

Jarosław Rajda został wybrany spośród kandydatów na stanowisko
komendanta Straży Miejskiej.

Jarosław Rajda ma 40 lat, od 1 lipca 1992 roku pracuje w
zabrzańskiej Straży Miejskiej, w której pełnił wiele funkcji,
począwszy od strażnika, poprzez inspektora SM, kierownika kilku
referatów (operacyjnego, dzielnicowego i patrolowo-operacyjnego), a
skończywszy na ostatnio pełnionej funkcji zastępcy komendanta SM.

Kandydat na komendanta posiada wyższe wykształcenie (ukończył
Pedagogikę Opiekuńczo-Wychowawczą na Uniwersytecie Śląskim), obecnie
kontynuuje studia podyplomowe w Szkole Zarządzania UŚ na
kierunku „Zarządzanie sytuacją kryzysową”. Jest żonaty, posiada
trójkę małoletnich dzieci.

„Chciałbym zmienić wizerunek straży miejskiej. Będę kierował Strażą
tak, by zabrzanie czuli się bezpieczniej, by spacerowali po
czystszych ulicach i skwerach, by mieli możliwość stałego kontaktu
ze strażnikami, którzy w razie potrzeby będą służyć im pomocą.”
Jarosław Rajda zadeklarował, że Straż pod jego kierownictwem skupi
się na tych działaniach, których oczekują mieszkańcy. „Zamierzam
przenieść ciężar działań na patrolowanie ulic (szczególnie w
godzinach wieczornych i nocnych) i zabezpieczanie imprez. Chcę
wrócić do dobrej tradycji ścisłej współpracy z policją i
magistratem, z Radami Dzielnic i organizacjami pozarządowymi.”

Grudzień 2009

Wielka klęska. Klapa na całego. Niestety.



Temat: Zaopiekuję się dzieckiem (lub dziećmi) Katowice
Zaopiekuję się dzieckiem (lub dziećmi) Katowice
Witam serdecznie!
Z radością zaopiekuję się dzieckiem, lub większą gromadką zamieszkałą w
Katowicach. Mam 34 lata, swego czasu ukończyłam Nauczycielskie Kolegium
Języka Francuskiego, tak się jednak złożyło, że nie pracowałam nigdy w
szkole. Moja praca związana była zawsze z handlem lub usługami- branża
kosmetyczna. Mam to szczęście, że lubię ludzi i ludzie lubią mnie. Jestem
ucziwa, odpowiedzialna i poważna, ale nie ponura... Do wszystkiego staram się
nastawiać optymistycznie i wesoło. Jestem osobą kulturalną, nie mam żadnych
nałogów.
Moją najlepszą referencją jest zdrowy, grzeczny, radosny i mądry
siedmioletni, syn. Wychowywanie go na dobrego małego, a potem całkiem dużego
już, człowieka jest misją, która może nie zawsze jest łatwa, ale jednak
przynosi z sobą radość i dumę.
Bardzo lubię przebywać z dziećmi. Wiem, że ta sympatia jest odwzajemniona,
może dlatego, że dzieci traktuję jak dzieci- szanuję ich "niedorosłość" i
oczywiste ograniczenia wiekowe. Łatwo więc nawiązuję kontakt i więż. Nigdy
nie krzyczę, ani nie zastraszam dziecka. Moje prośby egzekwuję skutecznie,
ale metodą łagodnej perswazji.
Siedmioletnia "praktyka wychowawcza" dała mi duże doświadczenie. Właściwie,
żadna sytuacja nie jest w stanie spowodować, że nie będę wiedziała co zrobić.
Bardzo chętnie pomogę w opiece nad dzieckiem zapracowanym rodzicom. Lubię też
gotować i dbać o dom. Wszystkich zainteresowanych bardzo proszę o kontakt.
Pozdrawiam, a z kimś może do zobaczenia...
Renata
606 14 11 19



Temat: Złe zachowanie uczniów
Ech
Czy ucznia ksztaltuja tylko nauczyciele? tylko rodzice? problem jest o wiele
bardziej zlozony...
nauczyciel- owszemPowinien uczyc ciekawie, Powinien umiec zainteresowac
Wszystkich uczniow, Powinien umiec wyegzekwowac obowiazki ucznia i przestrzegac
jego praw, Powinnien znac swoja dziedzine, interesowac sie na biezaco i wiele
innych.... pytanie za 700zl??? A juz pomijajac pieniadze- tak potrzebne na
doksztalcanie- dlaczego nauczyciel nie ma zadnych praw? a jak wzywa rodziow na
rozmowe w sprawie ucznia to Ci nie racz przyjsc?(sytuacja znajomej zwloana
godzina wychowawcza obecnosc wszystkich rodzicow obowiazkowa, powod bardzo
niebezpieczne zachowania uczniow- proba rozwiazania problemu...frekwencja???
Przyszedl jeden rodzic... komu zalezy by Ci uczniwie skonczyli szkole?)

Rodzice- powinni zapewnic dziecku godziwe warunki egzystencji(trezba pracowac by
wyzywic prawda?), zapewnic pomoce naukowe, a chociaz podreczniki(niestety czesto
wazniejsza jest komorka), zapisac dziecko na zajecia dodatkowe miec swietny
kontakt z dzieckiem, wychowywac ... utrzymywac dom i inne takie- niesetety
wiekszosc nie ma na to wszystko albo czasu albo pieniedzy... a jesli juz maja to
nie potrafia wychowac bo nikt ich tego nie nauczyl nikt im w tym nie chce pomoc.

Szkola- Powinna reagowac na problemy nauczycieli, wspolpracowac z rodziccami, a
w sytuacjach ekstramalnych wyrzucac uczniow ktorzy nie sa w stanie podolac
programowi szkolnemu, badz obowiazkom ucznia... niesetety mamy
rankingi(wlasciwie nie wiem czy niestety) i szkoly chca byc jak najwyzej, a
liczba uczniow usowanych ze szkoly obniza te ocene...

W koncu Uczen:
wymaga- bo wszyscy to mowia co nauczyciel powinien
na lekcji jak moze to stara sie znalezc w jakiejs grupie rowiesniczej- roznym,i
metodami
laczy dorastanie ze szkola , oczekiwaniami rodzicow, probuje pogodzic niejjasne
sygnaly wysylane z roznych stron- szkola , nauczyciel, rodzic, prasa, media, koledzy
sprawdza ile mu wolno a skoro raz mu wolno to robi to dalej.

Moim zdaniem problemem jest totalny brak konsekwencji nie tylko nauczycieli, ale
szkoly, rodzicow, otoczenia, politykow ...itd

Na pewno bezstresowe i niekonsekwentne wychowanie rodzicow ma wielki wplyw na
zachowanie dzieci w szkole...niektore dzieci sobie z tym poradza inne niestety
nie...



Temat: Komentuje prof. Jacek Hołówka, Instytut Filozof...
Frazesy i liczenie na cud przez prof. Jacek Hołówka
Bedac w liceum chcialem studiowac filozofie. Nauczyciele mi to wyperswadowali i zostalem inzynierem. Czytajac wypowiedz
profesora filozofii z UW ciesze sie, ze mialem madrych nauczycieli i ich posluchalem. Prof. UW majac talent jezykowy uzywa go do
mieszania dobrych intencji z frazesami i falszywymi stwierdzeniami. Widac, ze uniwersytet moze nauczyc tylko rzemiosla
jezykowego.

Prawda jest, ze "dobry wychowawca powinien zainteresowac sie sytuacja zyciowa uczniów". Ale do tego musi umiec to zrobic i
miec na to czas.

Nieprawda, ze pieniadze rozwiaza wszystkie problemy, a kompletnym falszem jest wiazanie pieniedzy z wychowaniem w rodzinie.
Sa dobre biedne rodziny, w ktorej ludzie maja dla siebie szacunek i poszanowanie norm etycznych, nawet jesli nie znaja znaczenia
slowa "etyka". Istnieja zle bogate rodzine, w ktorych nawzajem sie oszukuja, a czasem morduja dla pieniedzy, ktorych nigdy nie ma za
duzo.

"przepowiednia Marcusego" jest falszywa. Wszystkie znane mi szkoly ucza obok wiedzy specjalistycznej ucza wiedzy ogolnej.
Odsetek ludzi wyksztalconych we dzisiejszym spoleczenstwie jest znacznie wyzszy niz gdy Marcuse chodzil do szkoly. Rowniez
obyczaje spoleczne co nieco co zlagodnialy. Marcuse przezyl dwie wojny, a ja zadnej (Marcuse urodzil sie w 1898, ja w 1945).
Wojny europejskie z dziesiatkami milionow zabitych sa wedlug mnie najgorszym nieszczesciem i przejawem ludzkiego barbarzynstwa.

Stwierdzenie "szkola liczy, ze zrobia to rodzice, a rodzice nie wychowuja, liczac na szkole" jest rowniez nieprawdziwe. Fakt, ze
czasem tak leniwi rodzice lub nauczyciele mowia, starajac sie przesunac odpowiedzialnosc za wychowanie na druga strone. Faktem
jest, ze szkola uczy i wychowuje w czasie gdy dzieci sa w szkole, a rodzice to robia gdzy dziecko wraca do domu pod opieke
rodzicow. Problem jest gdy jest duza przerwa miedzy wyjsciem dziecka ze szkoly i powrotem rodzicow do domu. Stad powiedzenie
"dziecko wychowane przez ulice".

