Wyświetlono posty znalezione dla słów: sytet Opolski





Temat: Historia Polskiego Śląska!
koczisss napisał:

> Książęta wrocławscy, Henrykowie - I Brodaty, II Pobożny i IV Probus,
> dążyli do zjednoczenia ziem polskich.

Prof. Dr hab Feliks Koneczny
Dzieje Ślązka
Uniwersytet Jagielloński
Kraków
Luty 1896 roku.

"Henryk Brodaty, choc Piast z rodu, byl zupelnie zniemczony; do tego stopnia,
ze trudno go nawet uwazac za Polaka. Ojciec, Boleslaw Wysoki, przebywal za
mlodu duzo na dworze "cesarza rzymskiego", a króla niemieckiego, dawal nawet
posilki wojenne cesarzowi Fryderykowi na wojne z wloskiem miastem Medyolanem;
juz Boleslaw Wysoki tracil niemczyzna, nauczywszy sie od swego ojca, Wladyslawa
II. wygladac z Niemiec pomocy przeciw innym Piastom. Druga zas zona Boleslawa
Wysokiego, a matka Henryka Brodatego, Adelajda Sulcbach byla rodowita Niemka;
nielubiala pasierba, owego biskupa Jaroslawa, a swego syna wychowala zupelnie
po niemiecku."

"Po smierci Henryka Brodatego, w roku 1238, objal cala wielka spuscizne po nim
ów zniemczony syn, imieniem takze Henryk, z przydomkiem Pobozny (bo fundowal
wiele klasztorów)."

"Po smierci Henryka II. pod Lignica, objal obszerny spadek ksiazat wroclawskich
najstarszy z jego synów, ale mlody jeszcze Boleslaw z przezwiskiem Lysy.
Nierozwazny byl i plochy; mial, jak mawiano, w sobie "rogata dusze", totez
nazywano go Rogatka."

"I oslawiony Boleslaw Rogatka Lignicki polozyl sie w tymze czasie do grobu
(1278). Glównymi ksiazetami wsród Piastów byli teraz: Leszek Czarny, wnuk
Konrada Mazowieckiego, wyznaczony przez Boleslaw Wstydliwego nastepca na tronie
krakowskim, Przemyslaw w Wielkopolsce i na Slazku Henryk IV. wroclawski z
przydomkiem Probus.
Ten ostatni byl Niemcem na wskros; nawet wiersze niemieckie pisywal."

" Król Waclaw zebral wielkie wojsko i przyzwal na pomoc margrabiego
brandenburskiego Ottona; przylaczyli sie do nich czterej slazcy ksiazeta
opolscy, którzy juz dawniej hold zniemczonemu Czechowi zlozyli, a teraz
pociagneli jeszcze swoim przykladem nowego zaprzanca polskosci, ksiecia
Raciborskiego."

"Po Wladyslawie Lokietku nastapil na polskim tronie syn jego Kazimierz, nazwany
Wielkim, a takze królem chlopków."

"Stanal tedy w Trenczynie w roku 1335 uklad, moca którego zrzekal sie król
Kazimierz praw nad tymi ksiazetami slazkimi, którzy zloza hold koronie
czeskiej; znaczylo to, ze gdyby jednak który ksiaze odmówil Czechom holdu, moze
pozostac przy Polsce. Trzech tylko ksiazat skorzystalo z tego zastrzezenia:
ksiazeta swidnicki, jaworzynski i ziembicki nie przystali do Czechów, reszta
wyrzekla sie Polski i odtad byl Slazk pod korona czeska"

"Zniemczeni slazcy Piastowie zaczeli odtad uzywac za herb orla czarnego,
zamiast polskiego bialego."

"Król Kazimierz Wielki pozostawil po sobie tylko córki. Cale zycie trapil go
brak mezkiego potomka, któremuby panstwo mógl przekazac. Krewnych Piastów nie
braklo wprawdzie: bylo ich SD na Slazku i kilku na Mazowszu. Ale slazcy juz
czarnego orla w herbie mieli, juz sie polskosci wyparli i uroczysta uchwala
narodu byli za to od tronu wykluczeni: holdownicy niemieckiej dynastyi
Luksemburgów nie mogli prowadzic dalej poslannictwa Polski. Mazowieccy równiez
zawarli juz kilkakrotnie zwiazki ze zniemczonymi i niemieckimi królami
czeskimi." "Totez zgodzili sie wszyscy, gdy Kazimierz ustanowil swym nastepca
króla wegierskiego Ludwika, zaszczyconego przez Wegrów równiez przydomkiem
Wielkiego."

etc.




