Wyświetlono posty znalezione dla słów: sytuacja demograficzna województwa opolskiego





Temat: Województwo Staropolskie zamiast Świętokrzyskiego?

I tu się zgadza...jakoś nie widać tych wykorzystania tych możliwosci u 'duzego' jakim jest np. zachodniopomorskie.
Odnosnie michel2 .. rozumiem, że chodzi Ci o wyliczenia
Już to ustalilismy, ze dzis opłaca się być małym, biednym regionem.

A wtedy byśmy byli w miarę dużym, jeszcze biedniejszym regionem. I może byśmy początkowo na tym gorzej wyszli, ale w perspektywie, gdy poziom pomiędzy regionami się wyrówna (o ile) moglibyśmy konkurować, tzn. rozwijać się w podobnym tempie jak np. Mazowsze (pod warunkiem, że Mazowsze liczyłoby podobną ilość mieszkańców i inne województwa również). Ludzie zrozumcie, że liczą się ludzie zamieszkujący dany teren. Mazowieckie, Śląsk, Dolny Śląsk to jedne z najbogatszych województw, a Opolskie, Lubuskie jedne z biedniejszych. Dot. to rzecz jasna ściany zachodniej, bo wschodnią trzeba rozpatrywać w nieco innych kwestiach (musi być w większym stopniu dotowana).
Nawet na głupich wyborach do PE musieliśmy być łączeni z Małopolską, a Podlasie z W-M bo UE przydzielała mandaty wg kryterium ludnościowego, więc nie gadaj, że UE promuje małe regiony małe (demograficznie), tzn takie jak świętokrzyskie, czy opolskie. Tak samo jest z dotacjami unijnymi. Większy (demograficznie) region może sobie pozwolić na większą inwestycję i bez problemów może ją zrealizować, bo otrzymuje proporcjonalnie więcej pieniędzy. A mały (demograficznie) praktycznie się nie liczy, i z większości inwestycji musi rezygnować. Świętokrzyskie i pozostałem wschodnie regiony naszego kraju, jest w o tyle dobrej sytuacji, że otrzymuje proporcjonalnie więcej pieniędzy z UE i rządu, bo zostało zakwalifikowane do tzw. ściany wschodniej. Gdyby nie to, reforma administracyjna byłaby nam potrzebna już teraz, a tak to najbliższa możliwa to 2012/13.



Temat: Liczba ludnosci Polski rośnie!!!
Zmieniła się liczba ludności Polski

Liczba ludności Polski zaczyna powoli wzrastać. Wskazują na to dane Głównego Urzędu Statystycznego.
Według GUS, na koniec zeszłego roku liczba ludności naszego kraju wynosiła 38 milionów 135 tysięcy, czyli o prawie 20 tysięcy więcej, niż rok wcześniej. Miniony rok był pierwszym od 11 lat, kiedy odnotowano dodatni przyrost rzeczywisty ludności.

Pod względem liczby ludności, Polska jest na 32 miejscu wśród krajów świata i na 6 w Unii Europejskiej. W gęstości zaludnienia plasujemy się w środku europejskiej tabeli. Na 1 kilometrze kwadratowym mieszkają 122 osoby - w miastach około 1091, a na terenach wiejskich 51. Nadal maleje liczba i udział mieszkańców miast w ogólnej liczbie ludności kraju. Obecnie ludność miejska stanowi niewiele ponad 61 procent, natomiast sukcesywnie rośnie liczba ludności mieszkającej na obszarach wiejskich.

Ze wstępnych danych wynika, że w minionym roku liczba ludności zwiększyła się w 9 województwach. Największy przyrost miał miejsce w województwach pomorskim, mazowieckim i wielkopolskim. Województwa, w których liczba ludności maleje najszybciej to opolskie, łódzkie oraz śląskie.