Zyczenie "Wczesniej czy pózniej pojawia sie inteligentni samoucy dostrzegajacy" jest pozbawione jakichkolwiek podstaw. Daje ono
inna wymowke dla nie podjecia potrzebe dzialan poprawiajacych skutecznosc wychowawcza rodziny i szkoly. Liczenie, ze stanie sie
cud i dzieci same sie wychowaja, jest wlasnie niczym innym jak tylko nadzieja na cud.




Temat: zaczepki w szkole jak reagować?
Kłopot polega na tym, że człowiek, który nie nauczy się radzić sobie
> ze szkolną codziennością inaczej niż przez posłanie do szkoły
> mamusi, nie będzie umiał sobie radzić z bardziej wyrafinowanymi
> przekajawami chamstwa. Mama powinna pomóc wymyśleć sposób na
> rozwiązanie problemu, ale wykonanie należy do chłopaka.

I tu się z Tobą nie zgodzę. W IV klasie dziecko zaczęło narzekać, że jej dokuczają w szkole/przezywają/nikt się z nią nie bawi itp. Nikt nie bił, nie szarpał - czyli dla większości z was to pewnie była jakaś bzdura, z którą nie warto iść do kogokolwiek. Też się zastanawiałam, czy warto z tym iść, że to jakaś bzdura. Przeważyło to, że kiedy ja chodziłam do szkoły - nikt mi nie dokuczał.
Porozmawiałam z wychowawczynią - ona zaś po prostu zaczęła przesadzać dzieci, zrobiła lekcja wychowawcza, robić zajęcia w mniejszych grupkach, na następnym spotkaniu miała kilka uwag dla mnie - po pół roku sytuacja była ok i następne 2,5 roku dziecię chodziło do szkoły niemal z radością (ze względów towarzyskich, a nie naukowych). Faktycznie poradziła sobie sama, nawet nie korzystała z warsztatów, które jej zaproponowano. Kilka osób, które jej wcześniej dokuczały, zostało jej dobrymi koleżankami/przyjaciółmi.
Córka poszła teraz do gimnazjum - i na razie jest ok, dobrze weszła w zupełnie nową grupę. Wiem też, że jeśli będzie coś nie tak, przyjdzie do mnie i powie.
Rozmowa z rodzicami - jeśli są to sensowni rodzice - też sporo daje. Bo czasem nie wiemy, jak nasze dzieci funkcjonują w szkolnej "dżungli."
Tylko czasem zastanawiam się, co by było, gdybym wtedy nie poszła do szkoły... Miałabym w domu przerażoną, zamkniętą w sobie istotę zamiast pewnej siebie trzynastolatki?




Temat: Koniec roku szkol czyli demoralizacja !!!
Koniec roku szkol czyli demoralizacja !!!
Nadchodzi tydzień demoralizacji, czyli
Zakończenie roku szkolnego

Propozycja pod dyskusję!!!

Rok rocznie obserwujemy zjawisko, które nie tylko nie maleje, ale i się
natęża. Całe tabuny uczniów szkół gimnazjalnych i pogimnazjalnych w ostatnich
dniach roku szkolnego gremialnie opuszczają lekcje udając się na całodniowe
wagary. Źródeł takiego stanu rzeczy jest zapewne wiele. Pragnę wśród nich
zwrócić uwagę na następującą kwestię.
Praktyka szkolna powoduje, że po wystawieniu ocen i ich zatwierdzeniu
przez rady pedagogiczne pojawia się w murach pracującej przecież jeszcze
szkoły czas wakacji. Zjawisko to przybrało w ostatnich czasach rozmiary
prawdziwej epidemii. Obowiązek szkolny ciążący na uczniach jest nie
egzekwowalny!!!. Stan ten jest nie do przyjęcia!!! Łamie się tutaj nie tylko
prawo, ale u progu wchodzenia w dorosłość młody człowiek odbiera lekcję
często wpływającą na jego postawę społeczną – lekcję anty wychowawczą!!!

W związku z zaistniałą sytuacją proponuję następujące
rozwiązania
.
· Rok szkolny a co za tym idzie obowiązek edukacyjny ma się kończyć
wraz z wystawieniem ocen końcowych.( Konkretna data nie jest tu istotna –może
to być zarówno 20,21 lub 27 czerwca)
· Ten dzień, który jest dniem wystawienia ocen końcowo-rocznych ma być
jednocześnie ostatnim dniem pobytu młodzieży w szkole.
· Kolejne dni są dniami, podczas których nauczyciele wypełniają arkusze
ocen, odbywają się rady pedagogiczne i ewentualnie organizowane są egzaminy
sprawdzające wobec tych uczniów, których rodzice bądź oni sami
zakwestionowali wystawione oceny.

Proponowane przeze mnie zmiany powinny wyeliminować rodzącą się patologię
polegającą na tym, iż powszechnym zjawiskiem staje się to, że ostatni tydzień
roku szkolnego jest w swojej istocie tygodniem demoralizacji.




Temat: Pruska szkoła. - wzór dla szkoly polskiej!
Element do dyskusji
Nadchodzi tydzień demoralizacji, czyli
Zakończenie roku szkolnego

Propozycja pod dyskusję!!!

Rok rocznie obserwujemy zjawisko, które nie tylko nie maleje, ale i się
natęża. Całe tabuny uczniów szkół gimnazjalnych i pogimnazjalnych w ostatnich
dniach roku szkolnego gremialnie opuszczają lekcje udając się na całodniowe
wagary. Źródeł takiego stanu rzeczy jest zapewne wiele. Pragnę wśród nich
zwrócić uwagę na następującą kwestię.
Praktyka szkolna powoduje, że po wystawieniu ocen i ich zatwierdzeniu
przez rady pedagogiczne pojawia się w murach pracującej przecież jeszcze
szkoły czas wakacji. Zjawisko to przybrało w ostatnich czasach rozmiary
prawdziwej epidemii. Obowiązek szkolny ciążący na uczniach jest nie
egzekwowalny!!!. Stan ten jest nie do przyjęcia!!! Łamie się tutaj nie tylko
prawo, ale u progu wchodzenia w dorosłość młody człowiek odbiera lekcję
często wpływającą na jego postawę społeczną – lekcję anty wychowawczą!!!

W związku z zaistniałą sytuacją proponuję następujące
rozwiązania
.
· Rok szkolny a co za tym idzie obowiązek edukacyjny ma się kończyć
wraz z wystawieniem ocen końcowych.( Konkretna data nie jest tu istotna –może
to być zarówno 20,21 lub 27 czerwca)
· Ten dzień, który jest dniem wystawienia ocen końcowo-rocznych ma być
jednocześnie ostatnim dniem pobytu młodzieży w szkole.
· Kolejne dni są dniami, podczas których nauczyciele wypełniają arkusze
ocen, odbywają się rady pedagogiczne i ewentualnie organizowane są egzaminy
sprawdzające wobec tych uczniów, których rodzice bądź oni sami
zakwestionowali wystawione oceny.

Proponowane przeze mnie zmiany powinny wyeliminować rodzącą się patologię
polegającą na tym, iż powszechnym zjawiskiem staje się to, że ostatni tydzień
roku szkolnego jest w swojej istocie tygodniem demoralizacji.




Temat: Pieniędzmi?! A może...
> Argument, że w razie pogorszenia sie syt. materialnej rodziny
dziecko straci
> motywację nie przyszedł mi do głowy w rozmowie (bo i taka
ewentualność mi nie
> przyszła)użyję, jeśli pozwolisz, ciekawe co powie.

Prosze bardzo, uzywaj.

To zresztą dotyczy w ogóle problemu "kupowania" u dzieci
najróżniejszych rzeczy np wypełniania obowiązków (2 zł za wyrzucenie
śmieci), grzeczności (pójdziesz do babci na obiad , to kupie ci tę
gre), miłości dziecka(tu chyba nie musze dawać przykładu...)i to nie
koniecznie za żywą gotówkę-za prezenty, za standard życia itp. Ja z
racji zawodu (zajmuje się rekrutacją na bardzo wysokie stanowiska)
interesuje się problematyką co się dzieje z człowiekiem jak nagle
traci bardzo dobrze płatną pracę, traci prestiż wynikający ze
stanowiska i rzecy pojawiających się wkoło tej pozycji tj
wypasionego samochodu, dzieci w najlepszych szkołah (celowo samochód
i dzieci w szkołach w tym samym rzędzie, bo to zazwyczaj podobnego
rodzaju oznaki prestiżu) itp itd. To jest temat który wypłynie w
tym kryzysie dopiero za chwilę, ale ja już przeżyłam taki kryzys w
2000 r. Wtedy jako pokłosie kryzysu czytałam wiele wywiadów z
rodzicami (często samotnymi kobietami tzw "business woman") którym
nagle z dnia na dzień pogorszyła się sytuacja materialna-musieli
dzieci zabrać z płatnych szkół, nie było ich stać na wakacje w
Alpach, ba nie mogli dzieciom dalej kupować markowych ciuchów, butów
Nike, opłacać komórki i kursu angielskiego. I co wynikało z tych
artykułów ? Totalna porażka wychowawcza-dzieci zamiast solidaryzować
się z rodziną w trudnej sytuacji, odwracały się od rodziców-nie
było ani trochę empatii, miłosci czy zwykłego rozsądku. Jakiś w
miarę ład i porządek tych rodzin, który był zasilany materialnie,
nagle gdy tej materialnej kroplówki zabrakło przestał istnieć. To
były jakieś historie horrory, łącznie z jakimiś ucieczkami z domu,
narkotykami i takimi sprawami (nie mówiąc o problemach w szkole).