Temat: Zgoda
Zgoda
Z biuletynu IPN - "Obozowe dzieje Świętochłowic
Eintrachthutte - Zgoda"

Wstęp

Na historię Górnego Śląska, ziemi pogranicza narodowościowego, składa się
wiele wydarzeń, które nie mieszczą się w schematach historii czarno-białej,
wydają się niewygodne lub wstydliwe. W mapę skomplikowanych wydarzeń w
dziejach tej ziemi wpisuje się obóz w Świętochłowicach - w latach 1943-1945
funkcjonujący jako filia obozu Auschwitz, a od lutego do listopada 1945 r.
jako obóz pracy dla volksdeutschów i Niemców. Warto pamiętać, że
Świętochłowice były swoistym "zagłębiem obozowym" na Górnym Śląsku.
Podczas wojny, obok obozu Eintrachthutte, funkcjonowało tam jeszcze dziewięć
innych obozów (dla internowanych Włochów, dla jeńców angielskich, cztery dla
jeńców radzieckich oraz trzy dla zagranicznych pracowników przymusowych), a
po wojnie poza filią Jaworzna, czyli Obozem Pracy w Świętochłowicach,
działały cztery inne podobozy przy kopalniach.
Przez kilkadziesiąt powojennych lat w oficjalnym obiegu była teza, że dramat
mieszkańców Górnego Śląska skończył się wraz z wyzwoleniem przez Armię
Czerwoną. Dla historyków otwartym tematem były jedynie wojenne dzieje obozu.
Dopiero opublikowanie w latach dziewięćdziesiątych ubiegłego stulecia książki
Johna Sacka Oko za oko1 przerwało swoistą "zmowę milczenia" wokół
świętochłowickiego obozu pracy zwanego "Zgoda". Od tego czasu ukazało się
wiele artykułów prasowych2 oraz kilka naukowych3, wspomnienia więźnia4, a
także wybór dokumentów przedstawiających dzieje obozu "Zgoda". Aktualności
sprawie nadaje śledztwo prowadzone przez IPN-OKŚZpNPKat w sprawie zbrodni
popełnionych w Obozie Pracy w Świętochłowicach-Zgodzie oraz żądania
ekstradycji żyjącego w Izraelu naczelnika obozu - Salomona Morela.
Prezentowane w niniejszym zbiorze artykuły są owocem sesji naukowej
zorganizowanej 4 października 2001 r. w Domu Kultury "Zgoda" w
Świętochłowicach przez Biuro Edukacji Publicznej IPN w Katowicach, Muzeum
Miejskie w Świętochłowicach, Urząd Miejski w Świętochłowicach oraz Dom
Kultury "Zgoda".
Sytuację narodowościową oraz działalność władz niemieckich w Świętochłowicach
w latach II wojny światowej przedstawił w swoim referacie dr hab. Ryszard
Kaczmarek (Uniwersytet Śląski w Katowicach). Postawy mieszkańców
Świętochłowic w okresie wojny zanalizował dr Zbigniew Kapała (Muzeum
Górnośląskie w Bytomiu). Kolejny referat, wygłoszony przez dr. Franciszka
Pipera (Państwowe Muzeum Auschwitz-Birkenau w Oświęcimu),
dotyczył kwestii funkcjonowania w Świętochłowicach w latach 1943-1945
podobozu KL Auschwitz. Porównania obozu w Świętochłowicach-Zgodzie z innymi
obozami na Górnym Śląsku, głównie z obozem w Toszku, podjął się dr hab.
Zygmunt Woźniczka (Uniwersytet Śląski w Katowicach). W kolejnym referacie dr
Bernard Linek (Instytut Śląski w Opolu)spróbował przybliżyć miejsce i funkcję
obozu "Zgoda" oraz problematykę wypędzenia w pamięci zbiorowej społeczeństwa
Niemiec i Polski, Odpowiedzi na pytanie, kto i dlaczego






Temat: Polska nie ma historycznego prawa do Slaska
Napisał Pan:
"nie zapominaj, ze wielu z tych przesiedlencow bardzo
> dlugo trzymalo kury i nawet krowa w miescie - i do tego w
> kamiennicach (nawet i na pietrach)...".
Czy nie może Pan dostrzec w tym dramatu ludzi ze wsi, którzy wiedzieli, co to
przednówek (zjawisko dobrze znane wśród biedoty na Ślasku opolskim przed Ii
wojną) i po prostu przesiedleni wbrew ich woli do miasta przez jakiś czas
stosowali wypróbowane metody zabezpieczenia się przed głodem, trzymając kury,
świnie czy nawet krowę-żywicielkę w ciężkich czasach powojennych!