>>>>
I to rosnie WIEŚ!!!
A zdegenerowane miasta się wyludniają!!!
A wiec zboki degeneraci i pederasci sila rzeczy sie nie rozmnazaja a rosnie ilosc porzadnych chodzacych do kosciola rodzin wiejskich!
:O))))
Zwyciezymy ich biologicznie!
Jak zwykle!
Oczywiscie jest to wielki sukces Giertycha!
Od razu musze dodac ze nie wierzylem ze becikowe tak podziala !
A jednak!
Po 9 miesiacach liczba urodzin przestala spadac po 18 miesiacach zaczela rosnac.Po 3 latach przewyzszyla ilosc zgonow!!!!
Oczywiscie beda klamstwa z rodzaju ,,wyz demograficzny''...Ciekawe dlaczego ,,wyz'' nie pojawil sie w latach Balcerowicza i AWSUW.Caly czas byl przeciez wyz!
Dopiero gdy Giertych zrobil kampanie pro-rodzinna z ukoronowaniem-becikowym.A udzial Giertycha i Leppera w rzadzeniu zmusil do odejscia Balcerowicza i znacznie poprawila sie sytuacja materialna Polakow!
Gdy to nastapilo NIE TRZEBA BYLO DLUGO CZEKAC NA EFEKTY!
Polska przestala byc Okraglostolowa trupiarnia...
Oczywiscie oglupiali wyborcy odrzucili LPR i Samoobrone wybierajac syf...
Ale NIE DLA OGLUPIALYCH WYBORCOW TO ROBIMY...
Ale dla KRAJU!
I na tym polega polityka!
Wybitny polityk W KONCU MUSI ODEJSC bo nawet po prostu musi umrzec jak kazdy...Ale swiadcza o nim dziela ktore POZOSTAWIL...
A coz moze byc wspanialsze niz odrodzenie narodu?!!!
W ogole to 2-lecie Giertycha-Leppera to byl okres jak widac ogolnego ,,cudu'' pod kazdym wzgledem!!!






Temat: "Moje miasto mnie wkurza"
Co mi się w moim mieście nie podoba, jest tego sporo, ale najważniejsze jest to, że obecne władze pare lat temu "sprzedały" województwo i nie wiem jak to oni sobie wyobrażalil, ale włączenie Częstochowy do rozwiniętego, uprzemysłowionego itepe Śląska wcale nie przyniosło nam profitów. Skoro sąsiednie Opole i Kielce są miastami wojewódzkimi, to w Częstochowie skoro już nie ma województwa powinna być chociaż siedziba sejmiku tak jak to rozwiązane jest między Toruniem, a Bydgoszczą jednak Cz-wa takiej szansy nie otrzyma, gdyż nie jest nawet traktowana jak wiele małych i średnich miast, które wyrosły wokół kopalni na Śląsku. Województwo przyznaje Częstochowie mało extra bonusowych środków na różne bajery i wydatki to raz, bo północną część województwa traktują tak nijak po macoszemu, ale to że nasze władze nie potrafią o nie walczyć to też fakt więc wiecie rozumiecie jak to jest z kasą na różne rzeczy w takiej sytuacji. W wielu sytuacjach Częstochowie na drodze staje Śląsk od którego jesteśmy uzależnieni, GKS Katowice, Urząd Wojewódzki i inne z tym związane.

Brak funduszy hamuje nowe inwestycje, ale nawet za to co już jest dałoby się coś nie coś usprawnić, ulepszyć albo zbudować. W planach jest kolejna linia tramwajowa, jednak przed 2013 jej raczej nie zbudują. Aquapark budują już z 15 lat chyba, ale tego tematu nie warto poruszać.
Jednak co do poprzednich inwestycji to przebudowali stadion Włókniarza, stadion Rakowa MAJĄ przebudowywać, III aleje wyremontowali + pare kosmetycznych zmian w mieście przed wyborami prezydenckimi z ubiegłego roku. Miasto jest głównie kojarzone z Jasną Górą i niczym więcej przez turystów z innych miast, a przecież Częstochowa leży na północnej części Jury Krakowsko-Częstochowskiej, na którą można jechać nie tylko po to aby wyrzucić worek śmieci w lesie.