Ja widziałam wielu bardzo zamożnych ludzi którzy tracili grunt pod
nogami, widziałam dramaty osobiste i rodzinne w realu, nie w
artykułach. To jest taka lekcja która pozwala uwierzyć "kasa to nie
wszystko". Ja czasem też mam taką pokusę aby swoje
dziecko "przekupić" (bo to jest najłatwiejsze), ale zawsze wtedy
sobie przypominam jak to się kończy. Nie warto.




Temat: Student odpowie za zabicie pracownika Politechn...
wlasnie, swiete slowa
juz tylko z ciekawosci zagladam
zeby jeszcze zobaczyc ile jeszcze pewne osoby wymysla argumentow na
usprawiedliwienie tego biednego, przeciazonego studenta
ktory stracil ostatnia szanse.
przedmioty sa zbyt obszerne, kolokwia zbyt szczegolowe, wykladowcy zbyt
uciazliwi

w maju zeszlego roku uczen szkoly sredniej w Niemczech zastrzelil kilkanascie
osob w swojej szkole, bo nie zostal dopuszczony do matury.

prosze, komentujce Panowie i Panie
ze niemieckie licea przeciazone, niemieckie przedmioty zbyt trudne, niemieccy
nauczyciele nieosiagalni i skorumpowani, kadra wychowawcza w niemieckich
szkolach jest zle oplacana i kazdy nauczyciel musi pracowac na dziesieciu
etatach

zapewne znajdzie sie kilka osob, ktore zaciagna jezyka w tamtym liceum i
napisza ze wlasciwie to te kilkanascie zamordowanych osob to same sobie jest
winnych, bo mozna bylo dac mu te mature

wiecie co? wszyscy ktorzy probujecie naciagac fakty, jakies znane przypadki
przekupstwa z wlasnej uczelni probujecie przekladac na sytuacje w calym
szkolnictwie szukajac usprawiedliwienia dla sciagania, podstawiania innych osob
na egzaminach, a w koncu usilujac wytlumaczyc sobie w ten sposob to MORDERSTWO
-jestescie zalosni

i jeszcze jeden problem.
jesli ktos zabije kogos to od razu na listach dyskusyjnych pojawia sie wiele
glosow o karze smierci, o tym ze powinno sie potraktowac morderce bez
litosci...o tym, ze pewnie znowu morderca "wybroni sie na wariackich papierach
i innych niepoczytalnosciach"
a teraz co??????
kazdy kto przeszedl przez studia znajduje wyrazy zrozumienia dla tego co sie
stalo? ludzie co z wami jest? przy byle informacji o morderstwie piszecie:
smierc za smierc! a teraz? teraz piszecie ze "student mial zly dzien"
a "sytuacja byla skomplikowana"?
apeluje w takim razie o wiecej empatii w innych opisywanych czesto przypadkach
gwaltow, rozbojow, morderstw.



Temat: Absurdy systemu oświaty-CZYTALIŚCIE?!!!
Lekcja pierwsza:

Uwazam, ze to dobrze, ze uczniowie maja prawa i zdaja sobie z tego sprawe. Co
znaczy, ze moga byc TYLKO trzy sprawdzany w tygodniu? Moim zdaniem to absolutne
maksimum. Zawsze bylam przekonana, ze klasowka powinna byc zapowiedziana z
tygodniowym wyprzedzeniem (taka zasada panowala w mojej szkole). Ten tydzien
jest potrzebny. Slabsi maja dosc czasu na nauke, a mocniejsi moga w odpowiedni
sposob ulozyc sobie plan zajec. Zadawac na swieta nie mozna, bo w czasie swiat
uczniowie powinni odpoczywac. Kiedy chodzilam do podstawowki, nauczyciele
lubili przed czasem wolnym dawac olbrzymia ilosc pracy domowej "zebyscie sie
nie nudzili" - nie wydaje mi sie to wlasciwe. Wyrzucanie z klasy to zadna
metoda wychowawcza (pamietam jak swietnie bawili sie wyrzuceni) i stwarza
ryzyko - uczniowi pozostawionemu bez kontroli moze sie cos stac. To ze nie
wolno pytac w piatki, stawiac do kata i wolac po nazwisku byloby rzeczywiscie
niewlasciwe i... Na szczescie ani ja, ani nikt, kogo znam, nie spotkal sie z
takimi zasadami (w tym roku skonczylam liceum). Pomysl z "ochrona danych
osobowych" jest nietrafiony - tu sie zgadzam.

Czy nauczyciel nie ma srodkow dyscyplinujacych? Moja chrzestna byla pedagogiem
szkolnym. Stworzyla liste przewinien i wynikajacych z nich kar. Konsekwencje
byly rozne. Naprawienie szkody, zakaz uczestniczenia w uroczystosciach
szkolnych, stworzenie plakatu pietnujacego zle postepowanie itp. Niestety
wiekszosc nauczycieli nie korzystala z tej listy...

Lekcja 2:

Co znaczy mniej zdolny? Chlopiec, ktoremu pomagam w nauce jest
okoloautystyczny. Czesc lekcji ma w domu, a czesc w szkole. Ocenia sie go
inaczej niz innych uczniow. Mysle, ze slusznie. Potrzebne mu sa lekcje w
klasie, z innymi dziecmi i dobre oceny, ktore motywuja do pracy. To dla niego
bardzo wazne. Wydaje mi sie, ze dobry pedagog bedzie potrafil wyjasnic,
dlaczego tak musi byc.

Lekcja 3:

Smutna historia. Rzeczywiscie nie powinno tak byc.

Lekcja 4:

Nauczyciel powinien starac sie pomoc uczniowi, ktory ma problemy. Jesli uczen
nie zdal, to moze byc w tym jakas wina nauczyciela. Moze, ale nie musi. Dobrze
jest sprawdzic, jaka jest sytuacja. Ogolnie rzecz biorac zgadzam sie - nie
powinno sie na sile "przepychac" z klasy do klasy.

Lekcja 5:

Zgadzam sie. Powinno sie to wszystko inaczej zorganizowac.

Lekcja 6:

W mojej szkole wysylano listy (chyba polecone, nie jestem pewna) ze stosowna
informacja. Z pieniedzy szkoly. Wydaje mi sie, ze to dobre rozwiazanie.

Historii z gimnazjum na Pradze nie rozumiem.



Temat: Koniec roku szkolnego czyli demoralizacja!!1
Koniec roku szkolnego czyli demoralizacja!!1
Nadchodzi tydzień demoralizacji, czyli
Zakończenie roku szkolnego

Propozycja pod dyskusję!!!

Rok rocznie obserwujemy zjawisko, które nie tylko nie maleje, ale i się
natęża. Całe tabuny uczniów szkół gimnazjalnych i pogimnazjalnych w ostatnich
dniach roku szkolnego gremialnie opuszczają lekcje udając się na całodniowe
wagary. Źródeł takiego stanu rzeczy jest zapewne wiele. Pragnę wśród nich
zwrócić uwagę na następującą kwestię.
Praktyka szkolna powoduje, że po wystawieniu ocen i ich zatwierdzeniu
przez rady pedagogiczne pojawia się w murach pracującej przecież jeszcze
szkoły czas wakacji. Zjawisko to przybrało w ostatnich czasach rozmiary
prawdziwej epidemii. Obowiązek szkolny ciążący na uczniach jest nie
egzekwowalny!!!. Stan ten jest nie do przyjęcia!!! Łamie się tutaj nie tylko
prawo, ale u progu wchodzenia w dorosłość młody człowiek odbiera lekcję
często wpływającą na jego postawę społeczną – lekcję anty wychowawczą!!!

W związku z zaistniałą sytuacją proponuję następujące
rozwiązania
.
· Rok szkolny a co za tym idzie obowiązek edukacyjny ma się kończyć
wraz z wystawieniem ocen końcowych.( Konkretna data nie jest tu istotna –może
to być zarówno 20,21 lub 27 czerwca)
· Ten dzień, który jest dniem wystawienia ocen końcowo-rocznych ma być
jednocześnie ostatnim dniem pobytu młodzieży w szkole.
· Kolejne dni są dniami, podczas których nauczyciele wypełniają arkusze
ocen, odbywają się rady pedagogiczne i ewentualnie organizowane są egzaminy
sprawdzające wobec tych uczniów, których rodzice bądź oni sami
zakwestionowali wystawione oceny.

Proponowane przeze mnie zmiany powinny wyeliminować rodzącą się patologię
polegającą na tym, iż powszechnym zjawiskiem staje się to, że ostatni tydzień
roku szkolnego jest w swojej istocie tygodniem demoralizacji.




Temat: Panie Giertych przeczytaj - nadchodzi demoraliza
Panie Giertych przeczytaj - nadchodzi demoraliza
Nadchodzi tydzień demoralizacji, czyli
Zakończenie roku szkolnego

Propozycja pod dyskusję!!!

Rok rocznie obserwujemy zjawisko, które nie tylko nie maleje, ale i się
natęża. Całe tabuny uczniów szkół gimnazjalnych i pogimnazjalnych w ostatnich
dniach roku szkolnego gremialnie opuszczają lekcje udając się na całodniowe
wagary. Źródeł takiego stanu rzeczy jest zapewne wiele. Pragnę wśród nich
zwrócić uwagę na następującą kwestię.
Praktyka szkolna powoduje, że po wystawieniu ocen i ich zatwierdzeniu
przez rady pedagogiczne pojawia się w murach pracującej przecież jeszcze
szkoły czas wakacji. Zjawisko to przybrało w ostatnich czasach rozmiary
prawdziwej epidemii. Obowiązek szkolny ciążący na uczniach jest nie
egzekwowalny!!!. Stan ten jest nie do przyjęcia!!! Łamie się tutaj nie tylko
prawo, ale u progu wchodzenia w dorosłość młody człowiek odbiera lekcję
często wpływającą na jego postawę społeczną – lekcję anty wychowawczą!!!