czy znasz liczby studiujacych slazakow z opolszczyzny
> sprzed wojny?
Nie, nie znam, bo nikt nie robił takich statystyk. Już tu pisał jakiś dyskutant
o barierach edukacyjnych we wspólczesnych Niemczech - berufschule lub
terminowanie u rzemieślnika - to był najczęstszy wybór Ślązaków. Wybitnie
zdolni mogli uzyskać stypendium gminy - jak błogosławiony ksiądz Szramek. Bro
trafnie napisał o podobnych trudnościach. W czasach nazistowskich dzieci były
karane za mówienie po polsku (w gwarze śląskiej) w szkole. Kary były różne
pozostawanie w kozie po lekcjach, noszenie tabliczki drewnianej na szyi z
napisem "Ich spreche Polnisch", rózgi, pisanie 400 razy jakiegoś zdania po
niemiecku.
Represyjność niemieckiej szkoły zelżała pod koniec wojny, kiedy nauczycielami
byli często inwalidzi wojenni wycofani z frontu, reprezentujący pacyfistyczne
poglądy. Gwoli ścisłości presji nazistowskiej ideologii nie poddawali sie
nauczyciele starszego pokolenia, którzy ucząc dzieci przez wiele lat wrośli w
wiejskie środowisko. Po wojnie Ślazacy starali sie uchronic swoich nauczycieli
przed wysiedleniem, ukrywając ich, zaświadczając o ich polskości etc.
Mogę tylko stwierdzić, że np. z jednej wsi, w której prowadziłam badania w
latach 80., jedynie dwie osoby ukończyły uniwersytet przed wojną (w Berlinie i
Wrocławiu), a po wojnie studia skończył jeden lekarz, jeden architekt, jeden
inżynier, jeden nauczyciel i trzech księży. Chociaż biorąc pod uwagę znacznie
mniejszą liczbę mieszkańców (prawie o połowę) odsetek kończących studia był
wyższy.
Jest to jednak niedostateczna podstawa do wnioskowania, że coś się zmieniło.
Inna ścieżka kariery przed wojną to: ukończenie gimnazjum polskiego w Bytomiu,
potem studia na Uniwersytecie w Berlinie, relegowanie za odmowę wstąpienia do
nazistowskiego związku studentów i kontynuacja studiów na Uniwersytecie w
Koenigsbergu.
Jeśli Pan zna statystyki, ile młodzieży z rodzin Schlonsacken/Wasserpolacken
kończyło studia przed wojna, to proszę przytoczyć.

czy wiesz, jacy ludzie na slasku przejmowali funkcje
> nauczyciela i dyrektora szkoly? - w wiekszosci ludzie
> niewyksztalceni! podstawa Polacy, nienawidzacy niemcow,
> no i opowiadajacy o jakies tam germanizacji i powrocie do
> macierzy. slascy uczniowie nienawidzili tych okupantow!

Rzeczywiście, często nauczyciele nie mieli wymaganych kwalifikacji, ponieważ w
czasie wojny podlegali planowej eksterminacji - jako przedstawiciele
inteligencji zarówno pod okupacją niemiecka, jak i sowiecką (naziści
rozstrzeliwali, zsyłali do obozów koncentracyjnych, a sowieci do łagrów na
Syberię i do Kazachstanu).
Jednak moge przytoczyc wiele relacji Ślązakow, którzy kończyli studia, ponieważ
polscy nauczyciele nakłaniali rodziców, że dziecko jest wyjątkowo uzdolnione i
powinno pójść do liceum, a nie do zawodówki. Świat nie jest czarno-biały!




Temat: Niemcy won z tego forum!
> Ty cos malo pojetny. Bo piszesz o polskiej bystrosci, a chwalisz niemiecka
technologie.
Taa. To juz swiadczy o tym, ze jest niepojetny. Jak napisze o polskich wroblach
i niemieckich bocianach to na pewno tez "Niemiec" uzna mnie za malo pojetnego.

> Mogles cos napisac o polskiej mysli technicznej.
Sam siebie osmieszasz piszac takie texty. Proponuje poczytac historii. Nawet
tej niemieckiej. Tak tez wystarczajaco duzo o "polskiej mysli technicznej"
bedzie.