Pomimo tego iż to miasto nie jest taką metropolią jak Warszawa czy Wrocław jakoś nie pali mi się aby przenosić się do któregoś z nich. Kiedyś chciałem za wszelką cene studiować w tym drugim, ale już mi ta chęć przeszła
Na ul. Piłsudskiego są dobre i tanie frytki, na Biznes sporo barów, w tym sezonie Włókniarz wygrywa lige, Raków wchodzi o II ligi, a siatkarze pewnie tez powalczą pomimo zmiennej formy, jednak to nie wystarczy i zmiany w zarzadaniu i uatrakcyjnieniu miasta dla mieszkańców i przyjdezdnych jest konieczne, aby chcieli tu wracać, gdyż studiujący w Wawie czy Wrocławiu raczej chcą pozostać w tych miastach na dłużej, a nie sądze aby tak było ze studentami Polibudy czy Akademi J.Długosza z innych miast.

Na chwilę obecną nie wiem czy wyjade z mojego miasta czy nie (nie licząc wyjazdów za granice), ale może coś się kiedyś zmieni na tyle, że ludzie przestaną wyjeżdzac z Cz-wy, bo według prognoz demograficznych zbyt wielu nas za X lat nie będzie to raz, a dwa ktoś tutaj musi zostać

Temat iście frustracki



Temat: Śląsk nie ma warunków, by ratować wcześniaki


Najnowsze dane dotyczące śmiertelności wcześniaków w polskich szpitalach są fatalne. Wynika z nich, że w naszym kraju umiera aż 50 proc. dzieci z masą ciała od 500 do 750 g i 20 proc. ważących po urodzeniu poniżej kilograma. Nie przeżywa także aż 10 proc. noworodków z wagą mniejszą niż 1,5 kg.

Najwięcej wcześniaków w kraju rodzi się w województwie śląskim, to prawie 10 proc. wszystkich dzieci. Niestety, wiele z nich nie ma szans na leczenie w miejscu zamieszkania, bo brakuje u nas specjalistycznych stanowisk do terapii tych najmniejszych i wymagających długotrwałej opieki pacjentów. Dlatego 500 gramowe maluszki są wożone do odległych ośrodków w kraju, trafiają nawet do Lublina. Sytuacja pogorszyła się po zamknięciu kilka miesięcy temu Kliniki Perinatologii i Położnictwa w Zabrzu, gdzie rodziło się ponad 1000 dzieci rocznie. Ale szpital znajdował się w kompletnej ruinie i gdy psuła się winda ciężarne musiały wspinać się po schodach.

- Dziś często, gdy stan zdrowia pacjentki na to pozwala, lekarze czekają z wykonaniem cesarskiego cięcia aż do momentu, gdy uzyskają od pediatrów informację, że są wolne miejsca w oddziałach - mówi prof. Anita Olejek, konsultant wojewódzki w dziedzinie położnictwa i ginekologii.

Tymczasem w regionie nie ma specjalistycznego ośrodka z prawdziwego zdarzenia, w którym znalazłyby opiekę kobiety z zagrożoną ciążą i wcześniaki. Na powstanie takiego ośrodka nie ma pieniędzy. Stworzenie jednego stanowiska do leczenia wcześniaka to koszt ok. 500 tysięcy złotych. Wcześniak przebywa w szpitalu średnio 4-5 miesięcy, a opieka nad nim kosztuje ok. 150 tys. zł.

Prof. Ewa Helwich, konsultant krajowy ds. neonatologii, zaalarmowała podczas spotkania Polskiego Towarzystwa Neonatologicznego, że w tym roku dla rodzących w Polsce może zabraknąć miejsc do porodu.

Mają serca wielkości czereśni i żyły jak nitki. W Polsce rodzą się rocznie ok. 24 tysiące wcześniaków, co stanowi ok. 7 proc. wszystkich urodzeń. Większość umiera w pierwszych miesiącach życia. Najwięcej w grupie urodzonych przed ukończeniem 32. tygodnia ciąży (1,5 proc. rodzących się dzieci).