W związku z zaistniałą sytuacją proponuję następujące
rozwiązania
.
• Rok szkolny a co za tym idzie obowiązek edukacyjny ma się kończyć
wraz z wystawieniem ocen końcowych.( Konkretna data nie jest tu istotna –może
to być zarówno 20,21 lub 27 czerwca)
• Ten dzień, który jest dniem wystawienia ocen końcowo-rocznych ma być
jednocześnie ostatnim dniem pobytu młodzieży w szkole.
• Kolejne dni są dniami, podczas których nauczyciele wypełniają arkusze
ocen, odbywają się rady pedagogiczne i ewentualnie organizowane są egzaminy
sprawdzające wobec tych uczniów, których rodzice bądź oni sami
zakwestionowali wystawione oceny.

Proponowane przeze mnie zmiany powinny wyeliminować rodzącą się patologię
polegającą na tym, iż powszechnym zjawiskiem staje się to, że ostatni tydzień
roku szkolnego jest w swojej istocie tygodniem demoralizacji.




Temat: Panie Giertych przeczytaj- demoralizacja
Panie Giertych przeczytaj- demoralizacja
Nadchodzi tydzień demoralizacji, czyli
Zakończenie roku szkolnego

Propozycja pod dyskusję!!!

Rok rocznie obserwujemy zjawisko, które nie tylko nie maleje, ale i się
natęża. Całe tabuny uczniów szkół gimnazjalnych i pogimnazjalnych w ostatnich
dniach roku szkolnego gremialnie opuszczają lekcje udając się na całodniowe
wagary. Źródeł takiego stanu rzeczy jest zapewne wiele. Pragnę wśród nich
zwrócić uwagę na następującą kwestię.
Praktyka szkolna powoduje, że po wystawieniu ocen i ich zatwierdzeniu
przez rady pedagogiczne pojawia się w murach pracującej przecież jeszcze
szkoły czas wakacji. Zjawisko to przybrało w ostatnich czasach rozmiary
prawdziwej epidemii. Obowiązek szkolny ciążący na uczniach jest nie
egzekwowalny!!!. Stan ten jest nie do przyjęcia!!! Łamie się tutaj nie tylko
prawo, ale u progu wchodzenia w dorosłość młody człowiek odbiera lekcję
często wpływającą na jego postawę społeczną – lekcję anty wychowawczą!!!

W związku z zaistniałą sytuacją proponuję następujące
rozwiązania
.
• Rok szkolny a co za tym idzie obowiązek edukacyjny ma się kończyć
wraz z wystawieniem ocen końcowych.( Konkretna data nie jest tu istotna –może
to być zarówno 20,21 lub 27 czerwca)
• Ten dzień, który jest dniem wystawienia ocen końcowo-rocznych ma być
jednocześnie ostatnim dniem pobytu młodzieży w szkole.
• Kolejne dni są dniami, podczas których nauczyciele wypełniają arkusze
ocen, odbywają się rady pedagogiczne i ewentualnie organizowane są egzaminy
sprawdzające wobec tych uczniów, których rodzice bądź oni sami
zakwestionowali wystawione oceny.

Proponowane przeze mnie zmiany powinny wyeliminować rodzącą się patologię
polegającą na tym, iż powszechnym zjawiskiem staje się to, że ostatni tydzień
roku szkolnego jest w swojej istocie tygodniem demoralizacji.




Temat: Demoralizacja nadciąga !!!!
Demoralizacja nadciąga !!!!
Nadchodzi tydzień demoralizacji, czyli
Zakończenie roku szkolnego

Propozycja pod dyskusję!!!

Rok rocznie obserwujemy zjawisko, które nie tylko nie maleje, ale i się
natęża. Całe tabuny uczniów szkół gimnazjalnych i pogimnazjalnych w ostatnich
dniach roku szkolnego gremialnie opuszczają lekcje udając się na całodniowe
wagary. Źródeł takiego stanu rzeczy jest zapewne wiele. Pragnę wśród nich
zwrócić uwagę na następującą kwestię.
Praktyka szkolna powoduje, że po wystawieniu ocen i ich zatwierdzeniu
przez rady pedagogiczne pojawia się w murach pracującej przecież jeszcze
szkoły czas wakacji. Zjawisko to przybrało w ostatnich czasach rozmiary
prawdziwej epidemii. Obowiązek szkolny ciążący na uczniach jest nie
egzekwowalny!!!. Stan ten jest nie do przyjęcia!!! Łamie się tutaj nie tylko
prawo, ale u progu wchodzenia w dorosłość młody człowiek odbiera lekcję często
wpływającą na jego postawę społeczną – lekcję anty wychowawczą!!!

W związku z zaistniałą sytuacją proponuję następujące rozwiązania
.
• Rok szkolny a co za tym idzie obowiązek edukacyjny ma się kończyć wraz z
wystawieniem ocen końcowych.( Konkretna data nie jest tu istotna –może to być
zarówno 20,21 lub 27 czerwca)
• Ten dzień, który jest dniem wystawienia ocen końcowo-rocznych ma być
jednocześnie ostatnim dniem pobytu młodzieży w szkole.
• Kolejne dni są dniami, podczas których nauczyciele wypełniają arkusze ocen,
odbywają się rady pedagogiczne i ewentualnie organizowane są egzaminy
sprawdzające wobec tych uczniów, których rodzice bądź oni sami zakwestionowali
wystawione oceny.

Proponowane przeze mnie zmiany powinny wyeliminować rodzącą się patologię
polegającą na tym, iż powszechnym zjawiskiem staje się to, że ostatni tydzień
roku szkolnego jest w swojej istocie tygodniem demoralizacji.

kecaw




Temat: czy warto zostać nauczycielką?
nie bede się rozpisywała o powołaniu, podejściu do ucznia itp. bo sama musisz wiedzieć jak chciałabys nauczać. Wbrew pozorom wszędzie mnożna to zrobic na odwal się albo dobrze a rozkład materiału to jedno a dobór podręcznika to drugie. POwiem Ci tylko jak to jest od strony administracyjnej:
nauczyciel zaczyna jako stażysta i MUSI robić stopień kontraktowego bez względu na jego widzimisię. A awans zawodowy to jest produkowanie papierków czyli dokumentowanie w specjalnej teczusce tego co zrobiłas z uczniami. A wczesniej jeszcze napisanie "ambitnego" planu stażu.
pensum jak na razie wynosi 18 godzin LEKSYJNYCH CZYLI DYDAKTYCZNYCH tygodniowo. Niech się nikomu nie wydaje że to jest wszystko co ma do przepracowania nauczyciel w szkole bo to bujda. I nie chodzi o slawetne spawdzanie zeszytów czy sprawdzianów ale takze o przygotowywanie się do lekcji, przygotowywanie pomocy na lekcje np. kserówek (zapomnij że dzieci przygotują cos same, dobrze jak mają podręczniki na lekcji), wypelnianie dziennika, jeżeli masz wychowawstwo. A zazwyczaj wychowawstwo się ma:) Zakładanie i/lub arkuszy ocen, liczenie frekwencji, cała zabawa w pracę wychowawczą, badanie sytuacji uczniów (domowej bo np. czemu Jasiu nie odrobił 4 raz z rzędu lekcji??). POnadto imprezy pozalekcyjne, wycieczki szkolne, rady pedagogiczne, wszelkiej maści sprawozdania, zebrania zespołów zadaniowych i przedmiotowych.
Dodaj do tego ODPOWIEDZIALNOŚĆ ZA UCZNIA, prawną. Tzn że jak się ucnziowi coś stanie, to nawet gdyby analogiczna sytuacja stanęła się w doimu rodzinnym to mamusia odpowiedzialna nie będzie bo "dzieci upilnować się nie da" ale TY będziesz bez dyskusji.
Aha - uczeń ma w szkole same prawa, nauczyciel same obowiązki. Tak to mniej więcej wygląda.




Temat: To przerazające
Z faktami nie da się dyskutować, ale za to da się dyskutować ze stwierdzeniem,
że coś jest faktem. Twoja wypowiedź jest autorytarna i nie pozostawiająca
miejsca na dyskusję. Ty stwierdzasz. Wobec tego ja stwierdzam, że jest dokladnie
odwrotnie.
I cóż z tego? Dyskusje zasadzające się na zasadzie "słowo za słowo" prowadziłam
w szkole podstawowej. Potem nauczyłam się albo podawać źródła, albo też
wypowiadać się w tonie przypuszczającym czy prezentującym wyłącznie moją opinię.

Na to, co wyjmiesz z wychowawczej walizki ma wpływ nie Twój status, a Twoja
polityka wychowawcza. Wobec tego teza powinna brzmieć: problemy z nauką i
budowaniem relacji równieśniczych mają te dzieci, których sytuacja domowa jest w
jakimś stopniu zaburzona, a sam dom dysfunkcyjny. I pod taką definicję może
podpaść syn pani menedżer, syn robola z budowy, syn bezrobotnej i córka aktora.
Może się zdarzyć, że żadne z tych dzieci nie będzie pochodziło z rodziny
rozbitej, a mimo to będą to rodziny dysfunkcyjne. Może się też zdarzyć, że
najwyższe oceny w testach na inteligencję i inteligencję emocjonalną osiągną
dzieci rozwiedzionych rodziców, których sytuacja rodzinna jest mimo to stabilna
i sprzyjająca wszechstronnemu rozwojowi.