> Zaprosil bym cie na moj niemiecki uniwersytet, ale bys nic nie skapowal, bo
nie umiesz po niemiecku i nie
> znasz fachowego slownictwa.
Argument typowego, zapatrzonego w to, co niemieckie, Slazaka;) "Zapraszam na
(nie moj cale szczescie;) japonski uniwersytet, tam nic nie "skapujesz", bo nie
umiesz po japonsku i nie znasz fachowego slownictwa" - to jedno zdanie
bezsprzecznie swiadczy o wyzszosci uniwersytetu japonskiego nad niemieckim i
wszystkimi innymi?
Ty juz mozesz uwazac sie za elitarnego "Niemca" skoro jestes na Uniwersytecie.
Pewnie wiecej niz 1% Was nie ma;)

Jak juz tu jestem:
Wszyscy _nie_kochani "Niemcy" nadaja sie do kabaretu w roli tchorzliwego
pieciolatka, ktory robi i mowi to, co ktos rzekomo madrzejszy mu podsunie.
Gdzie byliscie 15 lat temu? Przed wszystkimi udawaliscie Polakow, bo tak bylo
1.wygodniej 2. bezpieczniej. Teraz juz udajecie, ze nic Was z Polska nie laczy,
uznajecie sie za Niemcow przez duze N tylko dlatego, ze macie niemieckie
paszporty. Nie wiecej niz 20% z Was zna jezyk niemieki na poziomie srednio
zaawansowanym, z czego ponad polowa jest juz po szescdziesiatce. Ponad 90% z
Was dzieki temu przerzuca tony gruzu/pieczarek/tulipanow/winogron/czegokolwiek,
bo do niczego innego sie nie nadajecie. Do tego kantuja Was tam jak dzieci, bo
nawet liczyc nie potraficie swoich zarobkow, nie mowiac juz o domaganiu sie
tego, czego Wam nie dali. Mature ma ile procent Slazakow? 10? Reszta jest po
podstawowce a w najlepszym wypadku po zawodowce. U Was zycie wyglada tak:
Polska podstawowka (bo do niemieckiej z czym? Ze slaska gwara?;)
Polska zawodowka (zawod obojetnie jaki, to i tak tylko po to zeby jakos do 18
lat przezyc)
pozniej "Go west" i machac lopata do za***ania;)

Szczerze mowiac to nawet by mi taki obrazek odpowiadal gdyby nie te Wasze
slynne powroty z mega-kasa, mega-furami i z mega-zadarta glowa. Uznajecie sie
za lepszych, bo macie pieniadze i myslicie, ze wszystko Wam wolno. A tutaj (tak
samo jak w Waszej "ojczyznie") jestescie dalej kantowani jak dzieci. Dlaczego?
Kolega Chop napisal wyzej.

Podsumowujac. Do Niemcow nic nie mam i jestem wrecz przekonany, ze Niemcy (Ci w
miare wyksztalceni, bo reszcie ChWD;)) nie maja nic do Polakow. Jednak (prawie)
wszystkich "Niemcow" bede traktowal z nalezna im pogarda do czego serdecznie
namawiam Polakow z Opolszczyzny.