Lekarze biją na alarm: na oddziałach neonatologii brakuje miejsc, a sprzęt jest stary i często się psuje. Pomóc może tylko zwiększenie nakładów na badania profilaktyczne ciężarnych kobiet oraz zakupy nowego wyposażenia.

W całej Polsce w 2007 roku urodziło się 24 tys. wcześniaków, czyli dzieci, które przychodzą na świat z wagą niższą niż 2,5 kg. Postęp medyczny sprawia, że matkami zostają kobiety, które do niedawna nie miały na to szans, rodzą się coraz mniejsze i słabsze dzieci, które wymagają specjalistycznej opieki i nowoczesnego sprzętu. W całej Polsce brakuje i jednego, i drugiego.

- W 2007 roku w województwie śląskim przyszło na świat ok. 38 tysięcy dzieci. W tym roku urodzi się jeszcze więcej, bo mamy do czynienia z wyżem demograficznym i musimy być przygotowani na większą liczbę wcześniaków, by zapewnić im odpowiednią opiekę - mówi prof. Anita Olejek, konsultant wojewódzki w dziedzinie położnictwa i ginekologii.

W województwie śląskim w ogóle nie ma specjalistycznego ośrodka z prawdziwego zdarzenia, w którym znalazłyby opiekę kobiety z zagrożoną ciążą i wcześniaki. Zdarza się, że tuż po urodzeniu 500-gramowe maluszki muszą podróżować do Opola, Łodzi, Krakowa i Warszawy, bo w regionie na oddziałach intensywnej terapii brakuje dla nich miejsc.

Na Śląskim jest tylko 80 stanowisk do intensywnej opieki noworodka. By pacjenci, ważący od 500 do 1000 gramów, nie musieli jeździć do szpitali w innych regionach, potrzeba jeszcze 40 takich stanowisk. Koszt jednego to ok. 500 tys. zł. W tym roku samorząd województwa śląskiego zdecydował o sfinansowaniu dwóch stanowisk do intensywnej terapii noworodka w szpitalu nr 2 w Bytomiu. To krok w dobrą stronę, ale wciąż kropla w morzu potrzeb.

Leczenie wcześniaka trwa od 4 do 5 miesięcy i wymaga niezwykłej fachowości. Życie dzieci i jego jakość są uzależnione od aparatury. Z danych prof. Jerzego Szczapy, szefa Polskiego Towarzystwa Neonatologicznego, wynika, że noworodki urodzone przed 36. tygodniem ciąży mają 30-krotnie większe ryzyko zgonu niż dzieci donoszone. Ryzyko jest większe 200-krotne dla urodzonych przed 28. tygodniem.

PTN zainaugurowało akcję "O!Słoń wcześniaka", która ma edukować lekarzy, pielęgniarki i przede wszystkim rodziców, jak należy dbać o prawidłowy rozwój wcześniaka. Niezwykle ważna jest opieka nad kobietami w ciąży. To nie przypadek, że w krajach takich jak Szwecja czy Norwegia rodzi się zaledwie 2 proc. wcześniaków.

A. Pustułka, D. Pawlicka



Temat: Nieruchomości
Nieruchomości ciągle w górę

CEE Property Group; wnp.pl (A.Grabałowski) 31.08.2007 17:36

Ceny mieszkań w Polsce nadal rosną, najszybciej w miastach średniej wielkości - wynika z raportu przedstawionego przez CEE Property Group. Przeciętne małżeństwo stać na kredyt złotówkowy umożliwiający zakup, zależnie od regionu, od 43 do 77 m2 mieszkania.