Jednym słowem telepie mną przy lekturze tak wyświechtanych sloganów bez żadnego
poparcia w faktach (poza Twoim przekonaniem, co do wyglądu faktów).
Człowiek jest naprawdę istotą tak złożoną, i to zarówno społecznie jak i
psychologicznie, o uwarunkowaniu genetycznym nie mówiąc, że dziwię się sobie
doprawdy, że po tylu latach w sieci jeszcze chce mi się to komuś tłumaczyć.

a.




Temat: Nadchodzi tydzień demoralizacji, czyli Koniec Roku
Nadchodzi tydzień demoralizacji, czyli Koniec Roku
Nadchodzi tydzień demoralizacji, czyli
Zakończenie roku szkolnego

Propozycja pod dyskusję!!!

Rok rocznie obserwujemy zjawisko, które nie tylko nie maleje, ale i się
natęża. Całe tabuny uczniów szkół gimnazjalnych i pogimnazjalnych w ostatnich
dniach roku szkolnego gremialnie opuszczają lekcje udając się na całodniowe
wagary. Źródeł takiego stanu rzeczy jest zapewne wiele. Pragnę wśród nich
zwrócić uwagę na następującą kwestię.
Praktyka szkolna powoduje, że po wystawieniu ocen i ich zatwierdzeniu
przez rady pedagogiczne pojawia się w murach pracującej przecież jeszcze
szkoły czas wakacji. Zjawisko to przybrało w ostatnich czasach rozmiary
prawdziwej epidemii. Obowiązek szkolny ciążący na uczniach jest nie
egzekwowalny!!!. Stan ten jest nie do przyjęcia!!! Łamie się tutaj nie tylko
prawo, ale u progu wchodzenia w dorosłość młody człowiek odbiera lekcję
często wpływającą na jego postawę społeczną – lekcję anty wychowawczą!!!

W związku z zaistniałą sytuacją proponuję następujące
rozwiązania
.
• Rok szkolny a co za tym idzie obowiązek edukacyjny ma się kończyć
wraz z wystawieniem ocen końcowych.( Konkretna data nie jest tu istotna –może
to być zarówno 20,21 lub 27 czerwca)
• Ten dzień, który jest dniem wystawienia ocen końcowo-rocznych ma być
jednocześnie ostatnim dniem pobytu młodzieży w szkole.
• Kolejne dni są dniami, podczas których nauczyciele wypełniają arkusze
ocen, odbywają się rady pedagogiczne i ewentualnie organizowane są egzaminy
sprawdzające wobec tych uczniów, których rodzice bądź oni sami
zakwestionowali wystawione oceny.

Proponowane przeze mnie zmiany powinny wyeliminować rodzącą się patologię
polegającą na tym, iż powszechnym zjawiskiem staje się to, że ostatni tydzień
roku szkolnego jest w swojej istocie tygodniem demoralizacji.

kecaw



Temat: 15 lat dla zabójcy wykrytego po latach przez ar...
> Aby doszło do takiej degeneracji musiałby raczej były jakieś wcześniejsze stany
> pośrednie, i tam gdzieś nie zadziałały aspekty wychowawcze. To jedno.
>
Zgadzam się. Mordują albo osoby pozbawione norm moralnych - na przykład tacy, którzy pochodzą ze środowisk patologicznych. Takim jest wszystko jedno - bo uważają, że przez skoro mieszkają w rozpadającej się kamienicy z rodzicami pijącymi denaturat, to już nie mają nic do stracenia, i nawet strata życia czy wolności nie przeraża. Innym typem mordercy jest na przykład nastolatek strzelajcy w szkole do kolegów - to jest znów osobnik o psychice wypaczonej przez wychowywanie pod kloszem i brak odpowiedzialności za cokolwiek - rodzice zawsze wszystko za niego załatwiali i wszystko podstawiali pod nos. Taki nawet nie pomyśli, że mógłby ponieść za to jakąkolwiek odpowiedzialność, i jest zdziwiony, że rodzice nie mogą tego załatwić. I dla jednego, i dla drugiego pobyt w więzienu jest szansą na zmianę swojego życia. Brzmi to paradoksalnie, ale tak jest. Pełen kompleksów człowiek ze slamsu może tam zdobyć wykształcenie, czy po prostu zrobić coś pożytecznego - zagrać w więziennym teatrze czy poprowadzić radiowęzeł. Chowany pod kloszem dzieciak będzie miał czas na przemyślenia i może rozmowy z wychowawcą pomogą mu nauczyć się życia. Zdaję sobie sprawę, że w polskich warunkach brzmi to jak bajka, bo poziom resocjalizacji więźniów jest żenująco niski, ale to jest wina zarządzania wymiarem sprawiedliwości w pojęciu gospodarczym, a nie samego systemu resocjalizacji. Powoli coś się zmienia, powstają placówki półotwarte, kafle chodzą do pracy poza mury, więc może z czasem sytuacja się znormalizuje. Wiele zła moim zdaniem wyrządziło szeryfowanie pod publiczkę Zbigniewa Ziobry, który wysyłał ludzi masowo do pierdla, żeby pozytywnie wypaść w oczach czytelników Faktów czy Życia na gorąco. Efektem są przepełnione więzienia, i jeszcze większe problemy z jakąkolwiek pracą wychowawczą z więźniami.

> Niektórzy są ponad prawem, nie do ruszenia. Nie do ruszenia są sędziowie wydają
> cy bzdurne wyroki.
> A to strasznie demoralizuje i prowadzi do patologii.
>
To prawda. Ale nie zwalnia nas z żadnych obowiązków. Na kursie prawa jazdy, kiedy dyskutowaliśmy z wykładowcą, na przykład "ale przecież o te 20 km/h to każdy przekracza prędkość" facet zwykł był odpowiadać "to, że inni kradną, nie oznacza, że można kraść".

> A czy słowa z Twojej sygnaturki:
>
> "Twoje słowa, głupcze, będą cię kiedyś sądzić"
>
> świadczą o tym, że tylko głupcy Cię czytają?
>
Te słowa są skierowane do mnie, żebym o tym pamiętał, kiedy piszę na forum.




Temat: Kto nam te dzieci wychowa...
Ostatnie spojrzenie, zaraz wyjeżdżamy ))
Agnieszko, może faktycznie masz rację, jeśli chodzi o starsze dzieci. Ja mam
głównie do czynienia z małymi dziećmi i ich rodzicami. To są mlodzi rodzice (i
nie chodzi mi o wiek rodziców, tylko dziecka!), którzy naprawdę inaczej
postępują. Chyba, że to potem zanika. Po prostu gdy dziecko starsze, oni
sobie "odpuszczają"...
Ale także widzę "scenki" z małymi dziećmi (tylko naprawdę rzadko), gdy
zachowują się jak opisałaś. Niestety. Moze by tak reagować w takich sytuacjach?
Czasem myślę o tym, ale się wycofuje, bo chyba nie mam prawa ingerować...
Tylko, gdy moje dziecko patrzy, (a jest na etapie naśladowania) jak inne
wyrzuca papierki, pluje itp. a matka nie reaguje, to aż mnie ciarki przechodzą.
Właściwie najgorszym widokiem jest jednak, taki, gdy matka lub ojciec leje
swoje dziecko na placu zabaw na przyklad... Dla mnie to żadna metoda
wychowawcza, wtrącac się nie mogę,ale dziecko z kolei ma prawa(dylematy!).
Potem takie dziecko leje moje w piaskownicy... Była ostatnio taka sytuacja.
Brrr... tylko to się rzadko zdarza. Potem w szkole, w zyciu...

Ja bylam wychowywana "na laniu", nigdy przenigdy nie powiem, że mi to "nie
zaszkodziło". Dlatego teraz gdy jestem dorosła, gdy wiem, gdy więcej rozumiem
tak boli, gdy widzę inne bite dzieciaki. Postaram się nigdy nie zranić swojego
dziecka i jego uczuć. Ola moze być wartościowym czlowiekiem, wierzącym w siebie
i w swoje możliwości. Dla mnie to ważne, bo to jest moje dziecko. I nie uważam
też że nie ma znaczenia, czy wychowuję ją świadomie i z jakąś wizją mojego
dziecka w świecie, czy daję sobie spokoj (do aniask_mama). Życie zweryfikuje...

Zaglądnę tu po powrocie z Bieszczad (odpoczniemy trochę od "całego tego
zgielku") za trzy tygodnie, to ważny wątek na dziś...

Majka, mama Oli




Temat: Kary pani przedszkolanki...
> Alez Hanno,
> to, ze wychowujesz swoje dziecie bezstresowo to oczywiscie tez
Twoj
> wybor,

Bonnie.
Mylisz wychowanie bez przemocy i upokorzeń z brakiem wychowania w
ogóle. To niestety częsta przypadłość wśród nauczycieli, którzy
minęli się z powołaniem i po prostu nie radzą sobie z dziećmi.
Cieszę się, że moje dzieci jak na razie (puk, puk!) miały szczęście
nie spotkać takich ludzi na swojej drodze. I w szkole najstarszej, i
w przedszkolu średniej mamy cudownych pedagogów, którzy nie muszą
upakarzać dziecka, aby być przez niego słuchanym.

Co w TYM KONKRETNYM PRZYPADKU bylo upokorzeniem??? Pokazanie
dziecku
> obrazowo, ze przeszkadza naauczycielce i innym dzieciom???