Temat: Polska nie ma historycznego prawa do Slaska
Albo będziemy porównywac system komunistyczny z nazistowskim albo II RP z
Republika Weimarską czy Prusami. W II Rzeczpospolitej wielu Niemców obywateli
polskich studiowało na uniwersytetach w Krakowie i Poznaniu - znany Panu H.
Czaja skończył Uniwersytet Jagiellonski, Niemcy w Polsce mieli swoje szkoły,
gazety, przedstawicieli w radach miasta - np. Łodzi, Poznaniu, Bydgoszczy czy
Sejmiku Ślaskim. Albo dyskutujemy o Ślazakach albo o Niemcach. Polityka wobec
Niemcow po II wojnie była dokładnym odzwierciedleniem polityki nazistów wobec
Polaków na Śląsku Opolskim: zakaz uzywania języka polskiego/niemieckiego(czy
wiesz kiedy były zakazane polskie msze na Górze św. Anny, kiedy i ile razy
Niemcy wypędzali ojców franciszkanów - pierwszy raz w 1811 r., ostatni w 1941)?
zmiana nazw miejscowych, usuwanie polskich/niemieckich napisów; presja na
zmianę nazwisk, usuwanie śląskich księży (przed wojna "na piaski
brandenburskie", w czasie wojny do obozów koncentracyjnych); po wojnie do
parafii zamieszkanych przez Polaków; zamiana książeczek do nabożeństwa "Droga
do nieba" ks. Skowronka na "Weg zum Himmel" ks. Skowronka; po wojnie
rekwizycja "Weg zum Himmel", we wrześniu 1939 r. działacze ruchu polskiego
zostali wywiezieni do obozów koncentracyjnych.
Naprawdę Pan mysli, że chłopi z drewnianych chat krytych strzechą marzyli, żeby
po trzech tygodniach podróży w bydlęcych wagonach znależć sie w niemieckich
murowanych domach? Nic Pan nie wie o ich nostalgii za ziemia utracona, gdzie
pozostawili groby przodków, bliski krajobraz, kosciół, a mogli zabrac ze soba
jedynie obrazy Madonny, które sa dzisiaj np. w kosciele w Grodźcu?
Dla Pana Kresy to tylko zacofani chłopi, nie słyszał Pan o słynnej lwowskiej
szkole filozoficznej? O profesorach matematyki Banachu, Ulamie (który wspólnie
z Niemcem żydowskiego pochodzenia Openheimerem pracował w Los Alamos nad bombą
atomową)? O profesorze Tarskim, którego wielokrotnie cytuje z wdzięcznościa
Karl Popper? Nie słyszał Pan o profesorach Uniwersytetu Lwowskiego
rozstrzelanych przez Niemców w czerwcu 1941 roku, a także literatach np. Boyu-
Żeleńskim?
A co Pan na taki cytat niemieckiego dr Virchowa z 1848 r.: " Górnoślazak się
najczęściej nie myje, pozostawiając tę troske niebu; niekiedy jego ciałozostaje
uwolnione od brudu przez ulewny deszcz. Różnego rodzaju robactwo, szczególnie
wszy, jest częstym gosciem na jego ciele. Tak samo wielka jak to niechlujstwo
jest bierność ludzi, niechęć do wysiłku umysłowego i fizycznego, skłonność do
próżniactwa albo raczej do pozostawania w prózniactwie, co w każdym wolnym,
przyzwyczajonym do pracy człowieku budzi raczej litość niz wstręt".
Powie Pan to było w XIX wieku, więc nowszy cytat z Horsta Bienka:" Kopalnia,
gospoda, kościól, łóżko - to cztery słupki górnośląskiego baldachimu, albo
mówiąc dosadniej: pracować, chlać, modlić się, spółkować - z tym był
Górnoślazak właściwie szczęśliwy".
I jeszcze cytat z przemówienia burmistrza Zabra Hansa Lukaschka z lat
dwudziestych: " ...o kulturze polskiej należy mówić z poważaniem. jednakże na
Ślasku kultura polska jest niższa od niemieckiej, choc dzięki Bogu
przesiąknięta ideą katolicką". I na koniec prezydent prowincji śląskiej Joseph
Wagner (1935 r.): "Mniejszości musi się wpoić, ze Polak równa się u nas
czyścicielowi butów. Niemiec - sile, potędze, największemu zaszczytowi; nowa
młodzież musi się dac raczej zabić, nizby przez jej usta miało przejść polskie
słowo".

Terminu Wasserpole użył po raz pierwszy pastor z Kluczborka Adam Gdacjusz (1609-
1688); "A zwłaszcza naszy Wasserpolowie nadęci niech pierwej polskie czytają
autory". Nie jest więc to termin hitlerowski.

Dalej czekam na statystyki, ilu było studentów ze środowisk wiejskich na
niemieckich uniwersytetach przed wojną. Porównam wówczas z odsetkiem takich
studentów w II RP.



Temat: 17 wrzesnia o g. 20:00 pod pomnikiem Bojownikow!!
Gość portalu: Dzidzia napisał(a):