W I półroczu br. popyt na mieszkania utrzymywał się na wysokim poziomie, a jednocześnie nie wzrosła znacząco podaż. Szybki rozwój rynku mieszkaniowego obserwowano w miastach średniej wielkości np. Bydgoszcz, Toruń, Kielce, Lublin, Rzeszów, Białystok. Tempo wzrostu cen mieszkań na tych rynkach wynosi 20-30%. Jako najważniejsze czynniki odpowiadające za wzrost cen mieszkań w I półroczu, autorzy badania wskazują: utrzymującą się na niskim poziomie podaż mieszkań, wzrost zamożności społeczeństwa, niską cenę kredytów, wzrost zainteresowania inwestycyjnym zakupem nieruchomości, wchodzenie w dorosłe życie pokolenia wyżu demograficznego, osób urodzonych na przełomie lat 70. i 80. oraz wzrost cen materiałów i działek budowlanych.

Raport CEE Group wskazuje, że w drugim półroczu '07, rynki mieszkaniowe w największych miastach Polski odczują nieznaczne ochłodzenie, w miastach średniej wielkości ceny powinny nadal rosnąć dwucyfrowym tempie.

Prognozy na drugie półrocze '07

Największe miasta Polski odczują nieznaczne ochłodzenie sytuacji na rynkach mieszkaniowych. Miasta średniej wielkości powinny kontynuować ponad 10 proc. trend wzrostowy.

Warszawa podtrzyma lekki trend wzrostowy. Windować ceny będą nowe projekty np. na Woli. Lokalizacje, w których podaż sprzedawanych i planowanych do sprzedaży projektów jest duża, jak np. Wilanów, nie odnotują wzrostu cen, a być może nawet ich lekką korektę.

Kraków, gdzie popyt na mieszkania jest ograniczony, a podaż projektów większa niż przed rokiem, nie odnotuje w najbliższych miesiącach znaczącego wzrostu cen.

Wrocław utrzyma trend z pierwszego półrocza. Większość projektów jest w fazie realizacji, niewielka liczba nowych inwestycji rozpocznie się na jesieni. Z tego powodu nie należy oczekiwać gwałtownego wzrostu cen mieszkań.

Wysoka podaż nowych projektów deweloperskich w niektórych lokalizacjach Gdańska i Gdyni implikować będzie stabilizację cen.

Poznański rynek mieszkaniowy po nadzwyczaj dynamicznym półroczu czeka kilka spokojnych miesięcy. Ceny mogą wzrosnąć w dzielnicach, w których brakuje nowych projektów deweloperskich (np. na Marcelinie, gdzie rozpoczęła się realizacja pierwszej w tej części miasta nowej inwestycji). W lokalizacjach takich jak Naramowice należy oczekiwać stabilizacji, jako rezultat wzrostu podaży inwestycji mieszkaniowych, który miał miejsce w pierwszej połowie roku.

W Łodzi, w fazie przygotowawczej jest obecnie kilka nowych inwestycji. Prawdopodobnie ruszą one na jesieni tego roku. Po zapowiedziach deweloperów należy spodziewać się kilkuprocentowego podniesienia cen. Wzrost dotyczyć będzie w szczególności kilku wybranych części miasta. Trzy pierwsze projekty pojawią się w okolicach parku Julianowskiego. Jest to miejsce, cieszące się bardzo dobrą opinią wśród Łodzian, z urokliwymi terenami zielonymi i dobrą komunikacją. To z pewnością zdecyduje o poziomie cen na zlokalizowanych tam projektach.

CEE Group szacuje obecnie, że rentowność projektów deweloperskich w największych miastach zamyka się w przedziale pomiędzy 8 a 16% (ceny bieżące części przychodowej i kosztowej). W badanej grupie 9. miast najwyższą rentowność mają projekty w Warszawie i Wrocławiu, a najniższą - w Kielcach i Rzeszowie. Jednocześnie, oddawane obecnie projekty mają realnie dużo wyższą marżę, sięgającą 25-30%, w związku ze znaczącym wzrostem na przestrzeni kilku ostatnich lat wartości działek, na których wzniesiono budynki. Najpowszechniejszym sposobem finansowania inwestycji deweloperskich jest kapitał własny oraz kredyty bankowe. Z rzadka pozyskuje się kapitał od funduszy inwestycyjnych.