W tym konkretnym przypadku upokorzeniem dla dziecka było
przyzwolenie, a nawet namówienie innych dzieci, aby śmieli się z
kolegi. Równie obrazowo nauczycielka mogłaby np. ugryźć dziecko,
które ją ugryzło lub podrapać w twarz malucha, który ją podrapał.
Dla mnie "oko za oko" nie jest dobrą metodą wychowawczą, jeżeli dla
Ciebie jest - to już problem Twój i rodziców dzieci, z którymi się
stykasz.

> Po raz kolejny powtorze, ze nie jest oczyswistym, ze nauczycielka
> KAZALA sie smiac dzieciom (bo to jakis absurd), najprawdopodobniej
> dzieci po prostu sie smialy, bo ubawila je sytuacja,

A ja po raz kolejny apeluję o przynajmniej pobieżne przeczytanie
postów autorki wątku, w którym chcemy sę wypowiedzieć, bo inaczej
możemy niechcący napisać głupotę. Autorka wyraźnie napisała, że pani
przedszkolanka początkowo potwierdziła wersję dziecka. Dopiero
później - wiedziona zapewne słusznym wstydem - wyparła się części
swoich słów. Kłamiący nauczyczyciel. Cóż, liczę na to, że moje
dzieci nie spotkają kogoś takiego na swojej drodze.
Nawiasem mówiąc, dla mnie nie ma więszkego znaczenia, czy nauczyciel
pozwala śmiać się z dziecka, czy też sam do tego śmiechu prowokuje i
zachęca. I jedno, i drugie zachowanie jest niedpouszczalne i
świadczy
o słabości nauczyciela.

> Aha, czy upokorzeniem jest tez otrzymanie przez ucznia oceny
> niedostatecznej??? Bo idac Twoim tokiem myslenia - jak najbardziej.

Nie, idąc moim tokiem myślenia niedopuszczalne i upakarzające
byłoby, gdyby nauczyciel głośno komentował i śmiał się z poczynań
dziecka, które zasłużyło na jedynkę.
Niedopuszczalne, ponieważ każdy człowiek - także mały - zasługuje na
minimum szacunku. Wiedzą o tym nauczyciele moich dzieci. Ty
najwyraźniej nie - ale to już na szczęście nie moje zmarwienie.

.




Temat: Uczniowie i nauczyciele
fan_gazety napisał:

> No, to może Twoja przychylność do stosowania takiego systemu kar jest
> jednak "ma wyrost"?

Wychodzę z założenia, że jakieś realne i nieprzyjemne konsekwencje łamania
szkolnych norm musi szkoła mieć do dyspozycji.
Tu nie widzę, aby dziecku działa się krzywda. Konsekwencje są jasno wcześniej
określone, obiektywnie nieszkodliwe, ale dość nieprzyjemne. I o to chodzi.

> Czy podzielasz moje wątpliwości, te np. dotyczące, kwalifikacji tego co jest
> przekleństwem, a co nie? Płynności granic, a więc - co pewnie nieukniknione -
> dużej dowolności przy rozstrzyganiu, co się nadaje już do kary, a co jeszcze
> nie? czy np. słowo "zajebisty" (trudno mi przez gardło i przez klawiaturę
> przechodzi, bo dla mnie to jedno z bardziej wulgarnych słów) to przekleństwo?

Uważam, że to się rozstrzyga w praktyce. Dokładnie te same dylematy ma ojciec,
czy matka. Dziecko spóźni się minutę z dyskoteki, jeden uzna, że minuta to nic
takiego, a dziecko nie jest zagrożone wychowawczo, drugi wyciągnie
konsekwencje, bo córka lub syn podpadł już parę razy na czymś dużo
poważniejszym (np. kłamstwa z premedytacją, alkohol itp.) i układ był jasny:
ani minuty!

> Nie zakładam, tylko wielki opór stawia u mnie takie sformalizowane, by nie
> powiedzieć biurokratyczne, podejście do występków uczniów, do ich
> nieakceptowanych zachowań. Taki "cennik" kar silnie sugeruje (szkoda, że brak
> nam wiedzy jak jest faktycznie) sztywne, nieelastyczne podejście.

Wiele poradników wręcz zaleca w pewnych przypakdach sformalizowanie
konsekwencji, a więc zawarcie tzw. kontraktu z dzieckiem. Jest to też ważny
składnik wszelkiego rodzaju terapii behawioralnych.

> Co do palenia papierosów dygresja. Wiem z Kanady, że w
> tamtejszych szkołach nikt zdrowy na umyśle nie pali, bo wykrywacze dymu
> natychmiast to rejestrują i rozpoczynają alarm. A złamanie tego przepisu
> kosztuje ponoć 500 kanadyjskich dolarów.

Jestem zwolennikiem stosowania wobec dzieci kar wychowawczych, nie pieniężnych.
Kara pieniężna to uderzenie w rodziców, dziecko samo musi odczuć konsekwencje.
Poza tym wg polskiego prawa nie ma możliwości nałożenia takich kar za palenie
papierosów w szkole. A bez kar szkoła zostać nie może. To prowadzi do
pajdokracji.

> dość poniżająca w moim pojęciu obie strony zabawa w
> kotka i myszkę, "ściganie", wchodzenie do ubikacji itd.?

Będę moje dzieci "ścigał" za złe uczynki zawsze i pójdę za nimi wszędzie, gdzie
uznam za stosowne, aby go skontrolować, nie uznajac tego za poniżające. Z
jednej strony bezwarunkowa miłość, z drugiej strony skuteczna kontrola.

> Jasne, to nie ulega żadnej wątpliwości. Tylko, że szkoła ma bardzo
> ograniczone możliwości. Powiedzmy uczeń nie słuchał, nie reagował, w końcu za
> karę kazano mu wypić te 100ml oleju.

Pisałem o 50 ml ;-)

> No i co, jeśli zaciśnie usta? Przecież nie zwiąże się mu rąk i przez lejek
> nie wleje tego oleju.

Bunt dziecka to częsta sytuacja wychowawcza. Jako ojciec każesz córce/synowi
odrobić lekcje albo wrócić już z podwórka do domu, a dziecko twardo: nie! Jakoś
sobie jednak radzisz, prawda?

> Chcę tylko powiedzieć, że kary w szkole u "opornych" uczniów dają mały
> skutek. To nie znaczy, że nie należy ich stosować. Należy, tylko że ich
> skuteczność jest mizerna. Tu muszą przeważać działania pozytywne, a nie
negatywne.

Z tym się w pełni zgadzam.
Poglądy mamy zbieżne, różnice są w mojej ocenie kosmetyczne.

> Dorołych się nie wychowuje, dzieci i młodzież - tak.

Ale wychowanie to nie tylko tłumaczenie, bo to często nie skutkuje. Zagrożenie
karą musi być realne - zarówno w odniesieniu do dorosłych, jak i dzieci.
Tyle że kary na dorosłych może nakładać tylko sąd, na dzieci przede wszsytkim
osoby odpowiedzialne za ich wychowanie.

> wg KK wymierza się takie kary, które mogą byc wykonane,
> bo sa do tego celu powołane specjalne instytucje.

Wobec dzieci odpowiednie instytucje to najpierw rodzice (prawo rodzinne), potem
szkoła (prawo oświatowe), a sąd (prawo karne) na samym końcu.

> Możliwości egzekwowania kar
> w szkołach są bardzo ograniczone - zaciśnięte usta ucznia, który ma połknąć
> olej i cała powaga szkoły jako instytucji "karzącej" idzie w gruzy.

Bez przesady. Można zastosować inne konsekwencje.




Temat: Uczniowie i nauczyciele
A może to w ogóle był żart??
> Wychodzę z założenia, że jakieś realne i nieprzyjemne konsekwencje łamania
> szkolnych norm musi szkoła mieć do dyspozycji.
> Tu nie widzę, aby dziecku działa się krzywda. Konsekwencje są jasno wcześniej
> określone, obiektywnie nieszkodliwe, ale dość nieprzyjemne. I o to chodzi.

* Konsekwencje może i są jasno określone, tylko że nie bardzo wiadomo za co.
Zwłaszcza te przekleństwa sa bardzo niekonkretne, wbrew pozorom.
>
>
> Uważam, że to się rozstrzyga w praktyce. Dokładnie te same dylematy ma
ojciec,
> czy matka. Dziecko spóźni się minutę z dyskoteki, jeden uzna, że minuta to
nic
> takiego, a dziecko nie jest zagrożone wychowawczo, drugi wyciągnie
> konsekwencje, bo córka lub syn podpadł już parę razy na czymś dużo
> poważniejszym (np. kłamstwa z premedytacją, alkohol itp.) i układ był jasny:
> ani minuty!

** To tylko potwierdza moje przekonanie o tym, że sztywne "cenniki" kar sa
nonsensem, m. in. właśnie z powodów o których piszesz. Np. by wrócic do wątku
głównego, jestem zupełnie spokojnie w stanie sobie wyobrazić taki żartobliwy
gest (grożenie palcem) wobec lubianego nauczyciela - z pełnym porozumieniem, że
to właśnie żart i że w innych okolicznościach to już przekroczenie reguł. A
własnie, może to w ogóle był żart? Nie wiemy przecież nic o tym, jaki to się
skończyło.
>
> Wiele poradników wręcz zaleca w pewnych przypakdach sformalizowanie
> konsekwencji, a więc zawarcie tzw. kontraktu z dzieckiem. Jest to też ważny
> składnik wszelkiego rodzaju terapii behawioralnych.

** Jasne, w pewnych przypadkach. Tylko w pewnych, a nie jako zastępnik. To
wtedy tak.
>
>
> Jestem zwolennikiem stosowania wobec dzieci kar wychowawczych, nie
pieniężnych.
>
> Kara pieniężna to uderzenie w rodziców, dziecko samo musi odczuć konsekwencje.
> Poza tym wg polskiego prawa nie ma możliwości nałożenia takich kar za palenie
> papierosów w szkole. A bez kar szkoła zostać nie może. To prowadzi do
> pajdokracji.