> Nie jestem z Opola. Byłam najlepszą uczennicą w szkole. Laureatką
ogólnopolską
> olimpiad matematycznej i fizycznej, polonistycznej, konkursów recytatorkich
> (recytowałam Różewicza i Bruno Szulca). Jednak zdawałam egzamin wstepny, bo
> wybrałam kierunek, na którym się te olimpiady nie liczyły (trzeci wynik, 9
> kandydatów na jedno. Studiowałam w Poznaniu, chociaż złozylam papiery na
> Uniwersytet Warszawski. Obowiązywała rejonizacja. Mo ojciec nigdy nie należał
> do PZPR, jego brat siedział po wojnie w obozie pracy za nie wywiazanie się z
> dostaw obowiązkowych z powodu gradobicia. Na studiach trafilam do szpitala -
> lekarze stwierdzili, ze jestem niedożywiona. Kupowałam książki i nie
starczało
> na jedzenie. Zreszta cukier był na kartki (dawałam je gospodyni), po kiełbase
> trzeba było stac w wielogodzinnych kolejkach (w sklepie komercyjnym), więc
> zywiłam sie przeważnie chlebem ze smalcem i chudym twarogiem (1,20 zł 10
dkg).
> Otrzymywalam co semestr nagrody rektorskie i za nie kupowalam sobie znowu
> książki (dzisiaj mam parę tysięcy, w tym kilkadziesiąt z drugiego obiegu).
> Nauczylam sie szyc na maszynie, zeby byc modnie ubraną. Szyłam też
koleżankom,
> a one dziergały mi piekne swetry. Pamietam sierpien 1980 roku. Strajk MPK w
> Poznaniu - taksówkarze wozili do pracy za darmo. Pamiętam też postulat, żeby
> zlikwidowac sklepy komercyjne. Mieszkałam na kwaterze na Wildzie - w
dzielnicy
> robotniczej - mieszkali tam pracownicy Cegielskiego. Musiałam nauczyć się
palic
>
> w piecu. Robotnicy mieszkali w starych kamienicach z wychodkiem na podwórzu
lub
>
> w najlepszym razie na półpiętrze. Wtedy biedni wynajmowali pokoje. Nie było
> mowy o mieszkaniach studenckich itp. Gospodarz robotnik opowiadał o czerwcu
> 1956, koledzy ze starszych lat uchodzili za bohaterów, bo siedzieli w marcu
> 1968, byli pałowani, że mieli granatowe plecy. Pierwsza wskazówka udzielona
> przez nich pierwszakom - to rozpracowac bezpiecznika, którego mamy na roku,
bo
> bedziemy mieli kłopoty. Udało nam sie to - nie upijał sie i jadł w stołówce
> milicyjnej. Był tumanem, a gładko przechodził na nastepny rok. Miałam
> wspaniałych profesorów - niektórzy jeszcze przedwojenni z ogromna osobistą
> kulturą i wiedzą w przeciwieństwie do docentów marcowych (mianowanych
wmiejsce
> wyrzuconych z uczelni). Jeśli masz dalsze pytania chętnie odpowiem.
DZIDZIA WZRUSZYŁAŚ MNIE. DZIĘKUJĘ!!
TAKA DZIEWCZYNA TO MAJĄTEK !!! tYCH DURNIÓW BEŁKOCĄCYCH DURNOTY NIE CIERPIE.
ZABIERAJĄ NAM CZAS, POWINNI SIEDZIEĆ NA BIAŁORUSI. SAMI NIE WIERZĄ W TO CO
MÓWIĄ.