Wg badań CEE Group, wartość przeciętnego kredytu mieszkaniowego, zaciągniętego przez gospodarstwo domowe w I półroczu br. przekroczyła 220 tys. zł. Przy obecnych cenach mieszkań, małżeństwo o przeciętnych zarobkach w danym województwie stać na zakup w kredycie złotówkowym od 43 m2 w małopolskim, 49 m2 w pomorskim czy 50 m2 w łódzkim, po 77 m2 w śląskim i lubuskim i 74 m2 w opolskim.

http://budownictwo.wnp.pl/nieruchomosci ... 1_0_0.html



Temat: Reaktywacja Woj. Kaliskiego
SAMORZĄD - Planowane zmiany na mapie Wielkopolski

Szykują się zmiany na mapie administracyjnej Wielkopolski. PiS przygotowuje projekt łączenia powiatów. Będzie ich mniej o jedną trzecią. Tymczasem mieszkańcy regionu kaliskiego chcą utworzenia województwa środkowo-polskiego. W tym tygodniu rozstrzygnie się, czy tym projektem zajmą się posłowie.

O łączeniu i likwidacji najsłabszych powiatów mówi się od czterech lat. Najdalej poszedł Józef Oleksy, który będąc ministrem spraw wewnętrznych i administracji, w 2004 roku ujawnił pomysł całkowitej likwidacji powiatów. Samorządowcy do dziś oburzają się na takie deklaracje.
– To tematy zastępcze – uważa Jan Grabkowski, starosta poznański.
Powiatów mniej o jedną trzecią
Reformę mapy powiatowej zapowiedział wicepremier Ludwik Dorn. Teraz otwarcie mówi się o likwidacji jednej trzeciej z 379 powiatów w całej Polsce. Taki projekt opracowuje PiS. Analizy finansowe przygotowują Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji oraz Ministerstwo Finansów. W Wielkopolsce z mapy zniknęłoby 9 z 31 powiatów.
– Będziemy porównywać wyniki ekonomiczne samorządów – zapowiada Dawid Jackiewicz, szef sejmowej Komisji Samorządu Terytorialnego.
– Likwidacja to złe słowo, mówmy raczej o połączeniu niektórych powiatów. Pod uwagę trzeba wziąć budżety poszczególnych samorządów. Nad swoją przyszłością powinny się zastanowić te najsłabsze – podkreśla Michał Fijałkowski, rzecznik wojewody wielkopolskiego.
Jakie będą kryteria likwidacji? Kiedy powiaty tworzono, obowiązywało kryterium 3x5: co najmniej pięć gmin, co najmniej 50 tysięcy mieszkańców, budżet powyżej 50 milionów złotych. Według ekspertów, silny powiat powinien liczyć około 120 tysięcy mieszkańców w 8-10 gminach. W naszym regionie wiele jednostek administracyjnych tego szczebla składa się jedynie z 3-5 gmin. Wśród nich są: chodzieski, grodziski, jarociński, kościański, międzychodzki, obornicki, rawicki, średzki, śremski, wolsztyński, wrzesiński. Według planów PiS te właśnie powiaty będą się łączyć z sąsiednimi.
Nie wszyscy są zdziwieni. Paweł Kowzan, starosta szamotulski, od kilku lat lansuje pomysł połączenia z powiatem międzychodzkim. Wskazuje na oszczędności, które w ciągu roku pozwoliłyby na wybudowanie kilku kilometrów drogi. Z kolei Julian Mazurek, starosta międzychodzki, włodarz najmniejszego powiatu w regionie, jest temu pomysłowi przeciwny. Podkreśla dobre wyniki finansowe swojego samorządu, na dowód czego wskazuje znakomitą sytuację szpitala powiatowego.
Kalisz chce województwa
Zmiany na mapie powiatowej są raczej przesądzone. Do Sejmu trafił też projekt utworzenia województwa środkowopolskiego ze stolicą w Kaliszu. W jego skład miałyby wejść powiaty z Wielkopolski i Łódzkiego.