** Poprzez ukaranie rodziców, konsekwencje odczuwaja tez dzieci. Przecież to
jasne.
>
> Będę moje dzieci "ścigał" za złe uczynki zawsze i pójdę za nimi wszędzie,
gdzie uznam za stosowne, aby go skontrolować, nie uznajac tego za poniżające. Z
> jednej strony bezwarunkowa miłość, z drugiej strony skuteczna kontrola.

** Chyba sie róznimy w tym względzie. Ja tez pójdę, gdy będę czuł taka
konieczność. Ale nie a priori, pokazując brak zaufania.
>
>
> Pisałem o 50 ml ;-)
** O, pardon.
>
> > No i co, jeśli zaciśnie usta? Przecież nie zwiąże się mu rąk i przez lejek
> > nie wleje tego oleju.
>
> Bunt dziecka to częsta sytuacja wychowawcza. Jako ojciec każesz córce/synowi
> odrobić lekcje albo wrócić już z podwórka do domu, a dziecko twardo: nie!
Jakoś sobie jednak radzisz, prawda?

** Pewnie, chociaż już (ufff, całe szczęscie... od dawna) nie z lekcjami. Tylko
że dom to nie szkoła. Może mamy po prostu różne doświadczenia? Wrócę do
problemu - jakiekolwiek kary cielesne (jedzenie przymusowe przeciez też jest
karą cielesną) prowadzą do bardzo "niezręcznych sytuacji" delkatnie mówiąc.
Jestem przeciw i tyle.
>
> Z tym się w pełni zgadzam.
> Poglądy mamy zbieżne, różnice są w mojej ocenie kosmetyczne.

* No, nie wiem, nie wiem, serio :-)
>
> Ale wychowanie to nie tylko tłumaczenie, bo to często nie skutkuje.
Zagrożenie
> karą musi być realne - zarówno w odniesieniu do dorosłych, jak i dzieci.
> Tyle że kary na dorosłych może nakładać tylko sąd, na dzieci przede wszsytkim
> osoby odpowiedzialne za ich wychowanie.

* Jasne, ale i tak pozostaje problem: jaka kara?
>
> Wobec dzieci odpowiednie instytucje to najpierw rodzice (prawo rodzinne),
potem szkoła (prawo oświatowe), a sąd (prawo karne) na samym końcu.

** Oj, te paragrafy. o z tego wszystkiego, jeśli uczeń mówi: "Nie zrobię tego,
co mi każesz" ? Podaj, prosze, rozwiązanie takiego problemu przy pomicy kary:
Mówisz: podnieś papierek? Uczeń mówi - "Nie, bo nie chce mi się". Niestety, tak
ponoc bywa. I co? Jak ukarzesz, skoro on juz ma najnizszą ocenę z zachowania,
dziesiątki rozmów z rodzicami i dyrektorem i jeszcze nagany. W ty momencie
repertuar kar się kończy. Nie ma co zrobić karą. Trzeba inaczej.
>
> Bez przesady. Można zastosować inne konsekwencje.
** Jakie???? Ależ to miała byc właśnie ta kara!




Temat: Odpowiedzialnosc nauczyciela
Gość portalu: kaśka napisał(a):

> Wychowałam trojke dzieci

hmm, z wychowaniem to jest tak, ze dopiero na koniec zycia wiadomo, czy sie
dobrze dzieci wychowalo...Ponadto kwestia "dobrego wychowania" to rzecz
wzgledna. Zeby zobiektywizowac wlasna ocene to zadaj sobie pytanie czy wszyscy z
Twojego otoczenia, uwazaja, ze masz dobrze wychowane dzieci?

> i swoje zdanie na temat nauczycieli mam.

a ja na temat wspolczesnych rodzicow, niestety :-(

> Wiekszosc niestety przepedzilabym na cztery wiatry, a pozostałym dałabym
> podwyżki.

eh, to byloby piekne - "wspolczesny rodzic", ktorego boi sie pozostala po
czystece resztka nauczycieli ;-)

> Chodziłam na wywiadówki i musialam słuchać beblotania ciała nauczycielskiego,
> które cały czas odpychalo od siebie odpowiedzialnosć za swoje działania
> mówiąc, że wszystkiemu winni sa rodzice.

eh a ja musze coraz czesciej sluchac "beblotania" nawiedzonych rodzicow, ktorzy
"wiedza wszystko" (nie tylko o wychowaniu ale rowniez o dydaktyce, finanasach
szkoly, organizacji pracy i innych rzeczach). Przychodzi taki t_y_l_k_o na
wywiadowki nie interesujac sie w miedzyczasie dzieckiem i od razu wie wszystko
najlepiej i oczywiscie to ze jego dziecko jest aniolkiem i tylko niedobry
nauczyciel mu zycie uprzykrza np. niedobrymi ocenami.

> Przy pierwszym dzieciaku, to siedzialam jak trusia, a przy mlodszych nie
> bylam taka naiwna.

To nie naiwnosc, jestes po prostu "trendy"

> Jak sredniak podpadl nauczycielce,

no pewnie, przecie to anioleczek , nie?

> to poszlam do dyrektorki i przy niej w oczy powiedziałam, co mysle o takich
> metodach wychowawczych.

No, ba! Wiadomo, ze rodzic ma zawsze racje!

> Dzisiaj chłopak szczesliwie zaliczył sesję po pierwszym roku

Wiesz, moi rodzice nigdy nie chodzili ustawiac nauczycieli, nawet jesli
podpadlem ktoremus nauczycielowi (dostawalem bure za to, ze dalem powody, by
nauczyciel zwrocil na mnie uwage w negatywnym sensie) i sesje nie zaliczalem
"szczesliwie" ale wyrozniajaco. Ba od 18 roku zycia mieszkalem samodzielnie ze
wzgledu na wyjazd rodzicow za granice i samodzielnie potrafilem skonczyc z
wyrozninieniem szkole srednia, bez biegajacej na skarge nadwrazliwej mamuski.

> i mam na pewno bedzie ucziwym czlowiekiem.

Oby, zycze Ci tego.

> A pani nauczycielki nie szanowałam i nadal nie szanuje.

No to widze, ze wogole pieknie ludzi szanujesz. A mozesz jej chocby po
chrzescijansku wybaczyc?

> A jak pan nie rozumie zartow, to niech pan zabiera glos na tematy polityczne a
> nie wychowacze.

Wiesz, mnie na pewno nie bedziesz ustawiac :-) Tacy ludzie jak Ty sprawiaja, ze
w szkolach jest jeszcze trudniejsza sytuacja wychowawcza niz moglaby byc...

p.s.
Wspolpraca rodzica ze szkola w zadnym wypadku nie powinna ograniczac sie do
chodzenia na wywiadowki! Czy tak trudno zadzwonic do wychawcy raz w tygodniu,
czy podejsc porozmawiac w cztery oczy raz w miesiacu? Albo zaangazowac sie w
dzialalnosc Rady Rodzicow? Jakos wsrod tych majacach wiecznie pretensje do
nauczycieli nie ma aktywistow z Rady Rodzicow. Ponadto, ja rozumiem slepa
matczyna milosc, ale bardzo czesto i bardzo mocno opowiesci dzieci roznia sie
diametralnie od faktow i warto takie historie wyjasniac w konfrontacji z
nauczycielem.




Temat: Czy rodzic ma prawo do lustracji nauczycieli?
a jakież to inne osoby w szkole opiekują się dziećmi?
kolego: bibliotekarka, pani w świetlicy - to są wszystko osoby na etatach
pedagogicznych. Więc Ciebie by nikt na takim etacie, z całym szacunkiem - nie
zatrudnił.
Z kolei zatrudniając sprzataczkę przeciętny dyrektor też zwraca uwagę na to,
aby np. nie była w pracy pijana, ale jeżeli chodzi Ci o lustrację sprzątaczek,
to już kolego przekraczasz granice śmieszności. Jak to zreszta często
lustratorzy.

Fakt, napisałeś gdzieś tam wyżej, że lutracja nie ma sensu. Zastanawiam się w
takim razie, po co w ogóle kontynuujesz ten wątek? Wątek, w którym ewidentnie
się wygłupiłeś? Można by się też zastanawiać, po co ja Ci w takim razie
odpowiadam. Ano dlatego, że twój dość szczególny przypadek doskonale pokazuje
lustracyjny obłęd w ogóle.

Streśćmy ten obłęd: Nie ma szans, abyś był zatrudniony przy opiece nad dziećmi.
Ale Ty upracie głosisz potrzebę jakiejś tam lustacji, bo "co by było, gdybyś
był zatrudniony". Jest to znakomita ilustracja pisowskiego obłędu. Wymyślić
problem, a potem angażować wielkie siły w jego rozwiązywanie. Że w międzyczasie
giną z oczu sprawy ważniejsze - to mniejsza. Bo polska szkoła zapewne w wielu
punktach wymaga zmian. Ale na pewno akurat nie lustrowania nauczycieli.