Temat: Odchodzą profesorowie z uniwersytetu
Mamy do czynienia poraz kolejny z procedurą, która powinna
pobudzić refelsyjność wszystkich osób zainteresowanych rozwojem
Uniwersytetu Opolskiego. Mamy tutaj kilka problemów: 1)jest
rozporządzenie MENiS, które nakazuje (czy rzeczywiście?), aby
Profesorowie mający więcej niż 70. lat nie pracowali na swoich
uniwersytetach. Ale z drugiej strony Nasz Rektor nie w pełni
realizuje wskazania tej dyrektywy Ministra, "pozostawiając"
Arcybiskupa przy pracy na Wydziale Teologicznym. Doskonale
rozumiem, że Profesorowie nie są chciani na Naszym Uniwersytecie
ze względów ekonomicznych. I jednocześnie nie rozumiem dlaczego
wobec nich Rektor odwołuje się do kryterium jakim jest prawo, a
wobec Arcybiskupa tak nie robi. Jest to zasadnicza
niekonsekwencja i może być wykorzystana w dyskusji jako wskaźnik
niekompetencji Władz Uniwersytetu. Doskonale rozumiem kim dla
Naszego Uniwersytetu jest Arcybiskup - jest wielką postacią w
skali europejskiej, jest uczniem Karola Wojtyły, wielkim
intelektualistą o wielkim sercu, którego "używa" pracując dla
Naszego Uniwersytetu. A co z pozostałymi osobami? Czyż nie są
one istotne w Naszym rozwoju? Myślę, że są. Kontakt typu mistrz-
uczeń na polskich uczelniach powoli zamiera - na Zachodzie, już
dawno tak się stało. W jednym z artykułów z ResPublice Nowej, w
dyskusji o modelu uniwersytetu, padły słowa, że stara idea
uniwersytetu zanika - uniwersytety stają się politechnikami.
Myślę, że w Stayrch Profesorach jest pewien duch
(operacjonalizację tego pojęcia postanawiam opuścić), który może
być gwarantem zaszczepienia idei uniwersytetu w "oczekujących"
kadrach"... to tylko jedna "korzyść"... 2)Tekst w gazecie
zawiera deklarację-zasadę zarządzania, z której wynika, że
rozwój młodych blokowany jest przez Starcych Profesorów. Nie
widzę silnego związku pomiędzy bytnością Starych Profesorów, a
blokowaniem rozwoju młodych. Otóż zarządzanie kadrą daje duże
większe możliwości sprzyjaniu osobom młodym. Jest nim przede
wszystkim umiejętny sposób wydzielania pracy: może niech młodzi
najpierw w ciągu 3-5 lat zrobią doktoraty, a niech potem zajmą
się pracą administracyjną (komisje rekrutacyjne itp.), niech
młodzi asystenci zabiegają o granty z KBN i nie liczą na
pieniądze z Uczelni. Dziś jest wiele instytucji finansujących
badania: KBN, Fundacja na Rzecz Nauki Polskiej, Fundacja
Batorego. Poza tym zagraniczne uniwersytety przyjmują na
stypendia badawcze (wiecej np. w gazeta.pl>Stypendia).
Oczywiście by tak zdobywać pieniądze trzeba mieć talent, nabytą
wytrwałość w działaniu, pomysł, umiejętność radzenia sobie z
porażką. Trzeba chcieć!!! Nie zwalajmy wszystkich problemów
finansowych na Nasz Uniwersytet - robiąc naukę trzeba nauczyć
się zbierania pieniędzy!!! 3) Zgadzam się, że publikacje, a nie
nazwiska są istotnym wskaźniekiem poziomu rozwoju danej uczelni.
Trzeba wiedzieć, że publikacja publikacji nie równa. Oczywiście
dla społeczności naukowej ważne są pozycje wydawane przede
wszystkim poza uczelnią (wyjątkiem jest MIT w USA, Cambridge :)
i kilka innych). Starzy Profesorowie mieli wiele publikacji poza
wydanictwem Naszego Uniwersytetu i mówiąc metaforycznie "o
publikowaniu wiedzą wiele" (i oczywiście nie tylko oni). Jest
rzeczą oczywistą, że "bronię" Starych Profesorów. Ale bronię też
idei Uniwersytetu, zwracając uwagę, że zwalnianie Profesorów
musi być podporządkowane odpowiednim kryteriom i nie tylko
ekonomicznym... o uniwersytecie i jego idei można napisać
jeszcze bardzo wiele...



Temat: Portret Augusta Hlonda - pierwszego śląskiego b...
"NIEZWYKLE PRACOWITY BISKUP

Rodzina Kallerów, zamożnych bytomskich kupców, mieszkała we własnym, zachowanym
do dziś, domu na rogu Tarnowitzerstrasse (obecnie ul. Jainty) i Kleine
Blottnitza Strasse (ul. Kwietniewskiego). Do chwili obecnej zachował się
rodzinny grobowiec Kallerów na cmentarzu Mater Dolorosa przy ul. Piekarskiej.

Członek tej rodziny, przyszły biskup Maximilian urodził się 10 października
1880 roku. Ukończył bytomskie gimnazjum klasyczne, a następnie studiował
teologię we Wrocławiu i tam 20 czerwca 1903 roku został wyświęcony na kapłana.
Młody ksiądz rozpoczął pracę w parafii św. Wawrzyńca w Strzelcach Opolskich,
gdzie przebywał do 1906 roku. Już wówczas odznaczył się pomocą udzielaną
ubogim. Potem przeniesiono go na bałtycką wyspę Rugię, która wówczas należała
do wielkiej diecezji wrocławskiej. Administracji stacji misyjnej w Bergen,
której zarządzanie przypadło mu w udziale, podlegały trzy kościoły i osiem
stacji duszpasterskich. Katolicy żyli tam w diasporze wśród protestanckiej
większości, należąc do uboższej warstwy społeczeństwa. Ksiądz Kaller otoczył
wówczas opieką licznych robotników sezonowych z Polski, nękanych przez
alkoholizm i nędzę.