Projekt jest dziełem Stowarzyszenia na rzecz Rozwoju Regionu i Utworzenia Województwa Środkowopolskiego w Kaliszu. Jego członkami są działacze samorządowi i gospodarczy z południowej Wielkopolski i regionu sieradzkiego.
– Chodzi nam o uwzględnienie interesów mieszkańców regionu, a jednocześnie mamy na uwadze uzdrowienie demokratycznie działającego państwa – zapewnia Stanisław Zalejski, prezes stowarzyszenia.
Pomysłodawcy chcą połączyć w jeden organizm administracyjny powiaty: kaliski, pleszewski, jarociński, krotoszyński, ostrowski, ostrzeszowski, kępiński, kolski, koniński i słupecki z Wielkopolski oraz sieradzki i część wieluńskiego z województwa łódzkiego. Nowy samorząd miałby porównywalny potencjał demograficzny i gospodarczy ze świętokrzyskim, a byłby większy od lubuskiego i opolskiego. Działacze zapewniają, że w dużej mierze mają poparcie zarówno władz samorządowych, jak i mieszkańców.
Jak dotąd pozytywnie na temat środkowopolskiego wypowiadali się kaliszanin Adam Rogacki z PiS, a także Grzegorz Woźny z Ostrowa i Andrzej Grzyba z Ostrzeszowa. Wsparcie parlamentarzystów będzie decydujące.
– Na razie konkretną pomoc zadeklarowała tylko posłanka Elżbieta Ratajczak, ale rozmawiamy także z innymi posłami – zdradza Zalejski.
Dotychczas pomysł utworzenia województwa środkowopolskiego poparła uchwałą jedynie Rada Miejska Kalisza. W grudniu projekt odrzucili radni Krotoszyna i powiatu krotoszyńskiego.
– Przynależność do silnego regionu Wielkopolski uważamy za najkorzystniejszą dla mieszkańców Ziemi Krotoszyńskiej, uzasadnioną zarówno względami historycznymi, jak i ekonomicznymi oraz społecznymi – tłumaczą swe stanowisko w liście przedstawiciele samorządu. – Wszelkie próby zmian w podziale administracyjnym kraju są zdaniem przedstawicieli rady niecelowe i prowadzą do rozbudowania administracji, powiększenia kosztów jej funkcjonowania oraz osłabienia istniejących jednostek samorządu terytorialnego.
List radnych otrzymał wojewoda, marszałkowie Sejmu i Senatu, parlamentarzyści wielkopolscy.
– Nie sprzyjają nam tylko władze Konina i Krotoszyna ciążące do Poznania, ale już wśród mieszkańców opinie są podzielone – odpowiada Stanisław Zalejski.
Środkowopomorskie przepadło
Jakie są szanse na utworzenie nowego województwa? W marcu Sejm odrzucił projekt utworzenia województwa. W jego skład miała wejść między innymi cześć regionu pilskiego (powiat złotowski).
– Myślę, że koncepcja dziesięciu dużych województw w Polsce była najlepsza, a wersja dwunastu już okazała się kompromisem. Siedemnaście województw to powrót do dawnych pomysłów – podkreśla Marek Woźniak, marszałek województwa wielkopolskiego.
Podobnie myśli wojewoda wielkopolski Tadeusz Dziuba.
– Wicepremier Ludwik Dorn zwrócił już uwagę, że nie widzi potrzeby tworzenia nowych województw. Wojewoda jako przedstawiciel rządu w terenie prezentuje podobne stanowisko – tłumaczy Michał Fijałkowski, rzecznik wojewody.
Mimo to członkowie kaliskiego stowarzyszenia się nie poddają. Pierwsze decyzje Sejm podejmie w tym tygodniu.
Współpraca: Mariusz Kurzajczyk

Tomasz Cylka - Głos Wielkopolski



Chyba juz im w głowach sie przewraca