Twoje "why not" jest żenujące do kwadratu. Zapewne w wielu krajach, także w
Polsce, zdarzają się policjanci nieuczciwi. Ale jeżeli będziemy posądzali o to
każdego asa drogówki, to po prostu znowu wpadamy w obłęd. W tym momencie możemy
każdego urzędnika, lekarza, policjanta, nauczyciela, mechanika - pytac o
świadectwo moralności, zanim podejdziemy do jakiejs sprawy. I życie stanie się
obłędem. Wiesz dziecko, życie w normalnym społeczeństwie wymaga pewnego rodzaju
społecznego zaufania. Żeby po prostu móc funckjonować. Ja wiem, że to nie na
rękę pisowcom, bo podważa ich spiskowe widzenie społeczeństwa, a poza tym, to
oni nie mają nic do powiedzenia. Niemniej Twoje posty te pisowskie absurdy
pokazują znakomicie.
Zresztą jeżeli mowa o tej wspomnianej przeze mnie drogówce, to mnie kolego mało
interesuje, co ten facet robił 30 lat temu. Może był w ormo. W tej chwili
interesuje mnie tylko to, aby dbał, by kierowcy przed szkołą zbyt szybko nie
jeździli.

Odpisuję Ci po raz ostatni, bo szkoda mojego czasu. Wyglądasz mi na dziecko,
które po prostu się uparło i będzie uzywać najbardziej absurdalnych stwierdzeń,
byle jego słowo było ostatnie. Jest to dość typowa sytuacja wychowawcza i nawet
w pewnym sensie cenna (uważam, że młodzi ludzie powinni się buntować, zadawać
trudne pytania etc.). Niemniej gdy takie dziecko przekracza granice
śmieszności, mądry wychowawca wyrozumiale się uśmiecha i daje mu czas dorosnąć.
Pozdrawiam kolegę.



Temat: Polonez na Starym Rynku
Jaga=Mała =>
"...Dobrze znam sytuację, jaka panuje w klasie IIIC..."
Intrygujące stwierdzenie? Czyżby Twoja znajomość tej klasy wynikała, że tam
uczysz albo jesteś rodzicem? Jeśli tak to powtórzę po raz kolejny wyrazy
głębokiego współczucia, bo z tego co słyszę dzieje sie tam dramat
wychowawczy... (to chyba nawet można nazwać porażką wychowawczą). Jeśli
trafiają się w tej słynnej klasie porządne jenostki to chwała im za to, że
udało im się nie spaść do poziomu reszty!

"...Dla ludzi z Małachowianki 6, 7, no może 8 osób jest to cała klasa, a nawet
szkoła.
> Do "Ja" - czy dla Ciebie grupka siedmioosobowa może mieć wpływ na wizerunek
> całej szkoły?..."

Szczególnie początek tego zdania świadczy o tym jakie Ty masz podejście do
ludzi, jeśli jestes taki neutralny, więc skąd ten podział - przytyk: "...dla
ludzi z Małachowianki..."?
Rzeczywiście wypowiedzi kilku osób z IIIC są potraktowane na tym forum jako
wypowiedź całej społecznowści tej klasy, nie rozumiem jednak zdziwienia tą
sytuacją, przecież oni tak właśnie przedstawiają swoje poglądy - w imieniu
całej klasy, a do tego wturują im inni III klasiści z tej szkoły... Chociaż
szczerze mówiąc to chwilami zastanawiam się czy rzeczywiście jest to możliwe
aby ktoś taki uczęszczał do tak renomowanego liceum i jeszcze jakimś cudem
(???!!!) dotarł do trzeciej klasy!!!

"...Z Twojej wypowiedzi wnioskuję, że ukończyłeś albo
> kończysz Małachowiankę. Chciałeś, aby Twoja wypowiedź była bardzo wywarzona,
> dojrzałą, a Ty nawet nie piszesz nazwy szkoły z dużej litery (świadczy to o
> Twoim przekonaniu wyższości Małachowianki nad Jagiellonką [i tak będą
stawiane
> na równi przez normalnych ludzi czy tego chcesz, czy nie{np. jak ja składałem
> papiery do liceum, to praktycznie wszyscy składali papiery do Jagiellonki,
> Małachowianki i 3-go}] i braku szacunku do poważnej szkoły, jaką jest
> Jagiellonka)..."

Małachowiankę skończyłam wiele lat temu i jestem z tego dumna. Nie starałam się
natomiast, żeby moja wypowiedź była wywarzona, to nie miał być środek
zachowawczy!!! Była szczera, a to czy ktos to odebrał jako zachowanie środków
ostrożności, żeby nikogo nie obrazić to jego sprawa! Po prostu mam przyjaciół z
obu szkół i dla nas ten konflikt jest idiotyczny! Nie wyobrażam sobie (chociaż
może ktoś tu zaraz zarzuci mi brak fantazji ;)), jakicholwiek sporów z kimś na
tle tego do jakiej kto chodzi szkoły (no chyba, że ktoś obrażałby moją szkołę
ale z takimi elementami to ja się raczej nie zadaję)!
Co do pisowni nazwy szkoły z małej litery przypadek z rozpędu jeśli przeczytasz
dokładnie moją wypowiedź zobaczsz, że w dalszej części odnoszę się, pomimo tego
co twierdzisz, z szacunkiem do Twojej dawnej szkoły(a może zaraz stwierdzisz,
że w takim razie jestem niedouczona, a to swiadczy o poziomie szkoły???!!!).
Widzę, że jesteś bardzo przewrażliwiny na tym punkcie, mam nadzieję, że nie to
nie wynika z kompleksów? Chcę zauważyc też, że to raczej Ty wykazujesz do mnie
jako małachowiaczki niechętny stosunek doszukując się podtekstów w małym
błędzie i zarzucając mi stronniczość zaczynasz mnie atakować...




Temat: Nauczycielki o koleżance z pracy: Trzeba ją psy...
Nauczycielki o koleżance z pracy: Trzeba ją psy..
Każda szkoła stoi nauczycielem.
Dyrektor, zgodnie z prawem, powinien zapewnić warunki do realizacji
zadań przez nauczycieli. Taka sytuacja jak opisana ma miejsce w
każdej, najlepszej i najgorszej szkole. Nikt, zaprawdę nikt w
swerach oswiatowych, skumplowanych, nie rozwiąże tego problemu. Ten
sektor życia publicznego jakim jest oświata, jest ostatnim bastionem
nepotyzmu, kumplostwa, układów, zawiści, ... . Czasem mam wrażenie,
że wielu nauczycieli, to byli, najgorsi uczniowie. Najgorsi
osobowościowo i intelektualnie. Posłuszni władzy i władzę
posiadający. Świadomi tej władzy zawartej w piórze, dzienniku i
kumplu w dyrekcji. Kumplu w najgorszym znaczeniu. Prezenty,stroje,
zarozumiałość. Chory, wypaczony szlak awansu zawodowego czyni
znajomków bezkarnymi leniami. Zawartość teczek awansowych, to
najczęściej fałsz lub praca innych nauczycieli, uczniów, rodziców.
Dyrektor stojący na straży prawa w szkole sam go nie zna. Łamiąc je
nie wstydzi się, a koledzy z kuratorium /po co to komu/ załatwią
niepokornego, choć dobrego nauczyciela. Wizytacje, odbywające się co
5 lat, polegają na wystawieniu oceny na podstawie dokumentacji i
rozmów z dyrekcją.Taki raport powizytacyjny zawiera też rozmowy z
radą szkoły i zarządem samorządu uczniowskiego mimo, że te organa w
szkole nie istnieją, bo są dla dyrektora uciążliwe. Haracz na tzw.
komitet rodzicielski gorliwie zbierają wychowawcy wytykając
publicznie uczniom ubóstwo ich rodzin. Obowiązki przydziela się
niepokpornym, nagrody i wyróżnienia - swoim.
Dobrze, że ktoś opisał tą sytuację-może będzie początkiem
porządkowania szkoły. Zniesienie rejonizacji, dyrektor - ekonomista,
prawnik byle nie nauczyciel. Rada szkoły z uprawnieniami do
powoływania nauczycieli. Z-cy dyr. - nauczyciele. Koniec kuratoriów -
lodówki dla nadętych.
Piszę o łyżce dziegciu. Chylę czoła przed 70% nauczycieli z
powołania - nie bierzcie moich słów do siebie.
Minister - podręczniki, programy i lektury niech zostawi profesorom.
Sama niech napisze jedno zarządzenie i przypomni kompleksowo, w
jednym dokumencie, obowiązki dyrektora szkoły oraz to czego mu nie
wolno - np. nepotyzmu, zdzierania haraczu przy pomocy wychowawców,
wyznaczania opiekuna dla nieistniejącego samorządu itp., itp., itp. .
Lustrację należało zacząć od oświaty. Złe , nienapiętnowane nawyki i
zasługi z przeszłości dają powyższy obraz. Ci co zmuszali młodzież
do udziału w masówkach "na sześć" lub "z okazji" dzisiaj klęczą w
pierwszym szeregu i nadal usłużnie trzymają palec w ciepłym miejscu
zwierzchnika. Nauczyciel przed podjęciem pracy i cyklicznie w czasie
jej trwania powinien byc badany psychologicznie. W awansie zawodowym
powinna się liczyć wiedza i umiejętności nauczyciela oraz egzamin
przed neutralną komisją a nie kumplami. Teczki z makulaturą na
śmietnik. Nie słyszałem aby nauczyciele wstydzili się dotychczasowej
formuły kariery zawodowej mimo, że wszyscy wiedzą jak jest chora i
żenująca. Wychowawcza rola sportu w szkole ??? !!! Prawie taka sama
jak reprezentacyjna rola działacza na trawniku w Pekinie.
Choroba szkoły publicznej w Polsce jest głęboka i można o niej
długo mówić. Tylko mówić, bo kolejny minister majstruje przy
poprawnych mechanizmach bojąc się ruszyc zepsute. Domu nie buduje
się od dachu. Chociaż nad Wisłą wszystko ... .