Kolejnym etapem jego pracy było wielkomiejskie środowisko stołecznego Berlina,
dokąd przeniesiony został w 1917 roku. Został tam proboszczem największej
katolickiej parafii św. Michała. Wspierał bezdomnych i bezrobotnych,
organizując równocześnie wzorcowy apostolat świeckich. Jako pierwszy
poprowadził procesję Bożego Ciała przez berlińskie ulice, wyprowadzając
katolicyzm na forum publiczne w tej kosmopolitycznej metropolii. Swoje
doświadczenia opisał w wydanej wówczas książce.

Dobre wyniki pracy Maximiliana były przyczyną awansu w 1926 roku, kiedy został
mianowany administratorem tzw. wolnej prałatury w Pile (początkowo z siedzibą w
Tucznie). Była to samodzielna jednostka kościelna, powstała z tych części
diecezji gnieźnieńsko-poznańskiej, które pozostały po 1920 roku w Niemczech.
Tam również nie próżnował: wzniósł trzy kościoły, zorganizował uniwersytet
ludowy, bursy dla młodzieży, stacje opieki socjalnej Caritas i biblioteki.

Zwieńczeniem jego życia była jednak Warmia, której biskupem został mianowany w
1930 roku. Jego zawołaniem stały się słowa "Caritas Christi urget me" ("Miłość
Chrystusa przynagla mnie"). W skład diecezji warmińskiej wchodziły wówczas całe
Prusy Wschodnie, lecz tylko na historycznej Warmii katolicy stanowili
większość, pozostałe tereny zamieszkiwała głównie ludność wyznania
ewangelickiego. Nowy biskup powołał Akcję Katolicką, wydawał gazetę
diecezjalną, utworzył również seminarium duchowne w Braniewie. Biorąc pod uwagę
skład narodowościowy diecezjan, zdecydował o wydaniu nowego rytuału w czterech
językach: łacińskim, niemieckim, polskim i litewskim. W 1939 roku, kiedy do
Niemiec powróciła Kłajpeda, Kaller został również administratorem apostolskim
tamtego terenu. Najtrudniejsze dla biskupa były lata wojny, musiał bronić wielu
swych księży przed aresztowaniem przez Gestapo.

Kiedy zdał sobie sprawę z ogromu zbrodni popełnianych przez narodowych
socjalistów w 1942 roku próbował wobec nuncjusza w Berlinie zrzec się
kierowania diecezją i wyjechać do obozu koncentracyjnego dla Żydów w Terezinie
(Theresienstadt). Tam chciał pełnić posługę duszpasterską dla tych więźniów,
którzy byli wyznania katolickiego. Próba ta skończyła się jednak
niepowodzeniem. Pod koniec wojny groźba zbliżającej się Armii Czerwonej nie
była w stanie zmusić go do opuszczenia tej ziemi, choć pozostanie groziło
śmiercią z rąk zdobywców. Dopiero uzbrojony oddział SS wywiózł go do Gdańska.
Tułając się, trafił do Halle nad Saalą, skąd po zakończeniu wojny w sierpniu
1945 roku Maximilian Kaller wrócił na Warmię, by odbudowywać struktury
diecezji. Jednakże prymas Polski kardynał Hlond, swoiście interpretując
uzyskane papieskie pełnomocnictwa, zmusił go do rezygnacji z urzędu i
natychmiastowego wyjazdu za Odrę i Nysę Łużycką.

Biskup Kaller wyjechał przez Halle do Wiedenbrück, a potem do Frankfurtu nad
Menem. W 1946 roku papież Pius XII mianował go specjalnym pełnomocnikiem do
spraw Niemców wypędzonych z terenów wschodnich. Pełniąc tę funkcję biskup
wizytował obozy dla przesiedleńców na terenie zachodnich Niemiec i zorganizował
w Königstein/Taunus ośrodek szkoleniowy (zastępcze seminarium duchowne) dla
księży ze Wschodu. Maximilian Kaller zmarł nagle 7 lipca 1947 roku i pochowany
został w Königstein.

W ostatnim czasie rozpoczęto gromadzenie, na razie na szczeblu diecezjalnym,
informacji o nim w celu wszczęcia procesu beatyfikacyjnego. Niewykluczone
zatem, że kiedyś nasze miasto doczeka się świętego - rodowitego bytomianina.

PRZEMYSLAW NADOLSKI

BYTOMSKI PANTEON "